Koniec fińskiego cudu edukacyjnego?


Kiedy wprowadzasz nowość i praca idzie zgodnie z planem, wszyscy biją Ci brawo. Kiedy napotkasz problemy, wszyscy wieszają na Tobie psy. To częsta sytuacja w edukacji nie tylko w naszym kraju. W sierpniu internet obiegł artykuł krytykujący do tej pory wychwalany system edukacji w Finlandii. Była to relacja jednej uczennicy oraz jej rodziców, którzy twierdzili, że szkoła Pontus, która jako pierwsza w pełni wprowadziła nową podstawę programową, zawiodła oczekiwania. Uczniowie niczego nie nauczyli się przez pierwszy rok, a zamiast atmosfery nauki, dało się odczuć stres i chaos. 

Czy to znaczy, że Finlandia przestała być światowym cudem edukacyjnym? Zacznijmy od tego, że nigdy nim nie była. To jakimi metodami nauczyciele pracują z uczniami oraz czego uczy się w fińskich szkołach jest rezultatem systemowych zmian wprowadzanych etapami. Bardzo istotne jest również to, że do tej pory zmiany były wprowadzane jednocześnie odgórnie i oddolnie, w skoordynowany sposób, by zachować pewną dozę kontroli i dać swobodę działania szkołom na poziomie lokalnym. Co w takim razie zmieniło się w ostatnim czasie, że pojawiają się głosy krytyki?

Problem wynika z pominięcia jednej elementarnej kwestii często omawianej na szkoleniach z zarządzania zmianą. Wszelkie innowacje wprowadzane tylko odgórnie mają nikłe szanse na powodzenie, a bardzo duże szanse na opór ze strony wykonawców zmian. Tak też dzieje się obecnie w Finlandii. Serwis BigThink opisał krótko w artykule wprowadzenie nowego podejścia do edukacji w Finlandii. Głównym założeniem innowacji jest odejście od klasycznego podziału na przedmioty w szkole na rzecz interdyscyplinarnych projektów i zadań, w których planowanie i realizację aktywnie włączeni będą uczniowie. Takie podejście jest w zgodzie ze wszelkimi najnowszymi trendami dotyczącymi zwinnej edukacji. Jednak mimo wspaniałości pomysłów oraz odwagi rządzących jest jasne, że fińskie społeczeństwo nie jest gotowe na tak radykalne zmiany. Już w tym krótkim tekście widać, że jedyną zaangażowaną stroną jest strona rządowa. Szkoły są tylko zobligowane do wykonania konkretnych zadań w konkretnym czasie. Nie widać ich kontrybucji do rozwoju nowego systemu.  Ponadto, rodzice oraz uczniowie nie mają świadomości na jakich założeniach opiera się zwinna edukacja. W związku z tym, nie potrafią zapewnić wsparcia swoim dzieciom w domu i, z obawy o dobro swoich pociech, wyrażają coraz bardziej dosadnie sprzeciw wobec nowości wprowadzonych przez fiński rząd. 

Jaka lekcja płynie dla innych z pierwszego etapu systemowych zmian prowadzących do zwinnej edukacji w Finlandii? Po pierwsze, żadna duża zmiana nie ma większych szans na powodzenie jeśli jej wykonawcy nie będą aktywnie zaangażowani w jej projektowanie. Oznacza to, że szkoły nie mogą mieć narzuconych odgórnie metod pracy. Nie wszędzie jest odpowiednia atmosfera i okoliczności do tego, żeby wprowadzić zwinność. Istnieje mnóstwo czynników takich jak: kompetencje kadry, elastyczność zespołu, lokalizacja szkoły, specyfika nauczania szkoły, kompetencje rodziców, poziom świadomości istnienia nowych trendów wśród interesariuszy szkoły, częstotliwość wprowadzania zmian, czy elastyczność kierownictwa szkoły, które mogą być decydujące w kwestii wprowadzania zwinnego podejścia. Po drugie, zanim radykalne zmiany będą mogły być wprowadzone, potrzebna jest społeczna kampania informacyjna, mająca na celu podniesienie poziomu świadomości istoty innowacji w całym społeczeństwie. Taka kampania obniży poziom obaw dotyczących nowych nieznanych praktyk szkolnych oraz, poprzez przekazanie komunikatu o potrzebie zmiany wynikającej z dynamicznie rozwijającej się rzeczywistości, uświadomi ludziom jak pilnie potrzebne jest nowe podejście, żeby dzisiejsze dzieci mogły funkcjonować w przyszłej rzeczywistości.

Nie popełnia błędów ten, kto nic nie robi. Możemy uczyć się na przykładzie Finlandii jak złożonym procesem jest wprowadzanie zwinnej edukacji na poziomie całego kraju. W niedługim czasie przekonamy się, czy resort edukacji w Finlandii podejmie kroki mające na celu uspokojenie społeczeństwa i pokazanie zasadności wprowadzenia innowacji w ich kraju. Warto bacznie obserwować co będzie się działo w najbliższych miesiącach, ponieważ z tej odważnej inicjatywy będziemy mogli wyciągnąć jeszcze wiele cennych lekcji.


Dlaczego kobiety dobrze się uczą, a nie zostają inżynierami?




Ostatnio w czasie spaceru z moją półtoraroczną córką próbowałem wyobrazić sobie jak mogłaby wyglądać jej przyszłość. Nie wiem, kim zostanie jak dorośnie, ale chciałbym, żeby była kimś znającym się na naukach ścisłych, matematyce, technologii informacyjnej, inaczej niż mama i tata. Tylko jak to osiągnąć kiedy tak mało kobiet chce być inżynierami? 

Ostatnia myśl skłoniła mnie do refleksji na temat tego gdzie leży przyczyna braku zainteresowania wspomnianymi dziedzinami przez kobiety. Na początku nie mogłem tego racjonalnie wytłumaczyć, ale potem wykiełkowały we mnie pewne pomysły.

Ewa Bukowiecka-Janik w artykule pt. ,,Polska szkoła jest dla dziewczynek'' z maja 2019 sugeruje, że dziewczyny lepiej niż chłopcy odnajdują się w pruskim modelu edukacji przepełnionym dyscypliną, ponieważ predestynuje je do tego wychowanie oraz cechy biologiczne. Bukowiecka-Janik powołuje się na psycholog Justynę Filipiak, która mówi, że ,,rzeczywiście model pruski, którym rządzi porządek, rygor i ocenianie na każdym kroku, daje chłopcom mniejsze szanse na samym wstępie. Chłopcy w wieku wczesnoszkolnym mają większe trudności z koncentracją niż dziewczynki. Są bardziej ruchliwi, co komplikuje prowadzenie zajęć. Mam doświadczenia w pracy w szkole żeńskiej i rzeczywiście w grupie złożonej tylko z dziewczyn można na pierwszym etapie edukacji zrobić więcej niż w klasie koedukacyjnej.''

Są to bardzo ciekawe obserwacje, ponieważ pokazują jak wielki potencjał tkwi w dziewczynach jeśli chodzi o opanowanie wiedzy i nabywanie umiejętności. Co w takim razie dzieje się z dziewczynami na dalszych etapach edukacji co powoduje, że mniej dziewczyn interesuje się na poważnie takimi dziedzinami jak nauki ścisłe? 

Może jest to kwestia okresu dojrzewania? Burza hormonalna może dużo pozmieniać w umyśle człowieka, ale chłopacy też przez nią przechodzą i jednak częściej stają się naukowcami, inżynierami, informatykami niż dziewczyny. Dane z Eurostatu pokazują, iż mimo że w krajach takich jak Polska kobiety stanowią większość studentów, to na studiach związanych z naukami przyrodniczymi, matematyką, lub technologią informacyjną jest ich dwa razy mniej niż mężczyzn. 

Być może odpowiedzialny jest system edukacji? Na tę chwilę nie można tego potwierdzić, ponieważ nie ma na żadnym etapie, ani w rekrutacji, ani w systemach oceniania, ani w egzaminach zewnętrznych warunków preferencyjnych dla żadnej z płci. Zgodnie z sugestią wysuniętą na początku, jest wręcz tak, że dziewczyny mogą lepiej radzić sobie ze szkołą niż chłopacy.

