Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blog. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blog. Pokaż wszystkie posty

Szkoła to okropne miejsce?


Dramat uczennicy


- Nienawidzę tej szkoły! Tam są chorzy ludzie, którym zależy tylko na wynikach i rankingach! Czy oni naprawdę nie widzą, że świat nie kręci się wokół tego?! - to początek rozmowy jaką odbyłem kiedyś z zapłakaną uczennicą drugiej klasy gimnazjum. Była zrozpaczona i bardzo zawiedziona swoim szkolnym doświadczeniem. Jej wizja bardzo dobrej szkoły różniła się od tego co przeżywała i nie była w stanie zrozumieć dlaczego. Zajęło mi dużo czasu i wiele rozmów z jej rodzicami oraz z nią, zanim doszliśmy do rozwiązania sytuacji.

O co w tym wszystkim chodzi?


Kiedy zastanawiałem się co właściwie się stało, doszedłem do prostego wniosku: dla niej istotne są inne rzeczy niż to co oferuje szkoła. Czy to oznacza, że szkoła jest winna rozpaczy uczennicy? Nie do końca. Szkołę tworzą ludzie którzy nią zarządzają, pracują w niej i się uczą. Jak każda szanująca się, nowoczesna instytucja, szkoła ma swoją wizję i misję opartą na wartościach, wartościach wyznawanych przede wszystkim przez osobę mającą na nią największy wpływ, czyli przez dyrektora. 

Wartości są najważniejsze


Kluczowym słowem są wartości. Ale uwaga! Nie mówimy o marketingowych chwytach mających na celu przyciągnięcie jak największej rzeszy młody ludzi takich jak indywidualne podejście, świetne warunki dla uczniów, wykwalifikowana kadra itp. Patrzymy na to co jest naprawdę ważne dla danej szkoły. 

Co w sercu szkoły gra


Jeśli jest to szkoła aspirująca do bycia co roku w pierwszej trójce w regionie pod względem wyników egzaminów, istotne będzie przygotowanie uczniów pod tym kątem. Ciężka praca, przyjmowanie wyzwań, dyscyplina, posłuszeństwo i zaufanie do prowadzących będą cenione. Wszelkie przejawy oporu i zwracania na siebie uwagi jednostki będą traktowane jak sabotaż perfekcyjnie zoptymalizowanego systemu i spotkają się z konsekwencjami. Taka szkoła jest dobra dla osób ambitnych, które wiedzą, że osiągnięcie celu wiąże się z poświęceniem i ciągłą pracą nad sobą, ale również z koniecznością zachowania pewnych ugruntowanych zasad po to by system się sprawdził i dał to czego się oczekuje. Świadomość jak taka szkoła funkcjonuje pomaga zdecydować uczniowi czy jest gotowy na podjęcie rękawicy.

Jeśli mówimy o szkole, która kładzie nacisk na społeczne aspekty życia, takie wartości jak współpraca, budowanie relacji, proaktywność, działalność w lokalnej społeczności, czy rozwój osobowości będą w cenie. Taka szkoła może brzmieć jak streszczenie wszystkich kursów umiejętności miękkich jakie można sobie wyobrazić. I to jest dokładnie to co ona daje. Młoda osoba uczy się tam być członkiem społeczności w każdym jej aspekcie. Uczeń szkoły wyznającej wymienione wcześniej wartości będzie osobą szczęśliwą przez większość czasu, nawet jeśli jego wyniki z egzaminów zewnętrznych nie pozwolą mu zrealizować od razu swoich marzeń o przyszłym życiu.

