Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rodzic. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rodzic. Pokaż wszystkie posty

Ocena jest informacją, nie nagrodą!




Czy oceny szkolne przydają się w dorosłym życiu?

Ostatnio rozmawiałem z moją żoną o naszych doświadczeniach szkolnych. Wspominaliśmy czasy ze wspólnego liceum. W pewnym momencie doszliśmy do wniosku, że wszystkie wtedy drogocenne oceny, zdobyte sporym nakładem czasu i pracy, tak naprawdę nie przełożyły się w wymierny sposób na poprawę naszej sytuacji po skończeniu szkoły. Owszem, w trakcie nauki stanowiły one informację na temat naszych postępów, ale oprócz tego, po ukończeniu szkoły nikt nas nie pytał o oceny zdobyte z poszczególnych przedmiotów. Czy w związku z tym powinniśmy toczyć tak zacięte batalie o ich uzyskanie?

Stan obecny

I tak i nie, ponieważ z jednej strony po szkole nikt nie korzysta z informacji o uzyskanej przez nas ocenie końcowej z np. historii, nie wspominając o cząstkowych. Z drugiej strony, oceny końcowe są istotne przy rekrutacji do szkoły średniej, ponieważ uzyskuje się za nie punkty, nawet kilkanaście za każdą ocenę z przedmiotu branego pod uwagę w rekrutacji. Jest zatem o co walczyć, ale walka ta jest dla uczniów nierówna, ponieważ szkoły, nawet w obrębie jednego miasta, mają różne systemy oceniania, różne skale ocen cząstkowych wpływających na oceny końcowe i wreszcie różnych nauczycieli, wymagających od uczniów czasami nawet diametralnie różnego poziomu wiedzy. 

Kto kombinuje ten żyje..

Miałem pewną sytuację w pracy kilka lat temu, kiedy uczniowie obawiali się o swoje oceny końcowe i w połowie semestru ostatniej klasy gimnazjum kilku z nich zmieniło szkołę by mieć gwarancję uzyskania najwyższej oceny. U mnie, też uzyskaliby takie oceny na koniec, ale moje miejsce pracy ma opinię bardzo wymagającego i wspomniana grupka nie chciała ryzykować. Wiedzieli, że ich oceny cząstkowe są na poziomie oceny dostatecznej lub dobrej w najlepszym przypadku, a potrzebowali uzyskać wyższe oceny by dostać się do wymarzonych szkół. Przypomnę tylko, że w moim mieście ocena dostateczna z przedmiotu punktowanego dawała wtedy 7 punktów, a ocena dobra 14 punktów. Niestety, to co uczniowie zyskali na ocenach, stracili na egzaminach zewnętrznych, ponieważ ich nowi nauczyciele oraz potrzeba aklimatyzacji w nowej szkole negatywnie przyczyniły się do ich przygotowania do egzaminów. Niektórzy z nich opowiedzieli mi o tym po wszystkim, inni trwali przy słuszności swoich wyborów, mimo że nie zrealizowali swojego celu.

Dość nagród za oceny!

Czy w związku z tym, że zarówno oceny cząstkowe jak i końcowe są postrzegane i przyznawane w tak zróżnicowany sposób w poszczególnych szkołach, powinniśmy brać je pod uwagę w systemach rekrutacji? W dzisiejszej rzeczywistości jest to błędne podejście. Uczniowie oraz ich rodzice często przeżywają stany lękowe spowodowane ocenami w szkole. Ocena ma być tylko informacją czy uczeń opanował wiedzę i umiejętności z danego zakresu czy nie. Dawanie dodatkowych nagród za oceny jest nieuczciwe dla osób, które chociażby potrzebują więcej czasu na opanowanie materiału, mają problemy rodzinne uniemożliwiające im uczenie się w komfortowy sposób, czy chorują przewlekle i nie mogą być w szkole cały czas by uzyskać wyższe oceny.