Może więc chodzi o również wcześniej wspomniane wychowanie? Spójrzmy na temat z historycznej perspektywy. Znalazłem w internecie artykuł o edukacji kobiet w ujęciu historycznym. Wynika z niego, że na przestrzeni wieków kobiety cieszyły się raczej mniejszym niż większym dostępem do edukacji. Pomijając nieliczne wyjątki, większe zmiany przyszły dopiero pod koniec XIX wieku wraz z ruchem sufrażystek we Francji. Pierwszą europejską uczelnią, która otworzyła się na kobiety była Sorbona, gdzie studiowała m. in. Maria Skłodowska-Curie. Artykuł podaje jednak, że ,, pierwsze studentki możliwość studiów odpracowywały ciężką pracą fizyczną, podczas gdy ich koledzy mieli czas dla siebie.'' I tak na przykład ,,nasza słynna rodaczka po zajęciach na uczelni musiała pomagać w akademickiej kuchni, wydawać obiady studentom oraz prać koszule i sprzątać uniwersytet.''

Dziś sytuacja kobiet w nauce na pewno jest lepsza, bo nie muszą sprzątać i gotować na uczelniach lub w szkołach, żeby móc się w nich uczyć. Ale czy na pewno zachowania rodziców wspierają rozwój intelektualny ich córek? W trakcie wakacji w czasie rozmów na różnego rodzaju wydarzeniach czy spotkaniach zadawałem moim rozmówczyniom pytania o tym w jaki sposób znalazły się w obecnej sytuacji zawodowej. Często powtarzały się stwierdzenia typu: ,,kiedy byłam mała moja mama/tata/moi rodzice mówili mi zawsze, że nie jestem dobra z tego (tym była np. matematyka, fizyka, chemia, geografia) więc powinnam rozwijać swoje umiejętności artystyczne/zdolności dziennikarskie/czytać poezję." Albo, jeśli osoba miała rodzeństwo: ,,mój brat umiał budować rzeczy z klocków lego więc wszyscy w rodzinie mówili mu, że zostanie inżynierem. Ja nie miałam nawet możliwości pobawić się klockami. Dla mnie były lalki i zestawy do herbaty." 

Co sądzicie o takich wypowiedziach? Dla mnie pokazują one jak silną moc perswazyjną mają zarówno świadome jak i podświadome komunikaty wysyłane przez rodziców. Czasami rodzice celowo wpajają projekcję określonej drogi życiowej dla swoich córek, sądząc, że nie będą one w stanie podołać większym wyzwaniom. Po co? Mogę tylko domyślać się, że chodzi o próbę ochrony swojego dziecka przed życiową porażką i maksymalizację szans na znalezienie partnera, który zapewni jej bezpieczny byt w przyszłości. W innych przypadkach rodzice mogą nieświadomie wprowadzać podziały ról wśród potomstwa, ponieważ nasze umysły często korzystają z uproszczeń byśmy potrafili wyobrazić sobie złożone kwestie. Może rodzina również bardziej skorzysta na swoistej dywersyfikacji umiejętności? Kto wie..

Czy wobec silnego przekazu rodziców, dziewczyny mają w ogóle jakiś wybór swojej własnej ścieżki życiowej? To zależy. Pierwszym krokiem jest nabranie świadomości, jakiego rodzaju komunikaty przekazują rodzice. Identyfikacja  negatywnych komentarzy pomoże nabrać pewności siebie w odpieraniu rozsiewanych kłamstw na temat własnych zainteresowań lub talentów. Kolejnym krokiem jest samodzielne wyrobienie sobie opinii na temat tematów, które są w obszarze zainteresowań. Jeśli coś kręci człowieka, powinien móc to odkrywać niezależnie od swojej płci. W związku z tym warto zachować otwartość umysłu na różne obszary wiedzy. 

Bardzo wiele zależy również od postawy obecnych i przyszłych rodziców. Ich edukacja w kwestii niesugerowania przyszłych losów swoich dzieci jest kluczowa dla dobra zarówno potomstwa jak i ich samych. Zdaję sobie sprawę, że zmiana sposobu komunikacji z dzieckiem jest długotrwałym procesem i nie można nabyć takiej umiejętności dzięki jednemu warsztatowi. 

Dlatego tym bardziej warto zacząć szybko działać, jeśli chcemy zmiany obecnej sytuacji. Moim pierwszym działaniem jest niniejszy wpis, który, mam nadzieję, zachęci do dyskusji na temat edukacji kobiet pod wieloma względami. Oczywiście dla celów wyjaśnienia głównego trendu uogólniam mocno opisy zawarte w moim tekście. Mam jednak nadzieję, że i tak to co napisałem skłoni każdego z Was do podzielenia się swoimi spostrzeżeniami i pomysłami na temat edukacji kobiet.

Szkolny teamwork, czyli związki międzyszkolne

Yuval Noah Harari w książce 21 lekcji na XXI wiek podaje przykład podejścia do rozwiązywania dużych problemów odnosząc się do czasów starożytnego Egiptu. Przez setki lub tysiące lat na terenie dzisiejszego Egiptu, wokół Nilu żyło wiele autonomicznych plemion. Nil był również wtedy życiodajną rzeką, ale od czasu do czasu wychodził z brzegów, niszcząc plony lokalnych plemion. Żadne z tych plemion nie było ani na tyle zamożne, ani na tyle wpływowe by samodzielnie rozwiązać problem wylewającej się rzeki. Dopiero kiedy wszystkie plemiona porozumiały się w kwestii uregulowania rzeki, udało się rozwiązać problem. 

Lekcja płynąca z tej opowieści jest jasna i klarowna. Współpraca pozwala podejmować największe wyzwania i wychodzić z nich zwycięsko. Dla mnie podobnym do wylewającego Nilu problemem jest poziom edukacji publicznej. Im większa miejscowość, tym większa rozbieżność w poziomie nauczania szkół. Przypuszczam, że możliwe byłoby graficzne zobrazowanie sytuacji za pomocą krzywej Gaussa, gdzie mielibyśmy do czynienia z małą grupą bardzo dobrych szkół oraz bardzo kiepskich szkół, a także z pozostałymi szkołami umieszczonymi w stanie średnim.

Jak zmienić ten stan rzeczy? Na razie sytuacja jest nie do ruszenia. Słabe szkoły nie mają odpowiedniego przywództwa, środków i kadry do tego by zmienić swoją pozycję. Świetne szkoły pracują na maksymalnych obrotach, ale nie są w stanie pociągnąć całej oświaty na własną rękę. Pozostają jeszcze średnie szkoły z potencjałem do rozwoju, które dzisiaj go nie wykorzystują w pełni. Moim pomysłem na poprawę sytuacji jest to o czym mówił Harari. Szkoły powinny dobrać się w teamy na podstawie kompetencji, które posiadają tak by poszczególni członkowie uzupełniali się. Podstawowe założenie jest takie, że wykorzystując wspólnie dostępne zasoby szkoły mogą odnieść korzyść ze współpracy w postaci zwiększenia poziomu nauczania, wypracowania procedur profilaktyczno-wychowawczych, udziału w projektach edukacyjnych, również dofinansowanych z zewnątrz. 

Jakim kluczem miałby odbywać się dobór teamów? Czynniki decydujące o doborze mogłyby wyglądać następująco:

  • wyniki egzaminów zewnętrznych
  • specjalizacja szkoły
  • udział w projektach z zewnętrznym finansowaniem
  • średni próg punktowy w rekrutacji do szkoły
  • opis typowych problemów wychowawczych
  • wyposażenie szkoły
  • kompetencje miękkie nauczycieli
  • wielkość szkoły
  • lokalizacja
Ze względu na finanse, najlepiej byłoby gdyby szkoły dobierały się w teamy w obrębie jednego organu prowadzącego. To ułatwi dzielenie się zasobami. Należy również zadbać o to by szkoły nie były z dwóch różnych krańców spektrum, bo nie będzie możliwe nawiązanie dialogu pomiędzy nimi. Lepiej dokonać doboru szkół, które nie są oddalone od siebie mocno w kwestii dotykających je problemów. Procedura doboru mogłaby wyglądać następująco:

1. Szkoły wypełniają ankietę online sporządzoną na podstawie wymienionych czynników
2. OP zbiera ankiety i analizuje wyniki
3. Szkoły będące pod względem wyników egzaminów w pierwszych 50 procentach mogą być ze sobą dobierane w teamy. Szkoły z przedziału 51-100 procent mogą również być ze sobą w teamach.
4. Teamy powinny mieć od 4-6 szkół, żeby można w miarę elastycznie zarządzać pracami teamów
5. w dalszej kolejność bierze się pod uwagę kompetencje kierownictwa szkół oraz nauczycieli i na tej podstawie dobiera się szkoły na zasadzie uzupełniania
6. Następnie patrzy się na wyposażenie poszczególnych szkół i bierze się je pod uwagę na zasadzie uzupełniania