Delikatna równowaga


Wartościowy Yin i Yang w obecnym systemie edukacyjnym jest bardzo trudny do osiągnięcia. Niewiele szkół jest w stanie zagwarantować wszystkim swoim uczniom przeżycia zgodne z ich wyobrażeniami. Z drugiej strony, nie jest też tak, że wszystkie szkoły są na którymś z przeciwległych końców spektrum. Raczej chodzi tu o subtelny przechył w jedną lub drugą stronę, który może zadecydować o rozwinięciu się wewnętrznego konfliktu u niejednego nastolatka. To co jest istotne w wyborze szkoły to świadomość jakie wartości wyznaje dana placówka i co się z tym wiąże.

Przykłady szkół


W szkole, gdzie pracuję, przechył jest w stronę pierwszego typu szkoły, jaki opisywałem. Uczniowie u nas są ambitni, pracowici, czasami przepracowani, jeśli chcą realizować wiele pasji poza szkołą. Ale w zamian za to dostają solidne przygotowanie do egzaminów dających przepustkę do wymarzonych szkół i uczelni wyższych. Wiedza i umiejętności zdobyte w czasie pobytu w szkole dają fundament do dalszych sukcesów zawodowych, lecz często kosztem rozwoju życia społecznego w wieku nastoletnim. 

Szkoła, w której pracuje moja znajoma, Asia, nie osiąga najwyższych wyników w mieście z egzaminów zewnętrznych. Są raczej w środku stawki. Natomiast absolwenci jej szkoły są ludźmi nastawionymi na zrównoważony rozwój świata dla siebie i przyszłych pokoleń. Zależy im na drugim człowieku i na budowaniu więzi opartych na zaufaniu. Niestety, mniejsza liczba uczniów tej szkoły ma szansę dostać się na tak prestiżowe kierunki studiów jak medycyna, prawo, czy psychologia. Ich twarda wiedza i umiejętności są na niewystarczającym poziomie.

Pytania, pytania... i odpowiedzi!


Na czym Ci zależy? Jaka jest Twoja wizja siebie? Czy potrzebujesz popracować nad swoją osobowością, czy nad wiedzą potrzebną w twojej przyszłej pracy zawodowej? Odpowiedzi na te pytania powinny kierować młodymi ludźmi przy wyborze szkoły. Odpowiedzi pomogą również ocenić młodemu człowiekowi poziom zapału do realizacji swoich marzeń i planów. Świadomość konsekwencji wyborów daje jasność w procesie decyzyjnym i pomaga przetrwać trudne chwile na drodze do osiągnięcia celu. 

Zakończenie historii


Co stało się z uczennicą, która żaliła się na szkołę? Po rozmowach, rodzice i dziewczyna doszli do wniosku, że muszą zmienić szkołę. Wiedziałem, że dla niej będzie to jedyny sposób na zachowanie równowagi. Uczennica zmieniła szkołę na gorszą pod względem wyników egzaminów, ale dającą więcej wsparcia społecznego. Z racji tego, że była ambitna i zdyscyplinowana, poradziła sobie z egzaminami i poszła do jednego z najlepszych liceów w mieście. Szkoda tylko, że nie wyciągnęła wniosków z poprzednich doświadczeń, bo, jak mówili mi jej rodzice kiedy ich ostatnio spotkałem, historia powtarza się ponownie i pewnie będą znowu musieli zmienić szkołę. To co jest dla nas naprawdę ważne może stanowić wewnętrzny kompas wskazujący nam ścieżkę, którą powinniśmy podążać. A jeśli nie możemy wybrać tego czego pragniemy, miejmy świadomość, co znajduje się po drugiej stronie medalu.




Przychodzi rodzic do nauczyciela...


Język nauczyciela to trudny język


Ktokolwiek rozmawiał kiedyś z nauczycielem ten wie, że nie jest to łatwe zadanie. Nauczyciel często czuje się obrażony, że ktoś śmie ingerować w jego podejście do nauczania. Ponadto, nie ma mowy o przyjmowaniu sugestii, czy jakiejkolwiek elastyczności w stosunku do rodzica. Nauczyciel doskonale wie co robi i nie dopuści do umniejszenia jego nieomylnego autorytetu. Będzie za wszelką cenę próbował bronić swojego punktu widzenia i szukał winy niepowodzeń u innych, byle nie u siebie. Brzmi znajomo? 