Kiedy widzę osoby wkładające wiele wysiłku w osiągnięcie celu, ale bez widocznych rezultatów, mam poczucie bezsilności, ponieważ potrzebuję im pomóc, ale wiem, że często są oni w demotywującej spirali, która wciąga ich coraz głębiej, a z której tylko oni sami mogą się wygrzebać. W takich sytuacjach często pytam moich uczniów o to jak odbierają kolejne porażki mimo włożonego wysiłku. Uczniowie często mówią, że nie widzą sensu w wytężonej pracy, skoro nie widać jej efektów w postaci lepszych ocen. Co im wtedy mówię? Przede wszystkim, żeby spojrzeli na uzyskaną wiedzę z perspektywy całego życia, a nie semestru w szkole. Wiedza, którą zdobywają sami może okazać się przydatna w życiu. Po drugie buduję w nich świadomość, że na efekty pracy trzeba cierpliwie czekać, bo nie przychodzą one od razu. Gdyby tak było, nie musielibyśmy chodzi do szkoły kilkanaście lat. Zmiana perspektywy sporo daje zagubionemu uczniowi.

Oceny czas zmienić!

Mając w pamięci to co napisałem wcześniej, postuluję zmianę podejścia do ocen. Po pierwsze, powinniśmy pozbyć się kryterium punktów za oceny w systemie rekrutacji do szkół ponadpodstawowych. Ich obecność w rekrutacji przy rożnych systemach oceniania, charakterze szkół i czynniku ludzkim powoduje, że nie są wiarygodnym elementem przy ocenie wiedzy i umiejętności ucznia. Po drugie, powinniśmy przywrócić ocenie pierwotny charakter, czyli ocena ma być informacją o stopniu opanowania wiedzy i umiejętności z danego zakresu przez uczniów. Ocena nie ma być straszakiem, nie ma być zewnętrznym motywatorem zmuszającym dzieci do nauki. Ocena ma być tylko informacją. Czy w związku z tym, cyfrowa forma oceny jest adekwatna do dzisiejszych realiów? Czego uczeń dowie się o stopniu opanowania wiedzy i umiejętności z danego zakresu, kiedy na swoim sprawdzianie zobaczy cyfrę w skali 1-6 lub procent dobrych odpowiedzi? 

Uczniowie chcą wiedzieć, czy to co robią i sposób w jaki to robią są wystarczająco dobre, ale nie dowiedzą się tego z tak krótkiej informacji. Dlatego jestem fanem oceniania kształtującego jako nowoczesnej formy oceny ucznia. Czy to oznacza, że nauczyciel oceniając np. sprawdzian ma wystawić każdemu uczniowi czteroelementową informację zwrotną, poświęcając na to mnóstwo czasu? Na szczęście nie, ponieważ można to zrobić na różne sposoby, np. poprzez checklistę wiedzy i umiejętności z danego zakresu. Nauczyciel, zamiast liczyć liczbę punktów, procent z tego i wystawiać ocenę, zaznacza w kratkach czy uczeń opanował daną umiejętność czy wiedzę, ma jeszcze popracować, czy zupełnie nie wie o co chodzi. To rozbicie na konkretne elementy daje uczniom precyzyjną informację co jest jeszcze do zrobienia i w jakim stopniu. 

Jeśli jesteś fanem/fanką idei zniesienia ocen, muszę Cię zmartwić, ponieważ dla mnie ocena pracy jest istotna. Chciałbym jednak, żeby uczniowie wiedzieli również, że doceniam nie tylko ich wiedzę, ale też zaangażowanie, postawę, motywację i konsekwentne dążenie do celu. Te cechy są istotne w życiu szkolnym i pozaszkolnym i powinny być kształtowane oraz promowane przez wszystkich edukatorów. 

Co dalej?

Bądźmy na tyle odważni, by jeden z elementów generujących stres zmienić w informację o postępach. Potrzebujemy takiej zmiany w dzisiejszych czasach, bo mamy dosyć stresu i bez ocen w szkole. Jeśli masz inne zdanie w kwestii oceniania, zapraszam Cię do podzielenia się nim w komentarzu :-). Na koniec chciałbym powiedzieć, że temat oceniania kształtującego jest o wiele szerszy niż to co zasugerowałem powyżej. Dla chętnych do zaczerpnięcia wiedzy na ten temat, zamieszczam klip o strategiach i technikach w odniesieniu do oceniania kształtującego.

Przychodzi rodzic do nauczyciela...