Po stworzeniu teamów, OP powinien stworzyć zespół przedstawicieli szkół i jednego pracownika OP jako leadera teamu. Na podstawie problemów i dostępnych zasobów, teamy indywidualnie określają plan działań mających na celu uczenie się od siebie i korzystanie z zasobów dla rozwoju uczniów. Oczywiście, żeby nie rozwalać zupełnie funkcjonowania szkół, działania musiałyby odbywać się cyklicznie z przerwami. Można również wziąć pod uwagę takie okresy jak ferie i wakacje. Szkoły mogłyby realizować wspólnie inicjatywy dla lokalnych społeczności, wydarzenia szkolne, wyjazdy. Możliwe byłoby też omawianie i opracowywanie rozwiązań problemów, oczywiście w atmosferze wzajemnego szacunku i bez karania za to, że dana sytuacja w ogóle zaistniała. Szkoły w danym teamie mogłyby również dzielić się dobrymi praktykami i tworzyć nowe standardy funkcjonowania. Jeśli na przykład jedna ze szkół wprowadzałaby zwinne podejście do edukacji, inne, chcąc zrobić to samo, mogłyby uczyć się na doświadczeniach członka teamu.

Współpraca buduje i to jest hasło przewodnie mojego pomysłu. Nawiązanie dialogu to pierwszy krok na drodze do poprawy jakości polskich szkół. Co sądzicie o tym wszystkim? Dajcie znać w komentarzach :-)


Kompetencje współczesnego ucznia

Co powinien umieć uczeń w dzisiejszych czasach?


W ostatniej części minicyklu kompetencyjnego chciałbym skupić się na tym co powinien potrafić współczesny uczeń. Jeśli chcecie również poczytać o kompetencjach nauczyciela oraz rodzica, gorąco do tego zachęcam. Umiejętności ucznia stanowią dla mnie bardzo istotną część i długo myślałem nad doborem trzech kluczowych kompetencji dla dzisiejszych uczniów. Zanim zaczniemy, chciałbym żebyś pod pojęciami uczeń oraz uczniowie rozumiał zarówno chłopców jak i dziewczyny. Orientację pomijam zupełnie, jako aspekt niewpływający na rozmyślania.

Pierwszą umiejętnością, którą powinni opanować uczniowie jest branie odpowiedzialności za proces uczenia się. Patrząc na moje doświadczenia mogę powiedzieć, że niektórzy moi uczniowie po otrzymaniu swobody w procesie nauczania potrafili odnaleźć się w nowej sytuacji, ale w czasie refleksji przyznali, że odpowiedzialność za uczenie się jest o wiele bardziej angażująca niż tradycyjne uczenie się. W związku z tym, woleli powrócić do metod stosowanych poprzednio, gdzie wiedza podana jest na talerzu i wystarczy ją zakuć. Efektywność tradycyjnych metod jest dość niska, stąd uczniowie powinni mieć świadomość, że branie odpowiedzialności za swoją naukę zwiększy efektywność całego procesu. Czy wiąże się to z większym wysiłkiem? Tak, szczególnie na początku, kiedy uczeń uczy się ustalać priorytety, planować naukę i sprawdzać czy to co umie spełnia wcześniej ustalone kryteria akceptacji. Ale kiedy uczniowie przekonają się do odpowiedzialności za naukę, ich uczenie się będzie skuteczne. Eduscrum jest przykładem podejścia, w którym uczeń bierze odpowiedzialność za proces uczenia się. Warto o tym więcej poczytać. 

Drugą kompetencją, którą chciałbym przedstawić jest zapamiętywanie treści. Być może brzmi to dziwnie w dzisiejszych czasach, bo wszyscy odchodzą od uczenia się na pamięć. Chodzi mi jednak o coś innego. Jest różnica pomiędzy bezmyślnym zakuwaniem na pamięć oraz opanowywaniem podstawowego zestawu informacji do sprawnego poruszania się w danej sytuacji. Mam wrażenie, że dzisiaj coraz trudniej jest uczniom zapamiętać niezbędne minimum wiedzy potrzebne do zrozumienia omawianego aspektu lub do zastosowania nowych umiejętności w praktyce. Często problem wynika z braku czasu wywołanego natłokiem aktywności. Dobrą wiadomością jest to, że możemy wyćwiczyć zapamiętywanie treści. Poza mnemotechnikami możemy poszukać technik pozwalających na zwiększenie skupienia. Moje ulubione ćwiczenia pochodzą z obszaru mindfulness ale możecie stosować szereg innych rozwiązań, które bardziej wam odpowiadają. 

Ostatnią umiejętnością kluczową dla współczesnego ucznia jest myślenie systemowe. Świadomość połączeń istniejących między poszczególnymi osobami, sytuacjami i wyborami jest bezcenna w dzisiejszym szybko pędzącym życiu. Jeśli uczeń staje przed wyborem czy ma się uczyć na sprawdzian, czy ma dołączyć do kolegów/koleżanek w grze by pomóc zrealizować quest, musi zdawać sobie sprawę ze skutków swojej decyzji, zarówno natychmiastowych jak i długofalowych. To co jest dla niego ważniejsze w skali całego życia będzie dominowało w procesie decyzyjnym. Uczniowie często nie mają motywacji by zatrzymać się na chwilę i przemyśleć konsekwencje swoich wyborów. Myślenie systemowe jest również świetną umiejętnością w kontekście rozwijania i utrzymywania relacji z ludźmi, ponieważ wprowadza element empatii, tak ważny w dzisiejszych czasach. Zrozumienie drugiego człowieka jest trudne, ale ćwiczenie czyni mistrzem i warto być cierpliwym by później lepiej dogadywać się z otaczającym światem. 

Co jeszcze jest istotne dla uczniów w dzisiejszych czasach? Zapraszam do dzielenia się swoimi spostrzeżeniami by uzupełnić obraz nakreślony przeze mnie w tym wpisie. Możesz pisać na blogu w komentarzu lub na profilach Koncepcji Edukacji w mediach społecznościowych. Jesteśmy w kontakcie!


Kompetencje współczesnego rodzica

Co dzisiaj powinien umieć rodzic

Współcześni rodzice, stając w obliczu zadania wychowania swoich dzieci, często mają skojarzenia z takimi postaciami jak mitologiczny Syzyf, biblijny Dawid, czy literacki Don Kichot. Rodzice są zaangażowani do granic możliwości. W dzisiejszych czasach trudności w wychowaniu dzieci wynikają z dezaktualizowania się tradycyjnych form wychowania. To co jeszcze trzydzieści lat temu sprawdzało się doskonale, dzisiaj nie tylko nie daje efektów, ale jest wręcz piętnowane. 

Do tego dochodzą całkiem nowe wyzwania, wcześniej niespotykane, takie jak przebywanie dzieci w mediach społecznościowych, granie w gry w sieci w czasie rzeczywistym, izolacja dzieci od siebie w rzeczywistym świecie, brak spontanicznych kontaktów, rosnące zagrożenia wobec dzieci, nowe cyfrowe strefy wpływu na osobowość naszych pociech. Kandydatów na współczesne wyzwania jest znacznie więcej, natomiast nie wydaje się istnieć rosnąca liczba dobrych praktyk i zachowań, których rodzice mogliby się nauczyć, by odpowiedzieć na potrzeby współczesnych dzieci.

Rodzice, tak samo jak nauczyciele, potrzebują ciągle rozwijać swój zasób kompetencji wychowawczych, tak by ich działania były zrozumiałe i efektywne dla ich dzieci. Co dzisiaj stanowi zestaw kluczowych umiejętności rodzica? Trudno odpowiedzieć jednoznaczenie na to pytanie, bo każde dziecko wymaga nieco innego podejścia. Skupiam się na kwestiach ważnych z mojej perspektywy, ale nie każdy musi się z nimi zgadzać. Zachęcam do komentowania i dzielenia się waszymi obserwacjami.

Jedną z najważniejszych umiejętności jaką powinien posiadać rodzic jest zdolność do aktywnego słuchania. Szczególnie przy szybkim tempie życia, ogromnej ilości zadań do wykonania w pracy i poza nią, bardzo łatwo można nie zauważyć istotnego wątku poruszonego przez dziecko. A nawet jak się go zauważy, to nasza reakcja może być bardzo powierzchowna i w rezultacie będzie pokazywać postawę lekceważącą dziecko. Aktywne słuchanie, poparte odzwierciedlaniem tego co mówi druga osoba, pytaniami o kwestie niezrozumiałe dla nas i podejmowaniem konkretnych działań w ustalonym czasie daje dziecku poczucie bycia wysłuchanym. To rodzi szacunek, który ma szansę być odwzajemniony w zachowaniu dziecka. Aktywne słuchanie zajmuje tylko trochę więcej czasu, ale jest to inwestycja dająca bardzo dobre efekty dla wszystkich w rodzinie.