Jest wiele sytuacji, w których nauczyciele odbierani są jako wrogo nastawieni wobec rodziców. Jak jednak ma wyglądać to inaczej, jeśli nikt nie uczy nauczycieli zasad nowoczesnej komunikacji interpersonalnej? To, że nauczyciel potrafi nawiązać kontakt z uczniami i efektywnie przekazać im wiedzę w szkole nie oznacza, że jest efektywnym interlokutorem w relacjach z rodzicami. Jesper Juul w książce Kryzys Szkoły również podkreśla fakt, że nauczyciele nie są wyposażeni w odpowiednie narzędzia do rozmowy z rodzicami oraz często nie uzyskują właściwego wsparcia ze strony kierownictwa szkoły. Jest to złożona sytuacja, której nie da się załatwić jednym szkoleniem z komunikacji. To bardziej kwestia zmiany mentalności i podejścia do rozmowy z drugim człowiekiem. 


Co z rodzicami?


Nauczyciel widząc rodzica w szkole antycypuje możliwe problemy. Często jego pierwsza myśl na widok rodzica to coś w rodzaju: "O matko, ten znowu przyszedł, ciekawe czego tym razem będzie chciał." Skąd to wiem? Bo sam kiedyś tak podchodziłem do kontaktu z rodzicami. Było to w czasach kiedy dopiero uczyłem się warsztatu pracy i nie miałem pewności, że moje działania są w stu procentach słuszne. Dzisiaj też nie zawsze mam taką pewność, ale wiem, że rodzic, który przychodzi do szkoły po pierwsze pokazuje, że mu zależy bo ma jeszcze siłę zająć się swoim dzieckiem mimo tysiąca innych obowiązków w ciągu dnia. Po drugie, najczęściej chce się spotkać by omówić trudną dla niego lub jego dziecka sprawę i tak naprawdę to co mówi może być bardzo konstruktywne oraz produktywne dla nauczyciela i jego metod pracy z uczniem. 

Niestety, nie zawsze komunikacja rodzic-nauczyciel wygląda wzorowo także ze strony rodzica. Nauczyciele są w stanie podać niezliczone przypadki kiedy ich poczucie wartości spadło po rozmowie z rodzicem. Nie w wyniku objawienia doznanego dzięki konstruktywnej rozmowie opartej na faktach, a w wyniku usłyszenia sterty wyzwisk, insynuacji, bezpodstawnego podważania sposobu pracy, tylko po to, by dziecko nie musiało robić np. bardziej wymagających zadań, za które nie zawsze dostanie piątkę. Sam też doświadczyłem takich rozmów, często przebiegających w atmosferze krzyku i dużych emocji ze strony rodziców. Niektórzy rodzice przenoszą na szkołę swoje praktyki komunikacyjne z innych środowisk. Zauważyłem, że jest to widoczne szczególnie mocno w korespondencji elektronicznej.


Język!


Zarówno ze swojego doświadczenia jak i znajomych nauczycieli mogę powiedzieć, że rodzice często używają określeń takich jak "Proszę wykonać", "Proszę zrobić", "Rozumiem, że się Pan tym zajmie od razu?", "Czy może mi Pan wyjaśnić dlaczego moje dziecko dostało jedynkę?!". Domyślam się, że jest to język, którym często posługują się w odniesieniu do swoich podwładnych w pracy oraz do swoich dzieci w domu. Moja znajoma miała kiedyś sytuację, w której uczeń napisał do niej maila używając całego wachlarza określeń podanych przed chwilą. Kiedy ona zapytała go dlaczego napisał do niej w tak nieprzyjemny sposób, odpowiedział jej, że tata mu tak kazał, bo jeśli napisałby inaczej, to jego wiadomość zostałaby zignorowana przez nauczycielkę. Rozkazy powodują blokady komunikacyjne, chyba że jesteśmy w wojsku i nie mamy zbyt wielu możliwości dyskutowania tego co się do nas mówi.  Póki co jednak, szkoła nie jest jednostką wojskową.

