Pokazywanie postów oznaczonych etykietą oświata. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą oświata. Pokaż wszystkie posty

Szkoły bez podstawy programowej, szkoły rewolucyjne!



A gdyby tak.. pozbyć się podstawy programowej?


Staś wraca do domu ze szkoły. Mama pyta go jak spędził dzień. Staś opowiada co robił w szkole. Dziś był wielki dzień, ponieważ Staś mógł wreszcie połączyć w całość elementy, których się ostatnio uczył. Staś opublikował wpis na blogu o sposobach kontroli prywatnych wydatków. Wcześniej uczył się jak tworzyć blog, jak konstruować wpis na blogu oraz w jaki sposób spisywać wydatki i zabezpieczyć sobie płynność finansową. Czy chciałbyś/chciałabyś chodzić do szkoły, która uczy umiejętności potrzebnych w otaczającym nas świecie i w przyszłości? Wyobraź sobie, że w Twoim mieście każda szkoła podstawowa i każda szkoła średnia ma zupełną swobodę decydowania o tym czego uczyć, kiedy i w jakich ilościach. Każda szkoła komponuje swój zestaw treści do nauczenia, bez przymuszania uczniów do nauki tego co jest im niepotrzebne w danej chwili lub czego nie są w stanie jeszcze zrozumieć. Wyobraź sobie szkołę, gdzie co roku to uczeń w porozumieniu z rodzicami decyduje jakie kursy będzie realizować. A kiedy dziecko rozwinie nowe zainteresowania np. w szkole średniej, o których wcześniej się nie uczyło, żeby mogło wrócić do szkoły podstawowej w nowym roku szkolnym i odbyć dany kurs potrzebny mu teraz. 

Pełna elastyczność dla wszystkich!


Czy taka bajka jest możliwa do zrealizowania? Spróbujmy prześledzić co może się zadziać w szkole bez podstawy programowej. Gdybym miał możliwość pokierowania taką szkołą, chciałbym zacząć od zaprojektowania zestawu umiejętności i wiedzy potrzebnych do przetrwania w dzisiejszych czasach. W tym celu użyłbym podejścia zwinnego, np. Design Thinking, żeby iteracyjnie dojść do najlepszej kombinacji treści do nauczenia. Obecnie spora część z tego co jest zawarte w podstawach programowych jest bardzo przestarzała i nie przydaje się w aktualnej rzeczywistości. Zebranie potrzeb, zdefiniowanie co jest do wykonania, wybór metod osiągnięcia celu, konstrukcja prototypu, testowanie i poprawki to efektywny sposób na stworzenie możliwie najlepszej oferty dla uczniów. Uczenie się na błędach w edukacji dzieci może brzmieć kontrowersyjnie, ale w momencie kiedy nie mamy specjalnie innej formy weryfikacji skuteczności działania prototypu, jest to jedyne wyjście.

Dwa filary to podstawa!


Stworzenie zestawu umiejętności i wiedzy potrzebnego współczesnym dzieciom i nastolatkom to pierwszy filar. Drugim filarem jest wspomniane kształcenie ustawiczne. Niezależna konstrukcja kursów połączona z ich aktualizacją co kilka lat mogłaby stanowić wartość również dla ludzi dorosłych, jeśli mogliby skorzystać z takich samych kursów. Oznacza to możliwość zdobywania wiedzy w instytucji oświatowej przez całe życie. Oferta kursów w szkole dla lokalnej społeczności może mieć bezpośredni wpływ na rozwój okolicy. Pytanie brzmi: czy jest potrzeba takiego rozwoju? Mogę odpowiedzieć na to pytanie tylko ze swojej perspektywy i na podstawie tego co przeczytałem o sytuacji w USA.

Odkąd skończyłem szkołę miałem pewien niedosyt wiedzy w kwestii matematyki, informatyki oraz fizyki, które realizowałem na poziomie podstawowym. Jestem świadomy istnienia kursów różnego rodzaju, darmowych i płatnych w tych dziedzinach, ale jakoś nigdy nie zapisałem się na żaden z nich z powodu obaw o jakość oferowanych zajęć. Gdyby jednak wspomniane zajęcia były prowadzone przez wykwalifikowaną kadrę w godzinach po pracy być może chętniej bym się na nie zapisał. Moja mama z kolei chętnie zapisałaby się już teraz na jakiś kurs, ale nie chce narobić sobie wstydu np. uczestnicząc w Uniwersytecie Trzeciego Wieku, bez posiadania doświadczenia i wykształcenia wyższego. Chociaż nieraz jej tłumaczyłem o co w tym chodzi, to i tak nie jest w stanie zmienić swojego zdania. Co innego szkoła, która jest dla niej bardziej znanym środowiskiem

W USA z podobnymi pomysłami wychodzi coraz więcej uczelni wyższych. Ich oferta jest jednak skierowana głównie do absolwentów uczelni. W naszym przypadku adresatami oferty mogliby być wszyscy ludzie, którzy chodzili do szkoły. Oczywiście pozostaje kwestia finansowania zajęć dla dorosłych oraz uczęszczających do szkół wyższego stopnia. Rozwiązanie dla dzieci w wieku szkolnym jest proste. Skoro pieniądze idą za uczniem, wystarczy, że damy uczniowi możliwość bardziej swobodnego decydowania o dysponowaniu kwotą przeznaczoną na jego edukację. Oznacza to, że w nowej rzeczywistości moglibyśmy wybierać nie klasy, nie szkoły, a kursy. Konsekwencją takiego rozwiązania byłoby uczęszczanie przez uczniów do kilku szkół jednocześnie, tak by mogli najbardziej elastycznie dobrać swój indywidualny grafik zajęć. Logistyka takiego rozwiązania jest łatwa do zorganizowania przy pomocy odpowiedniego oprogramowania i decyzji, która szkoła byłaby szkołą - matką, odpowiedzialną za przyjmowanie, przechowywanie i wydawanie dokumentów uczniów. 

W kwestii osób dorosłych, konieczne byłoby pobieranie opłat, ponieważ nasz budżet państwowy nie byłby w stanie wesprzeć wszystkich w zakresie dokształcania się. Z drugiej strony, dzisiaj istnieje wiele programów wsparcia dla milionów Polaków, które można by przekierować na edukację. Inicjatywy rozwojowe pozwoliłyby na efektywniejsze spożytkowanie cennych środków z budżetu państwa. Niestety, nie zmienia to faktu, że wiedza i umiejętności kosztują, więc nawet przy dotowaniu zajęć dla dorosłych przez państwo potrzebne byłyby opłaty za kursy. Sama myśl, że ktoś ma możliwość dokształcić się w obszarach, których nigdy nie opanował jako dziecko, albo w zupełnie nowych, współczesnych aspektach, np. związanych z technologią, jest dla mnie fascynująca. 

Wyzwania, wyzwania..