Język nauczyciela to trudny język


Ktokolwiek rozmawiał kiedyś z nauczycielem ten wie, że nie jest to łatwe zadanie. Nauczyciel często czuje się obrażony, że ktoś śmie ingerować w jego podejście do nauczania. Ponadto, nie ma mowy o przyjmowaniu sugestii, czy jakiejkolwiek elastyczności w stosunku do rodzica. Nauczyciel doskonale wie co robi i nie dopuści do umniejszenia jego nieomylnego autorytetu. Będzie za wszelką cenę próbował bronić swojego punktu widzenia i szukał winy niepowodzeń u innych, byle nie u siebie. Brzmi znajomo? 

Jest wiele sytuacji, w których nauczyciele odbierani są jako wrogo nastawieni wobec rodziców. Jak jednak ma wyglądać to inaczej, jeśli nikt nie uczy nauczycieli zasad nowoczesnej komunikacji interpersonalnej? To, że nauczyciel potrafi nawiązać kontakt z uczniami i efektywnie przekazać im wiedzę w szkole nie oznacza, że jest efektywnym interlokutorem w relacjach z rodzicami. Jesper Juul w książce Kryzys Szkoły również podkreśla fakt, że nauczyciele nie są wyposażeni w odpowiednie narzędzia do rozmowy z rodzicami oraz często nie uzyskują właściwego wsparcia ze strony kierownictwa szkoły. Jest to złożona sytuacja, której nie da się załatwić jednym szkoleniem z komunikacji. To bardziej kwestia zmiany mentalności i podejścia do rozmowy z drugim człowiekiem. 


Co z rodzicami?


Nauczyciel widząc rodzica w szkole antycypuje możliwe problemy. Często jego pierwsza myśl na widok rodzica to coś w rodzaju: "O matko, ten znowu przyszedł, ciekawe czego tym razem będzie chciał." Skąd to wiem? Bo sam kiedyś tak podchodziłem do kontaktu z rodzicami. Było to w czasach kiedy dopiero uczyłem się warsztatu pracy i nie miałem pewności, że moje działania są w stu procentach słuszne. Dzisiaj też nie zawsze mam taką pewność, ale wiem, że rodzic, który przychodzi do szkoły po pierwsze pokazuje, że mu zależy bo ma jeszcze siłę zająć się swoim dzieckiem mimo tysiąca innych obowiązków w ciągu dnia. Po drugie, najczęściej chce się spotkać by omówić trudną dla niego lub jego dziecka sprawę i tak naprawdę to co mówi może być bardzo konstruktywne oraz produktywne dla nauczyciela i jego metod pracy z uczniem. 

Niestety, nie zawsze komunikacja rodzic-nauczyciel wygląda wzorowo także ze strony rodzica. Nauczyciele są w stanie podać niezliczone przypadki kiedy ich poczucie wartości spadło po rozmowie z rodzicem. Nie w wyniku objawienia doznanego dzięki konstruktywnej rozmowie opartej na faktach, a w wyniku usłyszenia sterty wyzwisk, insynuacji, bezpodstawnego podważania sposobu pracy, tylko po to, by dziecko nie musiało robić np. bardziej wymagających zadań, za które nie zawsze dostanie piątkę. Sam też doświadczyłem takich rozmów, często przebiegających w atmosferze krzyku i dużych emocji ze strony rodziców. Niektórzy rodzice przenoszą na szkołę swoje praktyki komunikacyjne z innych środowisk. Zauważyłem, że jest to widoczne szczególnie mocno w korespondencji elektronicznej.


Język!


Zarówno ze swojego doświadczenia jak i znajomych nauczycieli mogę powiedzieć, że rodzice często używają określeń takich jak "Proszę wykonać", "Proszę zrobić", "Rozumiem, że się Pan tym zajmie od razu?", "Czy może mi Pan wyjaśnić dlaczego moje dziecko dostało jedynkę?!". Domyślam się, że jest to język, którym często posługują się w odniesieniu do swoich podwładnych w pracy oraz do swoich dzieci w domu. Moja znajoma miała kiedyś sytuację, w której uczeń napisał do niej maila używając całego wachlarza określeń podanych przed chwilą. Kiedy ona zapytała go dlaczego napisał do niej w tak nieprzyjemny sposób, odpowiedział jej, że tata mu tak kazał, bo jeśli napisałby inaczej, to jego wiadomość zostałaby zignorowana przez nauczycielkę. Rozkazy powodują blokady komunikacyjne, chyba że jesteśmy w wojsku i nie mamy zbyt wielu możliwości dyskutowania tego co się do nas mówi.  Póki co jednak, szkoła nie jest jednostką wojskową.