Ponadto, nagminne są niezliczone ilości znaków zapytania z rzędu (????????), wykrzykników(!!!!!!!), lub ich kombinacji (???????!!!!!). Czy są one słuszne? Nie, ponieważ niezależnie od ważkości problemu, nie prowadzą one do jego szybszego rozwiązania, tylko antagonizują sytuację. Rodzice są czasami również zdania, że nauczyciel powinien odpowiadać na wiadomości wysłane przez edziennik natychmiastowo, niezależnie od pory dnia i nocy. Po pierwsze, czasami jest to niewykonalne, bo nauczyciel już śpi. Po drugie, uniemożliwia to realizowanie pozostałych zadań. 


Wsparcie potrzebne od zaraz


Jak widać nauczyciele nie są jedyną grupą, która potrafi zagubić się w kontaktach szkolnych. Oznacza to, że rodzice także potrzebują wsparcia i narzędzi umożliwiających prowadzenie budującego dialogu pozbawionego niepotrzebnych emocji, a skupionego na efektywnym rozwiązaniu problemu. Jak jednak zmienić nastawienie rodziców i nauczycieli w sytuacji kiedy obie grupy są przekonane o swojej nieomylności i za całe zło obwiniają "tych drugich"? Najpierw konieczne jest uświadomienie obu grupom potrzeby zmiany. Moje doświadczenia w tej kwestii są na razie mizerne. W zeszłym roku zaproponowałem rodzicom w mojej klasie cykl szkoleń z programu Szkoła dla Rodziców i Wychowawców stworzonego przez Ośrodek Rozwoju Edukacji. Rodzice poparli pomysł, ale kiedy dowiedzieli się, że szkolenie ma łącznie czterdzieści godzin szkoleniowych rozłożonych na cały rok, stwierdzili, że oni jednak żadnego szkolenia nie potrzebują. Nie pomogło wsparcie jednej z mam kiedy mówiła o spojrzeniu na sprawy z innej perspektywy, wykorzystaniu nowych narzędzi, przydatności szkolenia w rozmowach z dziećmi teraz i za kilka lat. 

Często postawa roszczeniowa opiekunów powoduje, że dzieci, które przenoszą zachowania, reakcje i komentarze rodziców z domu do szkoły, ponoszą konsekwencje swoich zachowań i wypowiedzi w szkole, mimo, że rodzice robią i mówią to samo co one. Nauczyciele z kolei nie potrafią przyznać się do błędu i zmienić swojego nastawienia. Wolą za wszelką cenę tkwić w wyidealizowanym świecie wewnętrznej nieomylności. Dyrekcja powinna stworzyć warunki dla rodziców i nauczycieli do otwartego dialogu, w którym obie strony mogą się przyznać do popełnienia błędów bez doświadczania negatywnych skutków ich działania. Druga sprawa to powołanie osoby, która w trudnych przypadkach będzie mediatorem i będzie moderowała poziom dyskusji. Trzeci element to indywidualne przyznanie istnienia potrzeby nauczenia się nowego sposobu porozumiewania się z drugim człowiekiem. Kolejny aspekt stanowi nabycie umiejętności prowadzenia budującego dialogu. Można to osiągnąć dzięki programowi Szkoła dla Rodziców i Wychowawców, albo np. dzięki warsztatom z empatii i NVC tj. Non-Violent Communication. 

Dopóki sytuacja będzie trwała bez zmian, bez świadomości potrzeby zmiany, nie możemy oczekiwać, że cokolwiek pozytywnego się zadzieje oraz że będziemy świadkami innego postępowania z obu stron niż ma to miejsce teraz.