Pozostaje jeszcze sprawa bezpieczeństwa uczniów w wieku szkolnym. W momencie, kiedy byłaby możliwość uczęszczania na zajęcia w różnych szkołach w ciągu dnia, transport i bezpieczeństwo stanowiłyby wyzwanie, szczególnie na niższych poziomach edukacji. Jednym z rozwiązań mogłoby być ograniczenie mobilności uczniów poprzez ograniczenie możliwości przebywania na zajęciach tylko w jednej szkole w ciągu danego dnia. Innym rozwiązaniem byłoby stworzenie sieci transportu publicznego dla uczniów do przemieszczania się między szkołami.

Czy proponowane rozwiązanie ma jakieś wady? Na pewno wzbudza szereg pytań i wątpliwości. Po pierwsze, w jaki sposób uczeń ma się przygotować do matury lub testu ósmoklasisty jeśli będzie brał tylko kursy odpowiadające jego zainteresowaniom? Po drugie, co jeśli uczeń zmieni ścieżkę życiową w trakcie nauki? Co z aspektem społecznym szkoły? Czy uczeń będzie czuł jakiś związek z miejscem i ludźmi jeśli będzie zmieniał je tak często? Czy taki system wprowadzi więcej wyboru, ale również więcej chaosu? Jak skoordynować oceny i postępy uczniów? Kto ma się tym zająć?... Pytania można mnożyć, chciałbym jednak zająć się kluczowymi kwestiami, zostawiając pozostałe na inną dyskusję.

Wybór i odpowiedzialność


Jeśli chodzi o egzaminy zewnętrzne, przygotowanie do matury czy testu ósmoklasisty jest priorytetem dla wielu ludzi, ale nie dla wszystkich. Są osoby, dla których matura jest stratą czasu i nie potrzebują one posiadać takiego zaświadczenia. Dla nich liczą się tylko umiejętności, które są w stanie pokazać na żywo. Z drugiej strony, jest duża grupa ludzi, dla których matura jest przepustką na studia i do wymarzonej pracy. Z reguły wiąże się to z profesjami zaufania publicznego. System, który proponuję po pierwsze daje możliwość wyboru ścieżki rozwoju ucznia, biorąc pod uwagę jego plany na przyszłość. Po drugie, ten system motywuje do podejmowania odpowiedzialnych decyzji i myślenia o swojej przyszłość, ponieważ jeśli ktoś chce być lekarzem, to bez matury z chemii czy biologii, będzie miał marne szanse na realizację swojego marzenia. Lecz bycie na przykład programistą nie wiąże się posiadaniem świadectwa z paskiem czy wysokich wyników na maturze, liczą się realne umiejętności.

Zmiana ścieżki życiowej w nowym systemie byłaby jeszcze łatwiejsza niż dzisiaj, ponieważ oprócz możliwości przystępowania do egzaminu maturalnego i poprawiania go po ukończeniu szkoły, doszłaby również opcja przygotowania się do egzaminów w szkole wyboru, gdzie moglibyśmy liczyć na solidną jakość usług. Z takim wsparciem, zmiana naszych kwalifikacji mogłaby stać się jeszcze łatwiejsza.

Perspektywa społeczna


Aspekt społeczny szkoły jest jednym z największych wyzwań dla nowego systemu, ponieważ uczniowie nie mogliby poczuć tak mocno przynależności do grupy szkolnej, jak ma to miejsce obecnie. Z drugiej strony, możliwość integracji z większą ilością ludzi daje nam szansę na bardziej rozwiniętą sieć znajomości w świecie rzeczywistym. Co więcej, uczniowie zostaliby uwolnieni od przymusu przebywania z osobami, których nie tolerują np. z powodu ich zachowania. Wiemy doskonale, że w obecnym systemie więzi, które dzieci zawierają między sobą nie są zawsze na takim samym poziomie. Znalezienie sobie przyjaciół jest niezależne od tego z kim przebywamy w ciągu dnia w szkole. A tych z was, którzy nie są przekonani co do mojej propozycji zachęcam do zaznajomienia się z systemem zajęć w różnych grupach międzyoddziałowych, który często funkcjonuje i sprawdza się w szkołach w USA.

Kto da uczniom świadectwa?


Kolejnym wyzwaniem jest ocenianie i wystawianie świadectw na podstawie ocen. Gdybyśmy stworzyli jednolity system dla wszystkich szkół objętych nowym podejściem, w którym nauczyciele zapisywaliby postępy uczniów, nie byłoby problemu z koordynacją ich wyników i ocen. Krajowy edziennik dałby możliwość zapisu na zajęcia oraz wystawiania ocen z przedmiotów zaliczonych przez daną osobę. Instytucją odpowiedzialną za wystawienie świadectw mogłoby być CKE oraz OKE, które mają doświadczenie w wystawianiu świadectw maturalnych na masową skalę.

Kultura... fizyczna głupcze!


Ostatnim ważnym aspektem, wcześniej pominiętym, jest wychowanie fizyczne, które dzisiaj często jest omijane przez uczniów szerokim łukiem. Dla mnie lekcje wf-u były bardzo niejednorodne, to znaczy, że np. lubiłem, kiedy graliśmy w sporty drużynowe i ćwiczyliśmy technikę gry oraz zagrania z danej dyscypliny, żeby być lepszymi w niej, ale nie cierpiałem biegania na dystans oraz różnych dziwnych ćwiczeń na drabinkach takich jak wymyk i odmyk. Wiadomo, że nie każdy ma takie podejście do kultury fizycznej jak ja, dlatego po raz kolejny jestem za daniem uczniom wyboru co chcieliby w danym roku lub semestrze trenować w ramach lekcji wf-u. Istotne jest, żeby uczniowie czerpali przyjemność z uprawiania sportu, tak by ich organizmy mogły rozwijać się prawidłowo.

Podsumowanie


Moja propozycja jest do pewnego stopnia rewolucyjna, ale biorąc pod uwagę możliwości techniczne oraz dzisiejsze trendy i potrzeby społeczeństwa, jest to również wykonalna wizja przyszłości edukacji. Zachęcam Cię do podzielenia się obserwacjami na temat mojej propozycji, a jeśli masz swoją wersję tego jak mógłby wyglądać nasz system edukacyjny, podziel się swoim pomysłem z innymi, bo warto dzielić się dla dobra naszych dzieci.





Rola psychologa w szkole - jak mogłaby wyglądać?