Drugą umiejętnością jaką powinien wykazać się rodzic jest przekazywanie odpowiedzialności dziecku. O co w tym chodzi? Bardzo często rodzice wyręczają dzieci w wykonywaniu najróżniejszych czynności, ponieważ zależy im na czasie i pieniądzach, które mogą oszczędzić robiąc coś szybciej i lepiej niż dziecko. Komunikat jaki wysyła takie podejście jest jednoznaczny: "Do niczego się nie nadajesz, jesteś życiową kaleką, która nie potrafi nic zrobić!" Może po jednej takiej sytuacji, dziecko nie będzie załamane, ale po sześćdziesięciu jego pewność siebie spadnie. Nie bójmy się przekazywać odpowiedzialności dzieciom za niektóre dorosłe sprawy. Pokażmy co jest do zrobienia, jak można to zrobić i po czym dziecko pozna, że zadanie zostało wykonane. W ten sposób, my zachowujemy pewną dozę kontroli, jednocześnie darząc dziecko zaufaniem, co może spowodować wzrost jego pewności siebie i gotowość do podejmowania się coraz ambitniejszych zadań.

Trzecią sprawą jest umiejętność wspierania swojej pociechy. W mojej dotychczasowej karierze nauczyciela spotkałem się z najróżniejszymi formami okazywania wsparcia i motywacji do pracy od systemu kar, poprzez system kija i marchewki, aż do zalewania dziecka prezentami za nawet najdrobniejszy sukces. Skąd wiem o tym, jakie systemy mają rodzice? Bo rodzice mówią o nich zawsze wtedy kiedy dziecko ma problemy z nauką w szkole. Rodzice mówią, że nie wiedzą już co zrobić, że dla dobra dziecka zabrali mu wszystkie urządzenia mobilne, odcieli internet, albo żeby zmotywować dziecko obiecali mu kilkudniowy wyjazd do Włoch jeśli dostanie czwórkę z kartkówki z języka obcego na poziomie podstawowym. Wsparcie to nie zalewanie prezentami ani wojskowo-więzienna musztra. Wsparcie to zbudowanie świadomości, że dziecko może popełniać błędy i rodzice będą nadal je kochać i pomagać. Istotna jest rozmowa z dzieckiem po odniesionej porażce, prowadzona za pomocą pytań otwartych w taki sposób, żeby dziecko samo uświadomiło sobie przyczynę porażki i zaplanowało działania na przyszłość. Wsparcie rodziców nie jest umiejętnością, którą da sie włączyć jak telewizor. By wzbudzić zaufanie dziecka, rodzic musi być konsekwentny w swoich zachowaniach, ponieważ będzie wielokrotnie testowany czy potrafi być wspierającym rodzicem. 

Trzy kompetencje, dzięki którym możemy nawiązać relację z dzieckiem i poprowadzić jego rozwój bez mikrozarządzania. Jak bardzo jest to istotne dla funkcjonowania dziecka zarówno w domu jak i w szkole musiałbym pisać jeszcze przez kilka stron ale mam na uwadze wasz wzrok. Chciałbym powiedzieć jeszcze tylko jedną rzecz. Istnieją prywatne i publiczne programy mające na celu wykształcenie takich kompetencji w rodzicach. Zapytajcie szkolnego psychologa, pedagoga lub dyrektora szkoły czy mógłby zorganizować dla was takie przedsięwzięcie. Można tę kwestię podjąć na zebraniu Rady Rodziców, co będzie miało lepszy efekty. Jednym z rekomendowanych progamów jest Szkoła dla Rodziców i Wychowawców od której możecie zacząć.

Dla niektórych opisanie tylko trzech kompetencji może być niewystarczające i macie rację. Zachęcam do dzielenia się w komentarzach swoimi spostrzeżeniami co jeszcze odgrywa kluczową rolę w kontaktach rodziców z dziećmi.

Kompetencje współczesnego nauczyciela

Co dzisiaj powinien umieć nauczyciel

To jaki powinien być nauczyciel w dzisiejszej rzeczywistości zostało omówione już tysiące razy. W związku z tym, chciałbym skupić się nie na charakterze i postawie nauczyciela a raczej na jego kompetencjach. Jest to temat często pomijany, ponieważ społeczeństwo nie zawsze jest zgodne co do tego co powinien potrafić nauczyciel by być efektywnym w swojej pracy. Chciałbym wymienić kilka kompetencji kluczowych dla mnie w pracy ze współczesną młodzieżą.

Pierwszą sprawą jest efektywna komunikacja. Krytycy mogą podważyć potrzebę kształtowania tej umiejętności u nauczycieli mówiąc, że przecież nauczyciel mówi wyraźnie co jest do nauczenia, na kiedy i z czego, a uczeń i tak tego nie robi, więc to nie wina nauczyciela. To prawda, że jest mnóstwo takich sytuacji. I prawdą jest również to, że nauczyciele uczący danego przedmiotu od kilku bądź kilkunastu lat, zapominają, że sprawy dla nich oczywiste, nie są wcale tożsame dla uczniów. Przykład? Nauczyciel w czwartej klasie szkoły podstawowej tłumaczy szyk zdania w języku angielskim - SVO - subject verb object. Jest wspaniałomyślny i tłumaczy to na polski mówiąc, że najpierw jest podmiot, potem orzeczenie, potem dopełnienie. Następnie, mówi jeszcze, że podmiot to najczęściej jakiś rzeczownik, orzeczenie to czasownik, a dopełnienie to co ulega czynności lub do kogo/czego jest ona skierowana. Na pytanie nauczyciela, czy uczniowie rozumieją, wszyscy zgodnie odpowiadają, że tak. Prawda jednak jest inna, bo uczniowie nie mają często bladego pojęcia czym jest rzeczownik i czasownik, o reszcie nie wspominając. Jak zatem wykształcić efektywną komunikację? Oprócz serii szkoleń poprawiąjących świadomość nauczyciela odnośnie nadawania, odbioru i rozumienia wiadomości, warto generować sytuacje, w których nauczyciel wciela się w rolę ucznia a uczeń w rolę nauczyciela. Zmiana perspektywy i omówienie obserwacji z obu stron po doświadczeniu daje cenne informacje na temat wzajemnego rozumienia się uczniów i nauczycieli. 

Druga umiejętność to prowadzenie pogłębionej rozmowy. O co chodzi? Obecnie, szczególnie w wypadku mężczyzn, kwestie związane z nauką przedmiotu jak i sprawy wychowawcze są omawiane bardzo powierzchownie. Często ma to związek z permanentnym brakiem czasu obu stron, ale równie często wynika z braku umiejętności dotarcia do sedna problemu w czasie wymiany zdań. Uczniowie, doświadczając całego wachlarza uczuć związanych z kłopotliwą dla nich sytuacją, często nie są skorzy do uzewnętrzniania istoty sprawy. Zadaniem nauczyciela jest zadawanie takich otwartych pytań oraz aktywne słuchanie odpowiedzi, by w końcu dotrzeć do prawdziwych motywacji stojących za postępowaniem ucznia. W zdobyciu takich umiejętności pomagają szkolenia z coachingu. Osobiście odbyłem takie szkolenie pięć lat temu dzięki Ośrodkowi Doskonalenia Nauczycieli w Poznaniu. Było to dla mnie jedno z najbardziej wartościowych szkoleń w całęj dotychczasowej karierze, ponieważ dało mi narzędzia do prowadzenia rozmów z uczniami i nauczycielami na wielu poziomach. 