Ponadto, nagminne są niezliczone ilości znaków zapytania z rzędu (????????), wykrzykników(!!!!!!!), lub ich kombinacji (???????!!!!!). Czy są one słuszne? Nie, ponieważ niezależnie od ważkości problemu, nie prowadzą one do jego szybszego rozwiązania, tylko antagonizują sytuację. Rodzice są czasami również zdania, że nauczyciel powinien odpowiadać na wiadomości wysłane przez edziennik natychmiastowo, niezależnie od pory dnia i nocy. Po pierwsze, czasami jest to niewykonalne, bo nauczyciel już śpi. Po drugie, uniemożliwia to realizowanie pozostałych zadań. 


Wsparcie potrzebne od zaraz


Jak widać nauczyciele nie są jedyną grupą, która potrafi zagubić się w kontaktach szkolnych. Oznacza to, że rodzice także potrzebują wsparcia i narzędzi umożliwiających prowadzenie budującego dialogu pozbawionego niepotrzebnych emocji, a skupionego na efektywnym rozwiązaniu problemu. Jak jednak zmienić nastawienie rodziców i nauczycieli w sytuacji kiedy obie grupy są przekonane o swojej nieomylności i za całe zło obwiniają "tych drugich"? Najpierw konieczne jest uświadomienie obu grupom potrzeby zmiany. Moje doświadczenia w tej kwestii są na razie mizerne. W zeszłym roku zaproponowałem rodzicom w mojej klasie cykl szkoleń z programu Szkoła dla Rodziców i Wychowawców stworzonego przez Ośrodek Rozwoju Edukacji. Rodzice poparli pomysł, ale kiedy dowiedzieli się, że szkolenie ma łącznie czterdzieści godzin szkoleniowych rozłożonych na cały rok, stwierdzili, że oni jednak żadnego szkolenia nie potrzebują. Nie pomogło wsparcie jednej z mam kiedy mówiła o spojrzeniu na sprawy z innej perspektywy, wykorzystaniu nowych narzędzi, przydatności szkolenia w rozmowach z dziećmi teraz i za kilka lat. 

Często postawa roszczeniowa opiekunów powoduje, że dzieci, które przenoszą zachowania, reakcje i komentarze rodziców z domu do szkoły, ponoszą konsekwencje swoich zachowań i wypowiedzi w szkole, mimo, że rodzice robią i mówią to samo co one. Nauczyciele z kolei nie potrafią przyznać się do błędu i zmienić swojego nastawienia. Wolą za wszelką cenę tkwić w wyidealizowanym świecie wewnętrznej nieomylności. Dyrekcja powinna stworzyć warunki dla rodziców i nauczycieli do otwartego dialogu, w którym obie strony mogą się przyznać do popełnienia błędów bez doświadczania negatywnych skutków ich działania. Druga sprawa to powołanie osoby, która w trudnych przypadkach będzie mediatorem i będzie moderowała poziom dyskusji. Trzeci element to indywidualne przyznanie istnienia potrzeby nauczenia się nowego sposobu porozumiewania się z drugim człowiekiem. Kolejny aspekt stanowi nabycie umiejętności prowadzenia budującego dialogu. Można to osiągnąć dzięki programowi Szkoła dla Rodziców i Wychowawców, albo np. dzięki warsztatom z empatii i NVC tj. Non-Violent Communication. 

Dopóki sytuacja będzie trwała bez zmian, bez świadomości potrzeby zmiany, nie możemy oczekiwać, że cokolwiek pozytywnego się zadzieje oraz że będziemy świadkami innego postępowania z obu stron niż ma to miejsce teraz.