Problem psychologiczny



Praca psychologa szkolnego jest bardzo trudna i złożona. Musi on wypełniać sterty papierologii, wykonywać swoje zadania i polecenia przełożonego jak każdy pracownik szkoły, ale oprócz tego spoczywa na nim ogromna odpowiedzialność za stan psychiczny uczniów, szczególnie Polecamy relację z wykładu prof. Vetulaniego o czynnikach wpływających na rozwój mózgu:

https://www.pulshr.pl/edukacja/jerzy-vetulani-jak-usprawnic-mozg-nastolatka,31857.htmlwymagających specjalnego podejścia. Od czasu do czasu w różnego rodzaju mediach pojawia się problem braku psychologów szkolnych zatrudnionych na etat. Częściej są to albo osoby zatrudnione na kilka godzin, albo w ogóle nie ma kogoś takiego w szkole. Żądamy obowiązku zatrudniania psychologów w każdej szkole, bo widzimy, że jest potrzeba kontaktu ze specjalistą. Z drugiej strony, często zdarza się tak, że kiedy psycholog znajdzie się na pokładzie, jednym z jego głównych zadań staje się łatanie dziur kadrowych w szkole, z racji bycia dostępnym. W związku z tym, po raz kolejny stajemy w obliczu propozycji zmian, które bez odpowiedniego wsparcia mogą okazać się nieudanym i kosztownym kaprysem, raczej niż efektywnym sposobem pomocy współczesnym dzieciom. 

Dzisiaj zadania psychologa regulują Karta Nauczyciela oraz Ustawa Prawo Oświatowe i Rozporządzenie ws. pomocy psychologiczno-pedagogicznej. Serwis epedagogika podaje na ich podstawie następujący zakres działań psychologa szkolnego:

  • prowadzenie badań i działań diagnostycznych uczniów, w tym diagnozowanie indywidualnych potrzeb rozwojowych i edukacyjnych oraz możliwości psychofizycznych uczniów w celu określenia mocnych stron, predyspozycji, zainteresowań i uzdolnień uczniów oraz przyczyn niepowodzeń edukacyjnych lub trudności w funkcjonowaniu uczniów, w tym barier i ograniczeń utrudniających funkcjonowanie ucznia i jego uczestnictwo w życiu przedszkola, szkoły i placówki,
  • diagnozowanie sytuacji wychowawczych w przedszkolu, szkole lub placówce w celu rozwiązywania problemów wychowawczych stanowiących barierę i ograniczających aktywne i pełne uczestnictwo ucznia w życiu przedszkola, szkoły i placówki,
  • udzielanie uczniom pomocy psychologiczno-pedagogicznej w formach odpowiednich do rozpoznanych potrzeb,
  • podejmowanie działań z zakresu profilaktyki uzależnień i innych problemów dzieci i młodzieży,
  • minimalizowanie skutków zaburzeń rozwojowych, zapobieganie zaburzeniom zachowania oraz inicjowanie różnych form pomocy w środowisku przedszkolnym, szkolnym i pozaszkolnym uczniów,
  • inicjowanie i prowadzenie działań mediacyjnych i interwencyjnych w sytuacjach kryzysowych,
  • pomoc rodzicom i nauczycielom w rozpoznawaniu i rozwijaniu indywidualnych możliwości, predyspozycji i uzdolnień uczniów,
  • wspieranie nauczycieli, wychowawców grup wychowawczych i innych specjalistów w: rozpoznawaniu indywidualnych potrzeb rozwojowych i edukacyjnych oraz możliwości psychofizycznych uczniów w celu określenia mocnych stron, predyspozycji; zainteresowań i uzdolnień uczniów oraz przyczyn niepowodzeń edukacyjnych lub trudności w funkcjonowaniu uczniów, w tym barier i ograniczeń utrudniających funkcjonowanie ucznia i jego uczestnictwo w życiu przedszkola, szkoły i placówki; udzielaniu pomocy psychologiczno-pedagogicznej.
Zakres działań tutaj wymienionych jest opisany dość ogólnie, co z jednej strony daje możliwość większej elastyczności w pracy psychologa, ale z drugiej strony daje możliwość dowolnej interpretacji tego zakresu przez dyrektora. Dlatego chciałbym zaproponować uszczegółowienie co może być zrobione w odniesieniu do konkretnych punktów, by pomoc psychologa była efektywna dla współczesnych dzieci i młodzieży.

Diagnoza potrzeb



Głównym źródłem informacji do diagnozy potrzeb jest analiza opinii lub orzeczeń z poradni psychologiczno-pedagogicznej. Są to dokumenty dające nam zalecenia co zrobić by dany uczeń mógł lepiej funkcjonować w szkole. Bardzo istotnym elementem jest tutaj kontakt psychologa z nauczycielem. Samo przekazanie zaleceń nauczycielowi nie gwarantuje, że nauczyciel będzie pamiętał o nich, ponieważ w każdej grupie lub klasie jest co najmniej kilka osób z różnymi dostosowaniami. Lepszym rozwiązaniem byłoby dodanie do edziennika modułu, który pozwalałby psychologom zasygnalizować specyficzne potrzeby ucznia z możliwością szybkiego rozwinięcia przez najechanie na zaznaczonego w określony sposób ucznia. Dla nauczyciela taka informacja może być bardzo przydatna. Gdyby opinie z poradni mogły zostać unowocześnione, np. poprzez dodanie qrcode'ów na papierowej wersji, uzupełnianie profilu ucznia w edzienniku mogłoby zająć chwilę. Wystarczyłby skaner i oprogramowanie. Nie wiem jak inne edzienniki, ale Vulcan już teraz ma moduł czytający kod z urządzenia mobilnego i można go wykorzystać do innych czynności. Dobrze byłoby, gdyby taki system był obecny w całym kraju, lub chociaż w większym rejonie. 

Diagnoza sytuacji wychowawczych



Kluczowym problemem w przypadku diagnozy tego co dzieje się na bieżąco w klasach jest brak przepływu informacji. I nie chodzi tu o dostęp do środków, bo często jest on zagwarantowany. Mamy możliwość kontaktu mailowego, mamy komunikatory, mamy edziennik, kontakt osobisty, ale te narzędzia są bezużyteczne jeśli nie wykonamy wysiłku i nie nawiążemy rozmowy z psychologiem. Lepszym rozwiązaniem mogłoby być zachęcenie do dzielenia się obserwacjami zachowań w klasie. Mogłoby to być w formie ankiety z kilkoma pytaniami, którą wychowawca mógłby zrobić w minutę. Ankieta wysyłałaby się co tydzień i dawałaby możliwość kontaktu wychowawców z psychologiem. Czy brzmi to jak dokładanie kolejnego obowiązku wychowawcom? Nie ma co do tego wątpliwości, ale podejrzewam, że bez takiego narzędzia wychowawca może nie zgłosić danej sprawy z różnych względów, zarówno zewnętrznych jak i wewnętrznych. Natomiast wywołanie przepływu informacji i możliwość szybkiej analizy poszczególnych rodzajów zachowań pokazuje psychologom możliwe kierunki działania i poprawia efektywność ich działań. Czy wszyscy wychowawcy będą sumiennie wypełniać takie mini raporty co tydzień? Pewnie nie, ale to już zależy jak zostanie przedstawiony temat na wprowadzeniu. Co więcej, nawet wzrost raportowania sytuacji o dziesięć procent da efekty na dużą skalę.