Trzecia kompetencja, którą chciałbym wyróżnić, to stosowanie myślenia systemowego w pracy. Myślenie systemowe to budowanie świadomości naszego istnienia na świecie jako części połączonego ze sobą ogromnego organizmu, w którym każda nasza akcja lub jej brak rodzi konsekwencje nie tylko dla nas, ale również dla powiązanych z nami na różnych poziomach innymi osobami i organizacjami. Nauczyciele często nie mają świadomości, że słowa wypowiadane przez nich pod wpływem emocji, lub w formie sarkastycznego żartu, docierają z zupełnie innym przekazem i mocą do uczniów. Nieświadome działanie może prowadzić u uczniów do spadku motywacji, szukania winy w swoim charakterze, lub w ekstremalnych przypadkach, do reakcji psychosomatycznych. To brzmi nieprawdopodobnie, ale w dzisiejszych czasach, młodzi ludzie są od początku kształtowani w innych realiach niż jeszcze dziesięć lat temu. Nie oznacza to, że są mniej odporni psychicznie. Raczej nie potrafią zrozumieć jak nauczyciel może np. chcieć zmotywować ich do pracy wyśmiewając ich dostateczną ocenę z ostatniego sprawdzianu. Świadomość nauczycieli w tej kwestii jest bardzo nikła i dlatego często prowadzi do konfliktów z uczniami oraz ich rodzicami. 

Więcej nie trzeba. Oczywiście wiedza z zakresu danego przedmiotu jest potrzebna. Musi to być także wiedza adekwatna do danego etapu edukacji ucznia, ale dzisiaj, oprócz wiedzy konieczne jest posiadanie powyższych kompetencji. To one budują współczesną kulturę wzajemnego szacunku, zrozumienia i wsparcia, tak potrzebną uczniom w dzisiejszej rzeczywistości szkolnej. Kształćmy się i rozwijajmy swoje kompetencje dla dobra naszych podopiecznych!

Dla żądnych podpinam krótki klip o myśleniu systemowym oraz linki do wpisów o zwinnym podejściu do edukacji i możliwym odchudzeniu polskiej oświaty

Jakich treści uczyć by szkoła była efektywna?

Czego moglibyśmy uczyć w szkołach


Wraz z ewolucją cywilizacji ludzie potrzebowali różnych nowych umiejętności i kompetencji. Zmiany były wymuszane postępem technicznym lub ideologicznym i nie inaczej jest dziś. Żyjemy w zupełnie innym świecie niż jeszcze 40 lat temu. Niestety, w kwestii edukacji, rozwiązania stosowane dzisiaj są takie same jak 40 lat temu a w niektórych aspektach, takich jak chociażby aranżacja przestrzeni szkolnej, czerpią bezpośrednio z wzorców zaproponowanych przez Otto von Bismarcka w drugiej połowie XIX wieku.

Od tej pory sporo się wydarzyło pod względem postępu technicznego i ideologicznego. Natomiast edukacja nadal wydaje się tkwić w miejscu. Oczywiście znajdziemy przykłady nowoczesnego podejścia do nauki, ale nadal są one prezentowane jako perełki mające inspirować główny nurt edukacyjny do zmian. 

Chciałbym skupić się na kluczowych kompetencjach, które powinna posiadać każda współczesna osoba, która zakończy swoją szkolną edukację. Nie muszę ich wymyślać, ponieważ zostały one zawarte chociażby w Zaleceniu Rady UE z dnia 22 maja 2018 r. w sprawie kompetencji kluczowych w procesie uczenia się przez całe życie. Zostały one podzielone na osiem obszarów:

  1. Kompetencje w zakresie rozumienia i tworzenia informacji
  2. Kompetencje w zakresie wielojęzyczności
  3. Kompetencje matematyczne oraz kompetencje w zakresie nauk przyrodniczych, technologii i inżynierii
  4. Kompetencje cyfrowe
  5. Kompetencje osobiste, społeczne i w zakresie umiejętności uczenia się
  6. Kompetencje obywatelskie
  7. Kompetencje w zakresie przedsiębiorczości
  8. Kompetencje w zakresie świadomości i ekspresji kulturalnej
Nie mam zamiaru opisywać szczegółowo każdej kompetencji, te informacje znajdziesz pod linkiemChciałbym się skupić na przesłaniu jakie z nich płynie dla oświaty publicznej. Wszystkie interpretacje i propozycje są bardzo subiektywne, więc jeśli macie odrębne zdanie, zachęcam do wyrażenia go w komentarzach. 

W zakresie pierwszej kompetencji od razu przychodzi mi do głowy zmiana w podejściu do przedmiotu język polski. Umiejętność odnalezienia się w różnych formach pisemnych oraz ustnych jest mocno podkreślona w pierwszej kompetencji. Dlatego, zamiast czytać oderwane od dzisiejszej rzeczywistości stare lektury szkolne, na podstawie których uczniowie nie mogą nawet dzisiaj wyciągać wniosków dla siebie, bo tylko wnioski podane przez nauczyciela mają znaczenie, powinniśmy uczyć jak pisać różnego rodzaju pisma, takie jak pisma procesowe, oświadczenia, wnioski o coś, pisma do banku, do urzędów. Ponadto, w zakresie rozumienia informacji uczniowie powinni się uczyć słówek z zakresu prawa, by lepiej je rozumieć. Owszem, dzisiaj na lekcji języka polskiego również uczy się wielu form pisemnych, ale jak ktoś użyje umiejętności pisania charakterystyki bohatera literackiego w dorosłym życiu, np. w pracy w dziale HR by opisać kandydata do pracy, to taka osoba będzie postrzegana jako nieprofesjonalna. Potrzeba nam bardziej realnych umiejętności, takich jak streszczanie, pisanie raportów, czy umiejętność interpretacji tekstów nieliterackich. Mniejszy nacisk powinien być kładziony na czytanie lektur, a większy na przydatne dzisiaj umiejętności.

W odniesieniu do drugiej kompetencji, bardzo istotnym aspektem jest rozwijanie znajomości języka obcego od najmłodszych lat. Dzisiejsi młodzi rodzice, do których sam się zaliczam, często czytają o różnych formach wprowadzania dwu- lub wielojęzyczności już u małych bobasków. To jest trend, który powinien się rozwijać dla dobra przyszłych pokoleń. Nowy standard unijny to znajomość trzech języków obcych. Rodzice powinni dostać wsparcie w rozwijaniu umiejętności wielojęzycznych swoich pociech już na poziomie żłobka. Tylko wtedy dzieci będą w stanie nauczyć się języka na poziomie pozwalającym wychwycić kontekst, emocje, sytuacje i dostosować do nich odpowiednio swoje wypowiedzi w języku obcym. Bardzo istotnym aspektem jest również rozwijanie kompetencji dziecka związanych z interkulturowością. Postrzeganie rzeczywistości globalnie, bez podziału na grupy, kasty, rodzaje ludzi nie jest łatwe do wykształcenia, ale znacznie ułatwia poruszanie się po świecie, ponieważ likwiduje bariery mentalne ograniczające naszą komunikację ze światem zewnętrznym.

Przy kompetencjach matematycznych chciałbym podkreślić użytkowość jako naczelną wartość, którą powinniśmy się kierować dobierając treści nauczania. Z mojej perspektywy, mogę śmiało powiedzieć, że do tej pory w dorosłym życiu 2/3 umiejętności zdobytych na matematyce w ogóle mi się jeszcze nie przydało. To co było dla mnie do tej pory przydatne, to geometria, w kontekście planowania remontu mieszkania, użycie proporcji do wyliczania ocen, procenty, przy obliczaniu rat kredytu, podstawowe działania, w sytuacjach codziennych w sklepie i przy zarządzaniu domowym budżetem. Reszta na razie jeszcze czeka na użycie. Pragnę jednak podkreślić, że są to czysto subiektywne doświadczenia. To czego mi brakowało w szkole, to umiejętność rzetelnego wypełnienia PIT oraz brak kompetencji w zarządzaniu finansami prywatnymi oraz firmowymi. Brakowało mi również podstaw rachunkowości i księgowości by zrozumieć co się do mnie mówi w tym kontekście w pracy. Po szkole nie znałem również takich elementarnych spraw jak w jakiej walucie brać kredyt lub co zrobić gdy wpadnie się w spiralę długów. Nie było również żadnych lekcji w zakresie pomnażania środków poprzez inwestycje na giełdzie, rynku forex czy inwestycje alternatywne np. w alkohole lub dzieła sztuki. Oczywiście na lekcji WOS nauczyciel wspomniał, że istnieje takie coś jak giełda, akcje i obligacje, ale bez wchodzenia w szczegóły, zarządzanie ryzykiem itd. Nie wiedziałem również co to jest analiza techniczna wykresu i jak może się przydać. Tak samo jak do dzisiaj nie wiem nic na temat analizy Big Data, która wydaje się być pożądaną umiejętnością w wielu ofertach pracy. Te wszystkie aspekty dodałbym do dzisiejszej matematyki a wspomniane dwie trzecie pozostałych umiejętności przerzuciłbym na bardziej rozszerzone programy nauczania, np. w szkole dla dzieci uzdolnionych matematycznie o której pisałem w jednym z poprzednich postów (matematyka na sterydach)

W kwestii kompetencji z nauk przyrodniczych ciężko jest mi się wypowiadać na poziomie zaawansowanym. Mogę tylko powiedzieć, że podstawowa wiedza jaką zdobyłem w szkole dzisiaj wystarcza mi w większości przypadków. Może chciałbym lepiej orientować się w niektórych zjawiskach fizycznych, np. związanych z elektrycznością, mechaniką kwantową, antymaterią czy czarnymi dziurami, ale to jest kwestia bardziej zainteresowań niż kompetencji potrzebnych na co dzień. 