Szkolny teamwork, czyli związki międzyszkolne

Yuval Noah Harari w książce 21 lekcji na XXI wiek podaje przykład podejścia do rozwiązywania dużych problemów odnosząc się do czasów starożytnego Egiptu. Przez setki lub tysiące lat na terenie dzisiejszego Egiptu, wokół Nilu żyło wiele autonomicznych plemion. Nil był również wtedy życiodajną rzeką, ale od czasu do czasu wychodził z brzegów, niszcząc plony lokalnych plemion. Żadne z tych plemion nie było ani na tyle zamożne, ani na tyle wpływowe by samodzielnie rozwiązać problem wylewającej się rzeki. Dopiero kiedy wszystkie plemiona porozumiały się w kwestii uregulowania rzeki, udało się rozwiązać problem. 

Lekcja płynąca z tej opowieści jest jasna i klarowna. Współpraca pozwala podejmować największe wyzwania i wychodzić z nich zwycięsko. Dla mnie podobnym do wylewającego Nilu problemem jest poziom edukacji publicznej. Im większa miejscowość, tym większa rozbieżność w poziomie nauczania szkół. Przypuszczam, że możliwe byłoby graficzne zobrazowanie sytuacji za pomocą krzywej Gaussa, gdzie mielibyśmy do czynienia z małą grupą bardzo dobrych szkół oraz bardzo kiepskich szkół, a także z pozostałymi szkołami umieszczonymi w stanie średnim.

Jak zmienić ten stan rzeczy? Na razie sytuacja jest nie do ruszenia. Słabe szkoły nie mają odpowiedniego przywództwa, środków i kadry do tego by zmienić swoją pozycję. Świetne szkoły pracują na maksymalnych obrotach, ale nie są w stanie pociągnąć całej oświaty na własną rękę. Pozostają jeszcze średnie szkoły z potencjałem do rozwoju, które dzisiaj go nie wykorzystują w pełni. Moim pomysłem na poprawę sytuacji jest to o czym mówił Harari. Szkoły powinny dobrać się w teamy na podstawie kompetencji, które posiadają tak by poszczególni członkowie uzupełniali się. Podstawowe założenie jest takie, że wykorzystując wspólnie dostępne zasoby szkoły mogą odnieść korzyść ze współpracy w postaci zwiększenia poziomu nauczania, wypracowania procedur profilaktyczno-wychowawczych, udziału w projektach edukacyjnych, również dofinansowanych z zewnątrz. 

Jakim kluczem miałby odbywać się dobór teamów? Czynniki decydujące o doborze mogłyby wyglądać następująco:

  • wyniki egzaminów zewnętrznych
  • specjalizacja szkoły
  • udział w projektach z zewnętrznym finansowaniem
  • średni próg punktowy w rekrutacji do szkoły
  • opis typowych problemów wychowawczych
  • wyposażenie szkoły
  • kompetencje miękkie nauczycieli
  • wielkość szkoły
  • lokalizacja
Ze względu na finanse, najlepiej byłoby gdyby szkoły dobierały się w teamy w obrębie jednego organu prowadzącego. To ułatwi dzielenie się zasobami. Należy również zadbać o to by szkoły nie były z dwóch różnych krańców spektrum, bo nie będzie możliwe nawiązanie dialogu pomiędzy nimi. Lepiej dokonać doboru szkół, które nie są oddalone od siebie mocno w kwestii dotykających je problemów. Procedura doboru mogłaby wyglądać następująco:

1. Szkoły wypełniają ankietę online sporządzoną na podstawie wymienionych czynników
2. OP zbiera ankiety i analizuje wyniki
3. Szkoły będące pod względem wyników egzaminów w pierwszych 50 procentach mogą być ze sobą dobierane w teamy. Szkoły z przedziału 51-100 procent mogą również być ze sobą w teamach.
4. Teamy powinny mieć od 4-6 szkół, żeby można w miarę elastycznie zarządzać pracami teamów
5. w dalszej kolejność bierze się pod uwagę kompetencje kierownictwa szkół oraz nauczycieli i na tej podstawie dobiera się szkoły na zasadzie uzupełniania
6. Następnie patrzy się na wyposażenie poszczególnych szkół i bierze się je pod uwagę na zasadzie uzupełniania