Udzielanie pomocy psychologiczno-pedagogicznej



Pomoc dzieciom zgodnie z zaleceniami z opinii lub orzeczeń może przybierać różne formy. Mogą to być zajęcia korekcyjno-kompensacyjne, logopedyczne, lub wyrównawcze z przedmiotów, lub też inne wskazane w opinii/orzeczeniu. Problem w tym, że często propozycje pomocy są skierowane na ćwiczenie konkretnych umiejętności, a pomijają nastawienie mentalne do całego procesu uczenia się, lub nawet do rzeczywistości. Dopiero zagłębienie się w to co boli dziecko na poziomie biologicznym, emocjonalnym, poznawczym, społecznym i prospołecznym może doprowadzić do wzrostu szans na zadziałanie propozycji z opinii i orzeczeń. Takie działania wymagają jednak czasu i wielu rozmów, więc są trudne do zrealizowania w dzisiejszych warunkach. Dlatego bardzo ważną rolę powinno odgrywać uczenie dzieci metod self-regowych oraz NVC w kontekście interakcji oraz radzenia sobie z wewnętrznymi rozterkami. Jeśli dzieci dostaną narzędzia do regulacji tego co przeżywają, jest większa szansa na to, że sami będą w stanie sobie poradzić z częścią swoich problemów.

Profilaktyka uzależnień 



Mam wrażenie, że większość szkół popiera wersję wydarzeń, w której jako główny środek profilaktyczny stosuje się strach. Szkoły zapraszają policję, byłych narkomanów i innych przestępców na rozmowy o tym, że narkotyki, papierosy, alkohol i inne używki są złe i wyniszczają organizm. Jednak skuteczność tych działań jest wątpliwa, ponieważ problem używek wśród nastolatków rośnie. Współczesny psycholog mógłby spróbować dotrzeć wraz z uczniami do motywacji stojących za sięganiem po używki. Takie kwestie jak akceptacja w grupie, imponowanie rówieśnikom, czy inicjacja w nowym środowisku wywierają ogromną presję na młodych ludziach.Czasami forma jaką przybiera dany rodzaj nacisku jest pozornie niegroźna, ale robienie coś dla żartów, albo zakład z kolegą/koleżanką, że coś się zrobi, może mieć groźne konsekwencje. Niestety dotarcie do prawdziwych motywacji za sięganiem po używki jest bardzo trudne, nie tylko dlatego, że młodzież dobrze ukrywa fakt, że ma doświadczenia z używkami, ale również dlatego, że często młodzi ludzie nie są sami do końca świadomi swoich decyzji i wyborów. W konsekwencji, potrzebny jest czas, żeby doprowadzić daną sprawę do końca. Co więcej, nie jest łatwo pokazać uczniom co może popchnąć je do sięgnięcia po używki i jakie mogą być konsekwencje ich decyzji. 

Działania związane z zaburzeniami zachowania



Zarówno łagodzenie skutków zaburzeń zachowania, jak i prewencja w tym aspekcie to duże wyzwanie dla psychologów. Bez wsparcia rodziców i innych osób, z którymi dzieci wchodzą w interakcje sam psycholog nie jest w stanie zdziałać wiele. Tylko połączenie sił i przepływ informacji mogą dać efekt poprawy zachowania dziecka. Pamiętajmy, że zazwyczaj dziecko nie jest odizolowaną jednostką zamkniętą w pustej przestrzeni bez kontaktu z innymi ludźmi. Jest częścią społecznego systemu i właśnie tak jak sugeruje myślenie systemowe, powinniśmy patrzeć na nie z szerszej perspektywy Jego zachowanie wpływa na innych oraz zachowanie innych odbija się na dziecku. Jednak, żeby rodzice i nauczyciele mogli wesprzeć psychologa w działaniach łagodzących lub prewencyjnych, oni sami muszą nabrać świadomości jak to co mówią i robią w odniesieniu do dziecka jest przez nie odbierane. Otwartość rodziców i nauczycieli jest w tym aspekcie kluczowa i najtrudniejsza do uzyskania. Rolą psychologa mogłoby być zorganizowanie szkolenia dla rodziców otwierającego ich na takie tematy jak stres u dziecka, emocje, komunikacja, porozumienia bez przemocy, empatia. 


Mediacje i interwencje



Psycholog jest nieocenioną osobą w sytuacji spornej, szczególnie jeśli pozostałe strony konfliktu nie mają kompetencji pozwalających na efektywne porozumienie się. Należy jednak zorganizować proces mediacyjny i interwencyjny w sposób niezakłócający realizacji pozostałych zadań psychologa. Jest to istotne, ponieważ często sytuacje konfliktowe nie kończą się na jednym spotkaniu. Nawet jeśli uda się opanować daną sytuację, możliwe, że jako forma odwetu, z drugiej strony będą pojawiać się kolejne problematyczne zachowania prowadzące do kolejnych interwencji. Mamy wtedy do czynienia z błędnym kołem, które nie jest łatwo przerwać, ponieważ każda ze stron domaga się sprawiedliwości dla swojego dziecka. Psycholog potrzebuje w tym momencie wsparcia dyrekcji, która może ustalić porządek i ramy czasowe spotkania i wesprzeć je formalnym autorytetem, żeby były respektowane. Oznacza to, że dyrekcja musi być również świadoma jak wygląda proces mediacyjny/interwencyjny oraz posiadać wiedzę dotyczącą dotychczasowego przebiegu danej sprawy. 

Pomoc w rozwijaniu predyspozycji uczniów



Odkrycie talentu u dziecka jest pewnego rodzaju wyzwaniem i wiąże się czasami ze znalezieniem w sobie woli do akceptacji danej zdolności u naszej pociechy. Rodzice, patrząc codziennie na swoje maleństwa, snują wizje jak może wyglądać ich przyszłość, kiedy zostaną ważnymi osobami, z dobrze płatną pracą lub własną firmą i odniosą sukces w życiu jako prawnicy, lekarze, informatycy, finansiści, bankierzy itp. Kiedy jednak okazuje się, że zamiast lubić matematykę, biologię, fizykę lub wiedzę o społeczeństwie dziecko tylko wyśmienicie rysuje, gra na gitarze elektrycznej lub o zgrozo, czerpie przyjemność z uczenia innych, dla rodziców może to być szok, z którym ciężko będzie im sobie poradzić. Psycholog powinien służyć rodzicom wsparciem i pomóc im uświadomić sobie, że nie zawsze to co sobie założymy zostanie spełnione przez dziecko. Z drugiej strony, dziecko również potrzebuje wsparcia w zaakceptowaniu, że jest dobrym w danym obszarze, ale nie jest to koniecznie rzecz, o której marzyło. Być może coachingowe podejście jest w stanie tutaj sprawdzić się najlepiej, ale wymaga ono konkretnych umiejętności od psychologa, szczególnie w odniesieniu do dziecka. 