Obszar w którym nadal jest wiele do zrobienia to kompetencje cyfrowe. Kiedy słyszę od uczniów, że z całej edukacji informatycznej jaką odbyli zapamiętali, że robili worda, excela i gimpa to mam wrażenie, że czas stanął w miejscu od momentu zakończenia przeze mnie edukacji szkolnej. Nowe technologie muszą wejść mocno do szkół, tak samo jak programowanie dla wszystkich. Nadal jest to traktowane po macoszemu, a rezultaty zaniedbań będą widoczne dopiero po kilkunastu latach. Uczniowie nie wiedzą co to jest cloud computing, SEO, CRM, SAP, jak wygląda wsparcie aplikacji, nie wspominając o bardziej zaawansowanych rzeczach jak programowanie w kilku językach. Uczniowie wiedzą tylko jak korzystać z popularnych aplikacji mobilnych. To jest nadgeneralizacja, ale zrobiona po to by uwydatnić niebezpieczny trend braku umiejętności posługiwania się współczesną technologią, szerzący się wśród młodzieży.

Kompetencje osobiste, społeczne i w zakresie uczenia się nie są formalnie kształtowane w polskiej szkole. Owszem, na różnych przedmiotach poznaje się jakieś skrawki informacji, ale nie ma osobnego bloku zajęć poświęconego nauczaniu dzieci czym jest np. inteligencja społeczna i emocjonalna, albo jak się komunikować, by ludzie rozumieli co mówimy, lub też jak zidentyfikować fortele retoryczne stosowane przez naszych rozmówców. Kompetencje osobiste to również takie aspekty jak archetypy osobowości, budowanie swojej marki osobistej, której nie powinniśmy mylić z wizerunkiem osobistym. Wreszcie, w szkole przydałby się ktoś, kto regularnie uczyłby młodych ludzi jak efektywniej przyswajać nową wiedzę i umiejętności. Dzisiaj robią to nauczyciele przedmiotów, ale nie wszyscy i nie za często, bo nie ma na to czasu. Takie zajęcia mogą procentować na całe życie, nie tylko w czasie pobytu w szkole. 

Następny zestaw to kompetencje obywatelskie, które dzisiaj są realizowane przede wszystkim na przedmiotach wiedza o społeczeństwie oraz historia. I niby wszystko gra, ale są pewne treści, które nie są potrzebne nastolatkom bo ich nie rozumieją. A nie rozumieją ich, bo dane sytuacje ich nie dotykają. Weźmy mój ulubiony przykład: funkcje rodziny. Uczniowie jako członkowie rodziny mogliby mieć, dzięki znajomości funkcji rodziny, bardziej wyraźny pogląd na to jak powinna wyglądać rodzina. Ale, po pierwsze, funkcje rodziny są opisane w sposób niezrozumiały dla  nastolatków i niektórych dorosłych. Po drugie, nawet jeśli dzieci przekażą rodzicom co oni powinni robić w rodzinie, to w rodzinach z problemami nie wniesie to żadnych zmian. W związku z tym, funkcje rodziny powinny być omawiane raczej w okolicy ślubu osób, które między innymi mogą chcieć założyć rodzinę. Co do reszty kompetencji obywatelskich, wszystko zależy od atrakcyjności podania wiedzy i przełożenia na realia uczniów, same treści natomiast są uwarunkowane normami prawnymi i trudno je specjalnie nagiąć.

Kompetencje w zakresie przedsiębiorczości w dzisiejszej szkole to dla mnie jedna wielka enigma. Z mojego doświadczenia jako ucznia i nauczyciela wynika, że przedmiot pod tytułem podstawy przedsiębiorczości zazwyczaj prowadzą osoby nie mające nic wspólnego z tytułową przedsiębiorczością. Znałem jedną osobę, która, ucząc tego przedmiotu, prowadziła jednocześnie działalność gospodarczą i była w temacie. To jest przerażające, że marnuje się czas uczniów na podawanie im treści, które nigdy nie sprawią, że będą oni wiedzieli co zrobić z pomysłem, który mają by przełożyć go na wartość dla społeczeństwa oraz wartość finansową dla właściciela pomysłu. Podstawy przedsiębiorczości muszą być wymyślone od nowa, inaczej szkoda na nie państwowych pieniędzy.

Ostatnia kwestia to kompetencje w zakresie świadomości i ekspresji kulturowej. Dzisiaj, kompetencje kulturowe są realizowane w formie odpowiedniej dla osób, które w przyszłości będą obcować z historycznymi dziełami sztuki wartymi miliony dolarów. Prawda jednak jest taka, że powinniśmy kłaść większy nacisk na poszerzanie wiedzy o obyczajach w różnych kręgach kulturowych by w czasie podróży nie popełnić zbyt wielu faux pas. Ponadto, powinniśmy również uczyć dzieci jakie formy ekspresji, również cyfrowej, są dozwolone w danym kontekście. Znajomość historii muzyki i sztuki jest istotna, ale nie powinna stanowić 80 procent treści przedmiotów takich jak muzyka czy plastyka. Kładźmy większy nacisk na to co jest teraz by ludzie, którzy wyjdą ze szkoły, mogli bez problemów poruszać się po globalnej wiosce. 

Może niektórzy z was uważają moje podejście do edukacji za zbyt konserwatywne, bo chciałbym zostawić tradycyjny podział na przedmioty. Uważam, że rewolucja w edukacji daje zawsze złe rezultaty, lepiej jest podążać drogą ewolucji. Dlatego pierwszym małym krokiem powinno być uaktualnienie tego czego się uczy w szkole. Niestety, podstawa programowa jest w tej kwestii nieugięta i ciężko jest zrobić aktualne rzeczy i jednocześnie zrealizować podstawę. Nie jest to łatwy temat, ale póki podstawa będzie nas ograniczać, nie będzie mowy o możliwości liberalizacji procesu nauczania, który byłby najlepszy w kontekście indywidualizacji pracy z uczniem. 







Wakacje 2020 do zmiany, last minute!

2 miesiące wakacji to stanowczo za dużo

Pod koniec roku szkolnego miałem okazję zapytać moich uczniów o ich plany wakacyjne. Oprócz standardowych odpowiedzi takich jak wyjazdy, pobyt w domu przy komputerze, czy udział w inicjatywach wolontariackich, spora część uczniów liceum oświadczyła, że będą pracować zarobkowo w lipcu lub sierpniu. Na moje pytanie czy nie wolą odpocząć przez najbliższe dwa miesiące, uczniowie odpowiadali, że dodatkowa kasa zawsze się przyda, ale przede wszystkim robią to z nudy, bo już nie wiedzą co ze sobą zrobić po jednym miesiącu wolnego. 

Postrzeganie wakacji przez uczniów było dla mnie zaskakujące, biorąc pod uwagę ilość  ich narzekań na nadmiar obowiązków i pracy w ciągu roku szkolnego. Było to również motywacją dla mnie do spojrzenia na kwestię czasu wolnego od szkoły z bardziej globalnej perspektywy. Na stronie https://www.master-and-more.eu/en/top-10-countries-with-the-best-education-systems-in-the-world-for-2019/ znalazłem ranking 10 krajów z najlepszymi systemami edukacji na świecie. Przyjąłem ten ranking za punkt wyjścia, ponieważ bierze pod uwagę szereg kryteriów takich jak uwzględnienie wszystkich poziomów edukacji, frekwencja, perspektywy rozwoju itd. 