Po stworzeniu teamów, OP powinien stworzyć zespół przedstawicieli szkół i jednego pracownika OP jako leadera teamu. Na podstawie problemów i dostępnych zasobów, teamy indywidualnie określają plan działań mających na celu uczenie się od siebie i korzystanie z zasobów dla rozwoju uczniów. Oczywiście, żeby nie rozwalać zupełnie funkcjonowania szkół, działania musiałyby odbywać się cyklicznie z przerwami. Można również wziąć pod uwagę takie okresy jak ferie i wakacje. Szkoły mogłyby realizować wspólnie inicjatywy dla lokalnych społeczności, wydarzenia szkolne, wyjazdy. Możliwe byłoby też omawianie i opracowywanie rozwiązań problemów, oczywiście w atmosferze wzajemnego szacunku i bez karania za to, że dana sytuacja w ogóle zaistniała. Szkoły w danym teamie mogłyby również dzielić się dobrymi praktykami i tworzyć nowe standardy funkcjonowania. Jeśli na przykład jedna ze szkół wprowadzałaby zwinne podejście do edukacji, inne, chcąc zrobić to samo, mogłyby uczyć się na doświadczeniach członka teamu.

Współpraca buduje i to jest hasło przewodnie mojego pomysłu. Nawiązanie dialogu to pierwszy krok na drodze do poprawy jakości polskich szkół. Co sądzicie o tym wszystkim? Dajcie znać w komentarzach :-)


Kompetencje współczesnego ucznia

Co powinien umieć uczeń w dzisiejszych czasach?


W ostatniej części minicyklu kompetencyjnego chciałbym skupić się na tym co powinien potrafić współczesny uczeń. Jeśli chcecie również poczytać o kompetencjach nauczyciela oraz rodzica, gorąco do tego zachęcam. Umiejętności ucznia stanowią dla mnie bardzo istotną część i długo myślałem nad doborem trzech kluczowych kompetencji dla dzisiejszych uczniów. Zanim zaczniemy, chciałbym żebyś pod pojęciami uczeń oraz uczniowie rozumiał zarówno chłopców jak i dziewczyny. Orientację pomijam zupełnie, jako aspekt niewpływający na rozmyślania.

Pierwszą umiejętnością, którą powinni opanować uczniowie jest branie odpowiedzialności za proces uczenia się. Patrząc na moje doświadczenia mogę powiedzieć, że niektórzy moi uczniowie po otrzymaniu swobody w procesie nauczania potrafili odnaleźć się w nowej sytuacji, ale w czasie refleksji przyznali, że odpowiedzialność za uczenie się jest o wiele bardziej angażująca niż tradycyjne uczenie się. W związku z tym, woleli powrócić do metod stosowanych poprzednio, gdzie wiedza podana jest na talerzu i wystarczy ją zakuć. Efektywność tradycyjnych metod jest dość niska, stąd uczniowie powinni mieć świadomość, że branie odpowiedzialności za swoją naukę zwiększy efektywność całego procesu. Czy wiąże się to z większym wysiłkiem? Tak, szczególnie na początku, kiedy uczeń uczy się ustalać priorytety, planować naukę i sprawdzać czy to co umie spełnia wcześniej ustalone kryteria akceptacji. Ale kiedy uczniowie przekonają się do odpowiedzialności za naukę, ich uczenie się będzie skuteczne. Eduscrum jest przykładem podejścia, w którym uczeń bierze odpowiedzialność za proces uczenia się. Warto o tym więcej poczytać. 

Drugą kompetencją, którą chciałbym przedstawić jest zapamiętywanie treści. Być może brzmi to dziwnie w dzisiejszych czasach, bo wszyscy odchodzą od uczenia się na pamięć. Chodzi mi jednak o coś innego. Jest różnica pomiędzy bezmyślnym zakuwaniem na pamięć oraz opanowywaniem podstawowego zestawu informacji do sprawnego poruszania się w danej sytuacji. Mam wrażenie, że dzisiaj coraz trudniej jest uczniom zapamiętać niezbędne minimum wiedzy potrzebne do zrozumienia omawianego aspektu lub do zastosowania nowych umiejętności w praktyce. Często problem wynika z braku czasu wywołanego natłokiem aktywności. Dobrą wiadomością jest to, że możemy wyćwiczyć zapamiętywanie treści. Poza mnemotechnikami możemy poszukać technik pozwalających na zwiększenie skupienia. Moje ulubione ćwiczenia pochodzą z obszaru mindfulness ale możecie stosować szereg innych rozwiązań, które bardziej wam odpowiadają. 