Bariery edukacyjne i poznawcze



Mam wrażenie, ze coraz więcej uczniów staje wobec niemożliwego do przeskoczenia muru w postaci braku umiejętności uczenia się. Ale kiedy człowiek zagłębi się w temat, okazuje się, że dzieci często poświęcają mnóstwo czasu na opanowanie materiału np. na sprawdzian i mają wiedzę, która w magiczny sposób umyka jak tylko zaczyna się sprawdzian. Jednak nie magia jest odpowiedzialna za ten stan rzeczy, a stres, który, jeśli jest odpowiednio duży, potrafi zmusić nasz mózg do wyłączenia świadomego myślenia i przełączenia się w tryb walki lub ucieczki. To stres powoduje zaniki w pamięci na testach u uczniów. Psycholog może pomóc uczniowi oraz nauczycielowi zidentyfikować źródło tego stresu. Nie jest to łatwe zadanie, ponieważ często czynnik wywołujący zdenerwowanie, strach, smutek, czy agresję działa podświadomie. Pomocne może tu być pięć obszarów stresu z self-regulation. 

Czym nie powinien się zajmować psycholog?



Jest cała masa czynności nie wchodzących bezpośrednio w zakres obowiązków psychologa. Znajdują się wśród nich często takie czynności jak kupowanie nagród książkowych dla uczniów na zakończenie roku szkolnego, chodzenie na opieki z uczniami z powodu braków kadrowych, opieka nad uczniami w czasie wyjść szkolnych, również integracyjnych, praca w zespołach nadzorujących egzaminy, czy opieka nad uczniami w czasie kilkudniowych wycieczek szkolnych. Większość tych zadań leży w gestii nauczycieli i psycholog nie powinien poświęcać na nie swojego czasu, ponieważ jak wynika z tego co napisałem wcześniej, zakres zadań psychologa w szkole jest ogromny. Rzeczywistość pokazuje jednak, że praca psychologa jest postrzegana jako ważna, ale niekoniecznie pilna do wykonania i jego zadania można odkładać na później.


Podsumowanie



Równowaga psychiczna, poczucie bezpieczeństwa i dobra atmosfera to czynniki, od których warto zacząć budowanie społeczności szkolnej. Bez tego uczniowie nie będą w stanie uczyć się efektywnie i będą podatni na porażki szkolne, które tylko przyczynią się do pogłębiania problemu. Dzisiaj, metody, którymi próbuje się uleczyć polską szkołę działają jak maść na ból pleców, niwelują objawy, ale nie leczą przyczyny problemu. Takie pomysły jak brak zadań domowych, brak ocen, czy nauka wyłącznie metodą projektową powodują, że uczniowie mogą mieć więcej czasu po szkole, ale efektywność ich procesu uczenia się będzie o wiele niższa. Jak pokazują badania, bardziej efektywne metody nie muszą wiązać się z wywróceniem całego systemu do góry nogami. Warto jest wzmocnić pozycję psychologów szkolnych, tak żeby mogli porządnie wykonywać swoją pracę i przyczyniać się do lepszych osiągnięć oraz łatwiejszego przyswajania wiedzy przez uczniów w połączeniu z dobrym samopoczuciem.

Oczywiście wszystko o czym tu napisałem jest mocno subiektywne. Jeśli masz inne spojrzenie na poruszane przeze mnie tematy, napisz proszę o tym w komentarzu. A jeśli jesteś psychologiem szkolnym, zostaw swoją opinię o tekście.





Przychodzi rodzic do nauczyciela...


Język nauczyciela to trudny język


Ktokolwiek rozmawiał kiedyś z nauczycielem ten wie, że nie jest to łatwe zadanie. Nauczyciel często czuje się obrażony, że ktoś śmie ingerować w jego podejście do nauczania. Ponadto, nie ma mowy o przyjmowaniu sugestii, czy jakiejkolwiek elastyczności w stosunku do rodzica. Nauczyciel doskonale wie co robi i nie dopuści do umniejszenia jego nieomylnego autorytetu. Będzie za wszelką cenę próbował bronić swojego punktu widzenia i szukał winy niepowodzeń u innych, byle nie u siebie. Brzmi znajomo? 

Jest wiele sytuacji, w których nauczyciele odbierani są jako wrogo nastawieni wobec rodziców. Jak jednak ma wyglądać to inaczej, jeśli nikt nie uczy nauczycieli zasad nowoczesnej komunikacji interpersonalnej? To, że nauczyciel potrafi nawiązać kontakt z uczniami i efektywnie przekazać im wiedzę w szkole nie oznacza, że jest efektywnym interlokutorem w relacjach z rodzicami. Jesper Juul w książce Kryzys Szkoły również podkreśla fakt, że nauczyciele nie są wyposażeni w odpowiednie narzędzia do rozmowy z rodzicami oraz często nie uzyskują właściwego wsparcia ze strony kierownictwa szkoły. Jest to złożona sytuacja, której nie da się załatwić jednym szkoleniem z komunikacji. To bardziej kwestia zmiany mentalności i podejścia do rozmowy z drugim człowiekiem. 


Co z rodzicami?


Nauczyciel widząc rodzica w szkole antycypuje możliwe problemy. Często jego pierwsza myśl na widok rodzica to coś w rodzaju: "O matko, ten znowu przyszedł, ciekawe czego tym razem będzie chciał." Skąd to wiem? Bo sam kiedyś tak podchodziłem do kontaktu z rodzicami. Było to w czasach kiedy dopiero uczyłem się warsztatu pracy i nie miałem pewności, że moje działania są w stu procentach słuszne. Dzisiaj też nie zawsze mam taką pewność, ale wiem, że rodzic, który przychodzi do szkoły po pierwsze pokazuje, że mu zależy bo ma jeszcze siłę zająć się swoim dzieckiem mimo tysiąca innych obowiązków w ciągu dnia. Po drugie, najczęściej chce się spotkać by omówić trudną dla niego lub jego dziecka sprawę i tak naprawdę to co mówi może być bardzo konstruktywne oraz produktywne dla nauczyciela i jego metod pracy z uczniem. 

Niestety, nie zawsze komunikacja rodzic-nauczyciel wygląda wzorowo także ze strony rodzica. Nauczyciele są w stanie podać niezliczone przypadki kiedy ich poczucie wartości spadło po rozmowie z rodzicem. Nie w wyniku objawienia doznanego dzięki konstruktywnej rozmowie opartej na faktach, a w wyniku usłyszenia sterty wyzwisk, insynuacji, bezpodstawnego podważania sposobu pracy, tylko po to, by dziecko nie musiało robić np. bardziej wymagających zadań, za które nie zawsze dostanie piątkę. Sam też doświadczyłem takich rozmów, często przebiegających w atmosferze krzyku i dużych emocji ze strony rodziców. Niektórzy rodzice przenoszą na szkołę swoje praktyki komunikacyjne z innych środowisk. Zauważyłem, że jest to widoczne szczególnie mocno w korespondencji elektronicznej.