Spośród krajów wymienionych w rankingu moją uwagę przykuły trzy: Zjednoczone Królestwo Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej, Japonia oraz Australia. Tam organizacja roku szkolnego różni się od systemu polskiego. W UK rok szkolny rozpoczyna się 1 września i trwa do ok 20-23 lipca.  Rok  jest podzielony na trymestry z pięciodniowymi przerwami pomiędzy trymestrami oraz jedną w czerwcu a także dwutygodniowymi przerwami w okolicy Bożego Narodzenia oraz Świąt Wielkiej Nocy. Na letnie wakacje pozostaje więc 6 tygodni. W Japonii rok szkolny zaczyna się pierwszego kwietnia. W maju jest tygodniowa przerwa, 1 trymestr kończy się w lipcu, po nim jest 40 dni wakacji. Drugi trymestr zaczyna się we wrześniu i kończy w grudniu. Między drugim a trzecim trymestrem jest dwa tygodnie ferii zimowych. ostatni wolny czas jest po zakończeniu trzeciego trymestru i są to dwa tygodnie. W Australii rok szkolny zaczyna się pod koniec stycznia i podzielony jest na 4 okresy. Każdy z nich trwa ok 10 tygodni a w sumie 40  tygodni. Pomiędzy okresami są dwutygodniowe ferie. Rok szkolny kończy się w połowie grudnia, następnie uczniowie mają sześć tygodni wakacji.

Po co o tym wszystkim piszę? Wspomniane przykłady służą za inspirację do myślenia o rozkładzie roku szkolnego w odmienny sposób. Jeśli nasi uczniowie nudzą się w czasie wakacji mając do dyspozycji 10 tygodni latem, a jednocześnie narzekają na brak odpoczynku w czasie roku szkolnego, może warto coś z tym zrobić? 


Jeśli zastanawiacie się, dlaczego wakacje w Polsce są rozplanowane w taki a nie inny sposób, powiem wam co udało mi się wyczytać w Internetach. Otóż, najbardziej popularna wersja głosi, że dwumiesięczne letnie wakacje zostały zaplanowane po to by dzieci mogły w czasie żniw pomagać w gospodarstwach. Być może miało to uzasadnienie jeszcze kilkadziesiąt lat temu. Dzisiaj jednak sytuacja jest inna, co pokazuje poniższy wykres:

Źródło: https://bit.ly/2FD9DAj





W związku z dynamicznym rozwojem sektora usług, powinniśmy zastanowić się nad zasadnością utrzymywania skostniałego schematu organizacji roku szkolnego. Odpowiedzią na dzisiejsze potrzeby uczniów byłby model z częstszymi, ale krótszymi przerwami. Jakie płyną z tego korzyści? 

Po pierwsze, uczniowie są mniej przemęczeni, bo mogą liczyć na częstsze przerwy. Po drugie, uczniowie nie cierpią już na syndrom wakacyjnej amnezji, z którego muszą leczyć się cały wrzesień. Po trzecie, uczniowie mogą bardziej efektywnie zaplanować swój czas wolny i nie muszą cierpieć na nudę. Kolejną zaletą jest to, że przy odpowiednim podziale na okresy, uczniowie nadal mogą zajmować się pracą zarobkową, np. w okresach przedświątecznych kiedy potrzeba pomocy do sprawnego obsłużenia klientów robiących przedświąteczne zakupy. 


Korzyści z nowego systemu odczują też nauczyciele, którzy mogą na bieżąco wprowadzać poprawki do swojego warsztatu pracy, a w konsekwencji, lepiej wykonywać swoją pracę. Mają też czas na odpoczynek w ciągu roku szkolnego, co pozwala im się zregenerować i skorzystać z przed- i posezonowych promocji wakacyjnych, których nie mogą teraz odżałować.


Kolejną grupą, która ma okazję zyskać na zmianach są przedsiębiorcy związani z turystyką dla dzieci. Więcej wolnego poza wysokim sezonem pozwala im na uzyskanie dodatkowego dochodu, ponieważ dzieci często chcą spędzać czas wolny aktywnie, a rodzice nie są w stanie wygospodarować wystarczająco dużo czasu dla swoich pociech.


Skoro mowa o rodzicach, to w ich przypadku sytuacja również ulega poprawie. Na pierwszy rzut oka można pomyśleć, że wprowadzenie zmian pogarsza sytuację rodziców, bo więcej razy w ciągu roku muszą organizować opiekę dla swoich dzieci. Ale z drugiej strony, nie dosyć, że przerwy w trakcie roku będą trwały maksymalnie dwa tygodnie, to rodzice będą mieli jeszcze wsparcie szkół w postaci półkolonii oferowanych w czasie wolnym od lekcji. Ponadto, znacznie łatwiej jest znaleźć opiekę dla dziecka na 30 dni niż na 60 w trakcie wakacji


Jak mógłby wyglądać nowy podział czasu wolnego? Najpierw zastanówmy się nad obecną sytuacją. Pomijając pojedyncze dni wolne, w ciągu roku szkolnego rozpoczynającego się 1 września mamy ok. 10 dni wolnych na święta Bożego Narodzenia i Nowy Rok w drugiej połowie grudnia. Następnie w okresie od stycznia do końca lutego, uczniowie z poszczególnych województw mają dwutygodniowe ferie zimowe. Potem, jest sześć dni na Wielkanoc oraz 10 tygodni wakacji rozpoczynających się pod koniec czerwca. Do tego dochodzą dni dyrektorskie (6-10 w zależności od typu szkoły), dni egzaminów zewnętrznych i pojedyncze święta. Dla ułatwienia rachunku przyjmijmy, że uczniowie mają w ciągu roku około 100 dni wolnych wliczając w to wakacje i ferie zimowe. 


Przyjmijmy również organizację roku szkolnego na 40 tygodni co jest obecnie standardem w wielu krajach z światowej czołówki edukacyjnej. Najdłuższe okresy czasu wolnego spowodowane świętami są w okolicach Świąt Bożego Narodzenia i Nowego Roku oraz Wielkiej Nocy. Oprócz tego są pojedyncze święta zarówno w pierwszym jak i w drugim semestrze. Problematyczne są również okresy egzaminów zewnętrznych, szczególnie w zespołach szkół SP i LO.


Zakładamy początek roku szkolnego 1 września. Pierwszy okres mógłby trwać od września do połowy grudnia. To daje nam 16 tygodni nauki bez pojedynczych dni świąt takich jak Wszystkich Świętych czy Dzień Niepodległości. Po tym okresie moglibyśmy mieć zimowe ferie trwające od 21 grudnia do 6 stycznia. Drugi okres mógłby trwać 11 tygodni po czym miałaby miejsce przerwa Wielkanocna trwająca od wielkiego Czwartku przez dwa tygodnie. Czyli na razie mamy wykorzystane 27 tygodni nauki. Następny okres mógłby trwać 13 tygodni do końca lipca z wyłączeniem czwartku i piątku na Boże Ciało. Razem daje nam to 40 tygodni szkoły po których mamy 30 dni wakacji letnich aż do końca sierpnia.


Taka organizacja roku szkolnego pozwala na kilkukrotną regenerację w trakcie roku szkolnego oraz pozwala uczniom na efektywniejsze wykorzystanie czasu spędzonego w szkole. Co więcej, Nauczyciele również mogą odpocząć lub przeznaczyć ten czas na doskonalenie zawodowe, a kadra zarządzająca ma czas na przeprowadzanie remontów, szkolenia i inne czynności wykonywane wtedy kiedy nie sprawuje się opieki nad dziećmi. Ponadto, proponowany przeze mnie system sprzyja zwinnemu podejściu do uczenia się, ponieważ daje czas na refleksję i wprowadzanie zmian w trakcie roku szkolnego. Co więcej, po przerwie wiosennej lub w jej trakcie byłaby możliwość przeprowadzenia egzaminów zewnętrznych dla SP i szkół średnich. 

Oczywiście, moja propozycja wygląda dobrze na papierze i wymaga wielu poprawek, konsultacji i uwzględnienia realiów, z których nie zdaję sobie sprawy, ale i tak jest to opcja warta rozważenia, ponieważ odpowiada na potrzeby współczesnych uczniów, nauczycieli i rodziców.



Edukacja agile w Polsce - zaczynamy!



Jak wprowadzić agile w szkoleMoje pierwsze doświadczenia ze zwinnym podejściem do edukacji w praktyce okazały się mniej inspirujące niż to sobie wyobrażałem. Mimo solidnego przygotowania uczniów oraz siebie do nowego trybu pracy nie było to dla nas oszałamiające przeżycie, które na zawsze zmieniło nasze postrzeganie nauki. Dlaczego? Wiele wyjaśniło się w trakcie retrospektywy po pierwszym sprincie. 