Ostatnią umiejętnością kluczową dla współczesnego ucznia jest myślenie systemowe. Świadomość połączeń istniejących między poszczególnymi osobami, sytuacjami i wyborami jest bezcenna w dzisiejszym szybko pędzącym życiu. Jeśli uczeń staje przed wyborem czy ma się uczyć na sprawdzian, czy ma dołączyć do kolegów/koleżanek w grze by pomóc zrealizować quest, musi zdawać sobie sprawę ze skutków swojej decyzji, zarówno natychmiastowych jak i długofalowych. To co jest dla niego ważniejsze w skali całego życia będzie dominowało w procesie decyzyjnym. Uczniowie często nie mają motywacji by zatrzymać się na chwilę i przemyśleć konsekwencje swoich wyborów. Myślenie systemowe jest również świetną umiejętnością w kontekście rozwijania i utrzymywania relacji z ludźmi, ponieważ wprowadza element empatii, tak ważny w dzisiejszych czasach. Zrozumienie drugiego człowieka jest trudne, ale ćwiczenie czyni mistrzem i warto być cierpliwym by później lepiej dogadywać się z otaczającym światem. 

Co jeszcze jest istotne dla uczniów w dzisiejszych czasach? Zapraszam do dzielenia się swoimi spostrzeżeniami by uzupełnić obraz nakreślony przeze mnie w tym wpisie. Możesz pisać na blogu w komentarzu lub na profilach Koncepcji Edukacji w mediach społecznościowych. Jesteśmy w kontakcie!


Kompetencje współczesnego rodzica

Co dzisiaj powinien umieć rodzic

Współcześni rodzice, stając w obliczu zadania wychowania swoich dzieci, często mają skojarzenia z takimi postaciami jak mitologiczny Syzyf, biblijny Dawid, czy literacki Don Kichot. Rodzice są zaangażowani do granic możliwości. W dzisiejszych czasach trudności w wychowaniu dzieci wynikają z dezaktualizowania się tradycyjnych form wychowania. To co jeszcze trzydzieści lat temu sprawdzało się doskonale, dzisiaj nie tylko nie daje efektów, ale jest wręcz piętnowane. 

Do tego dochodzą całkiem nowe wyzwania, wcześniej niespotykane, takie jak przebywanie dzieci w mediach społecznościowych, granie w gry w sieci w czasie rzeczywistym, izolacja dzieci od siebie w rzeczywistym świecie, brak spontanicznych kontaktów, rosnące zagrożenia wobec dzieci, nowe cyfrowe strefy wpływu na osobowość naszych pociech. Kandydatów na współczesne wyzwania jest znacznie więcej, natomiast nie wydaje się istnieć rosnąca liczba dobrych praktyk i zachowań, których rodzice mogliby się nauczyć, by odpowiedzieć na potrzeby współczesnych dzieci.

Rodzice, tak samo jak nauczyciele, potrzebują ciągle rozwijać swój zasób kompetencji wychowawczych, tak by ich działania były zrozumiałe i efektywne dla ich dzieci. Co dzisiaj stanowi zestaw kluczowych umiejętności rodzica? Trudno odpowiedzieć jednoznaczenie na to pytanie, bo każde dziecko wymaga nieco innego podejścia. Skupiam się na kwestiach ważnych z mojej perspektywy, ale nie każdy musi się z nimi zgadzać. Zachęcam do komentowania i dzielenia się waszymi obserwacjami.

Jedną z najważniejszych umiejętności jaką powinien posiadać rodzic jest zdolność do aktywnego słuchania. Szczególnie przy szybkim tempie życia, ogromnej ilości zadań do wykonania w pracy i poza nią, bardzo łatwo można nie zauważyć istotnego wątku poruszonego przez dziecko. A nawet jak się go zauważy, to nasza reakcja może być bardzo powierzchowna i w rezultacie będzie pokazywać postawę lekceważącą dziecko. Aktywne słuchanie, poparte odzwierciedlaniem tego co mówi druga osoba, pytaniami o kwestie niezrozumiałe dla nas i podejmowaniem konkretnych działań w ustalonym czasie daje dziecku poczucie bycia wysłuchanym. To rodzi szacunek, który ma szansę być odwzajemniony w zachowaniu dziecka. Aktywne słuchanie zajmuje tylko trochę więcej czasu, ale jest to inwestycja dająca bardzo dobre efekty dla wszystkich w rodzinie.