Język!


Zarówno ze swojego doświadczenia jak i znajomych nauczycieli mogę powiedzieć, że rodzice często używają określeń takich jak "Proszę wykonać", "Proszę zrobić", "Rozumiem, że się Pan tym zajmie od razu?", "Czy może mi Pan wyjaśnić dlaczego moje dziecko dostało jedynkę?!". Domyślam się, że jest to język, którym często posługują się w odniesieniu do swoich podwładnych w pracy oraz do swoich dzieci w domu. Moja znajoma miała kiedyś sytuację, w której uczeń napisał do niej maila używając całego wachlarza określeń podanych przed chwilą. Kiedy ona zapytała go dlaczego napisał do niej w tak nieprzyjemny sposób, odpowiedział jej, że tata mu tak kazał, bo jeśli napisałby inaczej, to jego wiadomość zostałaby zignorowana przez nauczycielkę. Rozkazy powodują blokady komunikacyjne, chyba że jesteśmy w wojsku i nie mamy zbyt wielu możliwości dyskutowania tego co się do nas mówi.  Póki co jednak, szkoła nie jest jednostką wojskową.

Ponadto, nagminne są niezliczone ilości znaków zapytania z rzędu (????????), wykrzykników(!!!!!!!), lub ich kombinacji (???????!!!!!). Czy są one słuszne? Nie, ponieważ niezależnie od ważkości problemu, nie prowadzą one do jego szybszego rozwiązania, tylko antagonizują sytuację. Rodzice są czasami również zdania, że nauczyciel powinien odpowiadać na wiadomości wysłane przez edziennik natychmiastowo, niezależnie od pory dnia i nocy. Po pierwsze, czasami jest to niewykonalne, bo nauczyciel już śpi. Po drugie, uniemożliwia to realizowanie pozostałych zadań. 


Wsparcie potrzebne od zaraz


Jak widać nauczyciele nie są jedyną grupą, która potrafi zagubić się w kontaktach szkolnych. Oznacza to, że rodzice także potrzebują wsparcia i narzędzi umożliwiających prowadzenie budującego dialogu pozbawionego niepotrzebnych emocji, a skupionego na efektywnym rozwiązaniu problemu. Jak jednak zmienić nastawienie rodziców i nauczycieli w sytuacji kiedy obie grupy są przekonane o swojej nieomylności i za całe zło obwiniają "tych drugich"? Najpierw konieczne jest uświadomienie obu grupom potrzeby zmiany. Moje doświadczenia w tej kwestii są na razie mizerne. W zeszłym roku zaproponowałem rodzicom w mojej klasie cykl szkoleń z programu Szkoła dla Rodziców i Wychowawców stworzonego przez Ośrodek Rozwoju Edukacji. Rodzice poparli pomysł, ale kiedy dowiedzieli się, że szkolenie ma łącznie czterdzieści godzin szkoleniowych rozłożonych na cały rok, stwierdzili, że oni jednak żadnego szkolenia nie potrzebują. Nie pomogło wsparcie jednej z mam kiedy mówiła o spojrzeniu na sprawy z innej perspektywy, wykorzystaniu nowych narzędzi, przydatności szkolenia w rozmowach z dziećmi teraz i za kilka lat. 

Często postawa roszczeniowa opiekunów powoduje, że dzieci, które przenoszą zachowania, reakcje i komentarze rodziców z domu do szkoły, ponoszą konsekwencje swoich zachowań i wypowiedzi w szkole, mimo, że rodzice robią i mówią to samo co one. Nauczyciele z kolei nie potrafią przyznać się do błędu i zmienić swojego nastawienia. Wolą za wszelką cenę tkwić w wyidealizowanym świecie wewnętrznej nieomylności. Dyrekcja powinna stworzyć warunki dla rodziców i nauczycieli do otwartego dialogu, w którym obie strony mogą się przyznać do popełnienia błędów bez doświadczania negatywnych skutków ich działania. Druga sprawa to powołanie osoby, która w trudnych przypadkach będzie mediatorem i będzie moderowała poziom dyskusji. Trzeci element to indywidualne przyznanie istnienia potrzeby nauczenia się nowego sposobu porozumiewania się z drugim człowiekiem. Kolejny aspekt stanowi nabycie umiejętności prowadzenia budującego dialogu. Można to osiągnąć dzięki programowi Szkoła dla Rodziców i Wychowawców, albo np. dzięki warsztatom z empatii i NVC tj. Non-Violent Communication. 

Dopóki sytuacja będzie trwała bez zmian, bez świadomości potrzeby zmiany, nie możemy oczekiwać, że cokolwiek pozytywnego się zadzieje oraz że będziemy świadkami innego postępowania z obu stron niż ma to miejsce teraz.


Co usłyszałem o talerzach w czasie lekcji języka angielskiego?


Pierwsze eduScrumowe szlify


W zeszłym roku szkolnym, nieco po omacku, przeprowadziłem w grupie na zajęciach pilotażowy sprint, czyli jeden cykl pracy przy użyciu frameworku eduScrum. Jedna z najważniejszych obserwacji dotyczyła czasu w jakim materiał został wchłonięty przez uczniów. Użycie słowa wchłonięty jest celowe, ponieważ zamiast miesiąca, jaki zwykle jest potrzebny do opanowania dwóch rozbudowanych aspektów gramatycznych, słownictwa oraz umiejętności komunikacyjnych, scrumujący uczniowie potrzebowali zaledwie dwóch tygodni. Wyniki ich pracy były porównywalne z ich poprzednimi osiągami oraz wynikami poprzednich roczników. Byłem wniebowzięty, bo dla mnie oznaczało to dużo więcej przestrzeni na dodatkowe rzeczy dla nich, utrwalające i rozszerzające zakres wiedzy i umiejętności.

Gotowe danie lepsze od kuchni domowej?


Uczniowie mieli jednak inne zdanie na ten temat. Większość z nich uważała, że eduScrum nie jest dla nich bo muszą myśleć o procesie uczenia się. Wiąże się to z planowaniem działań, używaniem różnorodnych źródeł zdobywania wiedzy, współpracą z innymi w teamie i przede wszystkim odpowiedzialnością za swoją naukę. Otrzymanie swobody działania, autonomii w kreowaniu procesu uczenia się i mocy decyzyjnej było dla nich piekielnie trudnym wyzwaniem. Na podsumowanie dostałem komentarz: "Wolimy dostać od Pana gotową wiedzę podaną na talerzu, żebyśmy mogli się tego szybko nauczyć."

Moja metaforyczna szczęka opadła po usłyszeniu tej refleksji. Miałem totalny zamęt w głowie. Myślałem: Jak to, przecież uczniowie zawsze narzekają na nudę na lekcji i sztywną strukturę. Daję im sprawczość, autonomię, swobodę działania dostosowaną do ich indywidualnych potrzeb a ich główna reakcja to brak zadowolenia? O co chodzi? Uczniowie mogą decydować co kiedy i jak robią i nie wykorzystują tego? Ale dlaczego?...