Moje obserwacje były następujące. Uczniowie zostali prawidłowo podzieleni na grupy według kompetencji. Grupy pracowały sprawnie, realizując zadania przed czasem. To była najbardziej pozytywna rzecz ze zwinnego pilotażu. Uczniowie byli w stanie zrealizować zakres materiału w czasie o połowę krótszym w porównaniu z tradycyjnym podejściem. Uczniowie uzyskali oceny na podobnym poziomie co wcześniej, ale pamiętajmy, że był to dopiero pierwszy sprint. 

To co mnie najbardziej zaskoczyło to obserwacje uczniów. Grupy przyznały, że dobrze pracowało im się przy większej swobodzie planowania oraz decyzyjności, co pozwoliło im bardziej skupić się na aspektach trudniejszych dla nich. To co im nie odpowiadało to przymus ciągłego myślenia o procesie nauczania, planowaniu pracy i odpowiedzialność za realizację zadań. Uczniowie otwarcie przyznali, że łatwiejsze dla nich jest zakucie podanej przez nauczyciela na talerzu wiedzy książkowej niż świadome uczenie się z wykorzystaniem metod i środków indywidualnie dobranych do ich potrzeb. 

Dopóki nie zaczniemy od zmiany nastawienia mentalnego uczniów oraz rodziców, nie będzie mowy o jakiejkolwiek zmianie systemowej w szkole. Mariusz Chrapko w swoim podcaście Menedżer Plus twierdzi, że zwinna transformacja w każdej organizacji zajmuje czas i wiąże się z kryzysami, ale najważniejsze by przede wszystkim ludzie będący częścią transformacji wiedzieli czym jest agile mindset - zwinne nastawienie mentalne. Tylko wtedy transformacja jest możliwa. Nastawienie o którym mówię często nie istnieje ani u uczniów ani u ich rodziców. Obie grupy czują, że potrzebne jest coś nowego w edukacji, świeże podejście, ale nie wiedzą z czym to się wiąże i jakie rodzi konsekwencje nie tylko dla szkoły jako instytucji oraz dla nauczycieli, ale także dla uczniów i nauczycieli. 

Zmiana nastawienia mentalnego do edukacji wymaga pracy i wysiłku wszystkich interesariuszy szkoły. Jeśli chcemy dokonać zmian w szkole, zarówno dyrekcja jak i rada rodziców, grono pedagogiczne oraz uczniowie potrzebują zrozumieć czym jest zwinne podejście do edukacji i zwinne podejście do życia. Nie wystarczy tutaj prezentacja w Prezi i jeden warsztat pokazujący jak świetnym rozwiązaniem jest zwinna edukacja. Żeby ludzie zrozumieli o co chodzi w tej grze, muszą krok po kroku przejść przez poszczególne etapy zwinności z różnych perspektyw, po to by zyskać świadomość procesu oraz poczucie bezpieczeństwa. To ostatnie jest istotne by w ogóle zacząć cały mechanizm. Chrapko podkreśla, że to czego się boimy, nigdy nie będzie przez nas zaakceptowane, a strach opanujemy dzięki wiedzy z czym mamy do czynienia. 

Odpowiednie nastawienie mentalne ----------> the agile mindset!

Dla osób zainteresowanych podcastem Menedżer Plus, zamieszczam poniżej dwie audycje. 






Czy ostatnie zmiany w oświacie mają jakieś zalety?

Czy najnowsza reforma oświaty ma jakieś plusy?

Praktycznie wszystkie grupy zaanagażowane w oświatę w Polsce powiedziały do tej pory o każdym negatywnym aspekcie najnowszej reformy oświaty jaki można wymyślić. Skrytykowane były najdrobniejsze detale i główne elementy od ilości godzin religii w siatce do zmiany sieci szkół w gminach. 

Czy jest w takim razie chociaż jeden aspekt reformy, który wyjdzie jakiejś grupie związanej z edukacją na dobre? Po chwili namysłu przychodzą mi do głowy dwa pozytywne elementy. Pierwszym jest wzrost konkurencyjności na rynku edukacyjnym wynikający z rosnącej popularności niepublicznych szkół. Wystarczająco zamożni rodzice częściej niż wcześniej znajdują motywację do posłania swoich pociech do szkół niepublicznych wierząc, że w ten sposób uchronią dzieci od negatywnych skutków reformy. Mimo, że tego typu decyzje są często emocjonalnie nacechowane i ich skutki niekoniecznie mogą być zgodne z przewidywaniami rodziców, nie zmienia to faktu, że szkoły niepubliczne wzmocniły swoją pozycję na rynku i zaistniały w świadomości szerszej części społeczeństwa. Nawet jeśli trend posyłania dzieci do szkół niepublicznych nie utrzyma się długo to rodzice i ich pociechy będą obserwować co proponują szkoły niepubliczne i będą chcieli, żeby rozwiązania ze szkół prywatnych przechodziły do szkół publicznych. Wzrost świadomości istnienia alternatywy dla szkół publicznych jest także bezcenny w kontekście poprawiania jakości edukacji oferowanej w publicznej oświacie.

Drugim pozytywnym elementem reformy jest nowa energia tchnięta w szkoły podstawowe. Szczególnie w dużych miastach istnieje wiele szkół zarówno na terenie blokowisk jak i w centrach, które w wyniku poprzedniej reformy edukacji stały się przechowalniami dzieci. Błędy ze strony kierownictwa szkół, samorządów, kuratoriów i innych organów sprawujących formalnie i społecznie nadzór nad szkołami spowodowały, że niektóre szkoły nie były w stanie zaoferować uczniom nic poza podstawą programową i podstawową opieką. Brak istotnych egzaminów zewnętrznych również nie pomagał w motywowaniu uczniów do poszerzania wiedzy i umijętności w szkole. Dzisiaj, szkoły podstawowe niebędące w zespołach szkół stoją u progu wielkiej szansy. Rodzice, nie mając wiszącego nad nimi przymusu zmiany szkoły dziecka po szóstej klasie, częściej zostawiają swoje dzieci do końca edukacji podstawowej w szkole rejonowej lub pierwszego wyboru. Oznacza to nie tylko dwa lata więcej uczenia każdego rocznika w szkole podstawowej, ale również wzrost prestiżu szkół podstawowych, w których muszą być przeprowadzone egzaminy zewnętrzne decydujące o przysłości dzieci. 

Wzrost prestiżu to także wzrost odpowiedzialności za los uczniów. Nie ma już gimnazjów, które mogłyby wyrównać braki w edukacji dzieci ze szkoły podstawowej. W związku z tym, rosną wymagania rodziców i w konsekwencji mamy do czynienia z aktywizacją większej liczby szkół w skali kraju. To z kolei, w dłuższej perspektywie, przyczyni się do poprawy poziomu wiedzy uczniów uczęszczających do szkół osiedlowych i szkół w centrach dużych miast ze szczególnym uwzględnieniem poziomu opanowania podstaw. 

Niestety, zmiana rozkładu sił na rynku powszechnej edukacji w Polsce powoduje, że dotychczasowe szkoły podstawowe i gimnazja przekształcone w szkoły podstawowe, które bazowały na uczniach napływających z zewnątrz cierpią z powodu coraz mniejszej ilości uczniów. Jeśli uda im się wzmocnić swoją bazę uczniów w klasach 1-3 i 4-6 to wrócą do dawnej pozycji. Jeśli nie, czeka je marny los zrównania z pozostałymi szkołami podstawowymi. Potencjał renomowanych szkół marnuje się w tej chwili bo nie ma obowiązkowego naboru przed końcem ósmej klasy. 

Mimo pewnych negatywnych zabarwień płynących z treści o których piszę, należy bez wątpienia przyznać, że, w skali kraju, dwa elementy opisane przeze mnie są pozytywnymi skutkami reformy edukacji. Pytanie brzmi, czy nowowytworzony potencjał szkół podstawowych będzie wykorzystany przez szkoły średnie i branżowe. Co z tego, że będziemy mieli zdolniejszych ludzi po szkole podstawowej, jeśli nie będzie dla nich oferty dostosowanej do ich możliwości i zainteresowań. Po drugie, jak duży będzie wpływ szkolnictwa niepublicznego w dłuższej perspektywie. Czy docelowo przejmą one rolę dawnych wyróżniających się gimnazjów? I po trzecie, co stanie się z dorobkiem wypracowanym przez dotychczas przodujące gimnazja i szkoły podstawowe. Czy zostanie to przekreślone czy uda się odbudować to co zostało zniszczone przez reformę? Czas pokaże w jakim kierunku będzie się rozwijać sytuacja.