Drugą umiejętnością jaką powinien wykazać się rodzic jest przekazywanie odpowiedzialności dziecku. O co w tym chodzi? Bardzo często rodzice wyręczają dzieci w wykonywaniu najróżniejszych czynności, ponieważ zależy im na czasie i pieniądzach, które mogą oszczędzić robiąc coś szybciej i lepiej niż dziecko. Komunikat jaki wysyła takie podejście jest jednoznaczny: "Do niczego się nie nadajesz, jesteś życiową kaleką, która nie potrafi nic zrobić!" Może po jednej takiej sytuacji, dziecko nie będzie załamane, ale po sześćdziesięciu jego pewność siebie spadnie. Nie bójmy się przekazywać odpowiedzialności dzieciom za niektóre dorosłe sprawy. Pokażmy co jest do zrobienia, jak można to zrobić i po czym dziecko pozna, że zadanie zostało wykonane. W ten sposób, my zachowujemy pewną dozę kontroli, jednocześnie darząc dziecko zaufaniem, co może spowodować wzrost jego pewności siebie i gotowość do podejmowania się coraz ambitniejszych zadań.

Trzecią sprawą jest umiejętność wspierania swojej pociechy. W mojej dotychczasowej karierze nauczyciela spotkałem się z najróżniejszymi formami okazywania wsparcia i motywacji do pracy od systemu kar, poprzez system kija i marchewki, aż do zalewania dziecka prezentami za nawet najdrobniejszy sukces. Skąd wiem o tym, jakie systemy mają rodzice? Bo rodzice mówią o nich zawsze wtedy kiedy dziecko ma problemy z nauką w szkole. Rodzice mówią, że nie wiedzą już co zrobić, że dla dobra dziecka zabrali mu wszystkie urządzenia mobilne, odcieli internet, albo żeby zmotywować dziecko obiecali mu kilkudniowy wyjazd do Włoch jeśli dostanie czwórkę z kartkówki z języka obcego na poziomie podstawowym. Wsparcie to nie zalewanie prezentami ani wojskowo-więzienna musztra. Wsparcie to zbudowanie świadomości, że dziecko może popełniać błędy i rodzice będą nadal je kochać i pomagać. Istotna jest rozmowa z dzieckiem po odniesionej porażce, prowadzona za pomocą pytań otwartych w taki sposób, żeby dziecko samo uświadomiło sobie przyczynę porażki i zaplanowało działania na przyszłość. Wsparcie rodziców nie jest umiejętnością, którą da sie włączyć jak telewizor. By wzbudzić zaufanie dziecka, rodzic musi być konsekwentny w swoich zachowaniach, ponieważ będzie wielokrotnie testowany czy potrafi być wspierającym rodzicem. 

Trzy kompetencje, dzięki którym możemy nawiązać relację z dzieckiem i poprowadzić jego rozwój bez mikrozarządzania. Jak bardzo jest to istotne dla funkcjonowania dziecka zarówno w domu jak i w szkole musiałbym pisać jeszcze przez kilka stron ale mam na uwadze wasz wzrok. Chciałbym powiedzieć jeszcze tylko jedną rzecz. Istnieją prywatne i publiczne programy mające na celu wykształcenie takich kompetencji w rodzicach. Zapytajcie szkolnego psychologa, pedagoga lub dyrektora szkoły czy mógłby zorganizować dla was takie przedsięwzięcie. Można tę kwestię podjąć na zebraniu Rady Rodziców, co będzie miało lepszy efekty. Jednym z rekomendowanych progamów jest Szkoła dla Rodziców i Wychowawców od której możecie zacząć.

Dla niektórych opisanie tylko trzech kompetencji może być niewystarczające i macie rację. Zachęcam do dzielenia się w komentarzach swoimi spostrzeżeniami co jeszcze odgrywa kluczową rolę w kontaktach rodziców z dziećmi.