Zacznij od.. co się tutaj zadziało?


To pytanie nurtuje mnie od kilku miesięcy i co najmniej kilka razy w tygodniu. Zidentyfikowałem kilka aspektów związanych z opisaną sytuacją. Po pierwsze, jednym z głównych źródeł problemu jest mentalne nastawienie uczniów do nauki, inaczej, ich mindset. Z jednej strony uczniowie wyrażają chęć wzięcia udziału w innowacyjnych działaniach edukacyjnych, które uatrakcyjnią lekcję. Ale ich mindset polega na tym, że nieważne co się zrobi i tak po wszystkim oni będą musieli tę wiedzę zakuć w domu, bo różne zabawne formy pracy są super, ale tak naprawdę nie spełniają ich oczekiwania w postaci wiedzy samowchodzącej im do głowy. 

Skąd taki mindset? W przypadku uczniów publicznej szkoły średniej, bo z takimi uczniami pracowałem przy pomocy eduScrum, mogę się domyślać, że jest to rezultat wielu lat egzystencji w systemie promującym bezrefleksyjne zapamiętywanie wiedzy, często bez kontekstu lub celu w zasięgu wyobraźni. Gdybym cofnął się w czasie i był od ośmiu lat w publicznym systemie edukacyjnym a ktoś dał mi nagle przywileje o jakich wcześniej bałem się nawet marzyć, też nie wiedziałbym co z tym zrobić. 

Z drugiej strony, na poziomie systemowym, oświata publiczna, mimo dobrych założeń wyrażonych w edukacyjnych wymaganiach państwa polskiego, nie jest w stanie całościowo dokonać transformacji w nowocześnie pracujący organizm. Dlatego uczniowie nie mają okazji uelastycznić swojego podejścia do edukacji i nadal mentalnie tkwią w poprzednim stuleciu. Niemożliwa jest systemowa zmiana metodami autorytarnymi, przez zwyczajne narzucenie nowej wersji funkcjonowania w postaci rozporządzenia MEN. Może to stwierdzenie jest szokujące dla niektórych oświatowców. Lecz praktycznie z każdej książki o podstawach zarządzania zmianą w organizacji dowiecie się, że zmiana odgórna jest jak narzucony obowiązek wynoszenia domowych śmieci przez dzieci - będzie realizowany tylko pod licznymi groźbami i zostanie zupełnie zignorowany w obliczu ich braku.

Pomoc potrzebna od zaraz!


Czy jest jakiś ratunek dla naszych dzieci? Im bardziej oddolnie zaczniemy zmieniać sytuację tym większa szansa na powodzenie naszych wysiłków. Co to oznacza? Po pierwsze, potrzebne jest wsparcie i zaangażowanie rodziców. Zwinność może być cechą, którą dziecko wyniesie z domu tak samo jak pracowitość sumienność i pozytywne nastawienie do świata. Rodzice mogą się dokształcić w temacie zwinności, lub jeśli pracują w taki sposób na co dzień, przełożyć swoją wiedzę i umiejętności na kontekst domowy. Learning by doing jest tu najlepszym podejściem. Wszelkie projekty domowe wymagające kilku zadań i współpracy dzieci oraz rodziców mogą być robione zwinnie. Po drugie, w obliczu zmian w domu, szkoły powinny otrzymać sygnał od rodziców o potrzebie zmiany podejścia. To będzie motywator do działania, który, w połączeniu z pracą agentów zmiany w postaci scrumujących nauczycieli, wzmocni sygnał dla uczniów, że można pracować inaczej, lepiej, bardziej efektywnie i to bez podtykania talerzy z wiedzą. Stopniowo wstępując na coraz wyższe poziomy w hierarchii i rozwiewając wątpliwości odnośnie tego po co to wszystko, jesteśmy w stanie unowocześnić polską edukację.

Dzisiejsza rzeczywistość jest bardzo zorientowana na celowość działań. Rozumienie po co się coś robi jest kluczowym czynnikiem motywującym do podjęcia działania. Jeśli tego nie ma, to znaczy, podjęcie działania jest bezcelowe i szkoda marnować na nie swoich zasobów. Ponadto, zwinność uczniów, rodziców, nauczycieli, dyrekcji i całych szkół jest procesem wymagającym czasu. Ale jeśli nie zacznie się go wprowadzać stopniowo już dzisiaj, w tej chwili, nie mamy żadnej szansy na zobaczenie nowej rzeczywistości edukacyjnej w naszym kraju. Bądźmy jak Finlandia, zmieniajmy się zgodnie z współczesną rzeczywistością. A kto nie lubi Finladii ten może spojrzeć na Singapur, bo tam też jest ciekawie, mimo, że praca w szkoła odbywa się często w czterdziestoosobowych klasach.















Dlaczego kobiety dobrze się uczą, a nie zostają inżynierami?






Dziewczynki to humanistki?


Ostatnio w czasie spaceru z moją półtoraroczną córką próbowałem wyobrazić sobie jak mogłaby wyglądać jej przyszłość. Nie wiem, kim zostanie jak dorośnie, ale chciałbym, żeby była kimś znającym się na naukach ścisłych, matematyce, technologii informacyjnej, inaczej niż mama i tata. Tylko jak to osiągnąć kiedy tak mało kobiet chce być inżynierami? 

Ostatnia myśl skłoniła mnie do refleksji na temat tego gdzie leży przyczyna braku zainteresowania wspomnianymi dziedzinami przez kobiety. Na początku nie mogłem tego racjonalnie wytłumaczyć, ale potem wykiełkowały we mnie pewne pomysły.

Szkoła jest dla dziewczyn!


Ewa Bukowiecka-Janik w artykule pt. ,,Polska szkoła jest dla dziewczynek'' z maja 2019 sugeruje, że dziewczyny lepiej niż chłopcy odnajdują się w pruskim modelu edukacji przepełnionym dyscypliną, ponieważ predestynuje je do tego wychowanie oraz cechy biologiczne. Bukowiecka-Janik powołuje się na psycholog Justynę Filipiak, która mówi, że ,,rzeczywiście model pruski, którym rządzi porządek, rygor i ocenianie na każdym kroku, daje chłopcom mniejsze szanse na samym wstępie. Chłopcy w wieku wczesnoszkolnym mają większe trudności z koncentracją niż dziewczynki. Są bardziej ruchliwi, co komplikuje prowadzenie zajęć. Mam doświadczenia w pracy w szkole żeńskiej i rzeczywiście w grupie złożonej tylko z dziewczyn można na pierwszym etapie edukacji zrobić więcej niż w klasie koedukacyjnej.''

Są to bardzo ciekawe obserwacje, ponieważ pokazują jak wielki potencjał tkwi w dziewczynach jeśli chodzi o opanowanie wiedzy i nabywanie umiejętności. Co w takim razie dzieje się z dziewczynami na dalszych etapach edukacji co powoduje, że mniej dziewczyn interesuje się na poważnie takimi dziedzinami jak nauki ścisłe? 


Gdzie popełniamy błąd?


Może jest to kwestia okresu dojrzewania? Burza hormonalna może dużo pozmieniać w umyśle człowieka, ale chłopacy też przez nią przechodzą i jednak częściej stają się naukowcami, inżynierami, informatykami niż dziewczyny. Dane z Eurostatu pokazują, iż mimo że w krajach takich jak Polska kobiety stanowią większość studentów, to na studiach związanych z naukami przyrodniczymi, matematyką, lub technologią informacyjną jest ich dwa razy mniej niż mężczyzn. 

Być może odpowiedzialny jest system edukacji? Na tę chwilę nie można tego potwierdzić, ponieważ nie ma na żadnym etapie, ani w rekrutacji, ani w systemach oceniania, ani w egzaminach zewnętrznych warunków preferencyjnych dla żadnej z płci. Zgodnie z sugestią wysuniętą na początku, jest wręcz tak, że dziewczyny mogą lepiej radzić sobie ze szkołą niż chłopacy.

Może więc chodzi o również wcześniej wspomniane wychowanie? Spójrzmy na temat z historycznej perspektywy. Znalazłem w internecie artykuł o edukacji kobiet w ujęciu historycznym. Wynika z niego, że na przestrzeni wieków kobiety cieszyły się raczej mniejszym niż większym dostępem do edukacji. Pomijając nieliczne wyjątki, większe zmiany przyszły dopiero pod koniec XIX wieku wraz z ruchem sufrażystek we Francji. Pierwszą europejską uczelnią, która otworzyła się na kobiety była Sorbona, gdzie studiowała m. in. Maria Skłodowska-Curie. Artykuł podaje jednak, że ,, pierwsze studentki możliwość studiów odpracowywały ciężką pracą fizyczną, podczas gdy ich koledzy mieli czas dla siebie.'' I tak na przykład ,,nasza słynna rodaczka po zajęciach na uczelni musiała pomagać w akademickiej kuchni, wydawać obiady studentom oraz prać koszule i sprzątać uniwersytet.''

Wszystko co powiesz może być użyte przeciwko Tobie..


Dziś sytuacja kobiet w nauce na pewno jest lepsza, bo nie muszą sprzątać i gotować na uczelniach lub w szkołach, żeby móc się w nich uczyć. Ale czy na pewno zachowania rodziców wspierają rozwój intelektualny ich córek? W trakcie wakacji w czasie rozmów na różnego rodzaju wydarzeniach czy spotkaniach zadawałem moim rozmówczyniom pytania o tym w jaki sposób znalazły się w obecnej sytuacji zawodowej. Często powtarzały się stwierdzenia typu: ,,kiedy byłam mała moja mama/tata/moi rodzice mówili mi zawsze, że nie jestem dobra z tego (tym była np. matematyka, fizyka, chemia, geografia) więc powinnam rozwijać swoje umiejętności artystyczne/zdolności dziennikarskie/czytać poezję." Albo, jeśli osoba miała rodzeństwo: ,,mój brat umiał budować rzeczy z klocków lego więc wszyscy w rodzinie mówili mu, że zostanie inżynierem. Ja nie miałam nawet możliwości pobawić się klockami. Dla mnie były lalki i zestawy do herbaty." 

Co sądzicie o takich wypowiedziach? Dla mnie pokazują one jak silną moc perswazyjną mają zarówno świadome jak i podświadome komunikaty wysyłane przez rodziców. Czasami rodzice celowo wpajają projekcję określonej drogi życiowej dla swoich córek, sądząc, że nie będą one w stanie podołać większym wyzwaniom. Po co? Mogę tylko domyślać się, że chodzi o próbę ochrony swojego dziecka przed życiową porażką i maksymalizację szans na znalezienie partnera, który zapewni jej bezpieczny byt w przyszłości. W innych przypadkach rodzice mogą nieświadomie wprowadzać podziały ról wśród potomstwa, ponieważ nasze umysły często korzystają z uproszczeń byśmy potrafili wyobrazić sobie złożone kwestie. Może rodzina również bardziej skorzysta na swoistej dywersyfikacji umiejętności? Kto wie..

Zaufanie i wybór to podstawa!


Czy wobec silnego przekazu rodziców, dziewczyny mają w ogóle jakiś wybór swojej własnej ścieżki życiowej? To zależy. Pierwszym krokiem jest nabranie świadomości, jakiego rodzaju komunikaty przekazują rodzice. Identyfikacja  negatywnych komentarzy pomoże nabrać pewności siebie w odpieraniu rozsiewanych kłamstw na temat własnych zainteresowań lub talentów. Kolejnym krokiem jest samodzielne wyrobienie sobie opinii na temat tematów, które są w obszarze zainteresowań. Jeśli coś kręci człowieka, powinien móc to odkrywać niezależnie od swojej płci. W związku z tym warto zachować otwartość umysłu na różne obszary wiedzy. 

Bardzo wiele zależy również od postawy obecnych i przyszłych rodziców. Ich edukacja w kwestii niesugerowania przyszłych losów swoich dzieci jest kluczowa dla dobra zarówno potomstwa jak i ich samych. Zdaję sobie sprawę, że zmiana sposobu komunikacji z dzieckiem jest długotrwałym procesem i nie można nabyć takiej umiejętności dzięki jednemu warsztatowi. 

Dlatego tym bardziej warto zacząć szybko działać, jeśli chcemy zmiany obecnej sytuacji. Moim pierwszym działaniem jest niniejszy wpis, który, mam nadzieję, zachęci do dyskusji na temat edukacji kobiet pod wieloma względami. Oczywiście dla celów wyjaśnienia głównego trendu uogólniam mocno opisy zawarte w moim tekście. Mam jednak nadzieję, że i tak to co napisałem skłoni każdego z Was do podzielenia się swoimi spostrzeżeniami i pomysłami na temat edukacji kobiet.

Szkolny teamwork, czyli związki międzyszkolne

Yuval Noah Harari w książce 21 lekcji na XXI wiek podaje przykład podejścia do rozwiązywania dużych problemów odnosząc się do czasów starożytnego Egiptu. Przez setki lub tysiące lat na terenie dzisiejszego Egiptu, wokół Nilu żyło wiele autonomicznych plemion. Nil był również wtedy życiodajną rzeką, ale od czasu do czasu wychodził z brzegów, niszcząc plony lokalnych plemion. Żadne z tych plemion nie było ani na tyle zamożne, ani na tyle wpływowe by samodzielnie rozwiązać problem wylewającej się rzeki. Dopiero kiedy wszystkie plemiona porozumiały się w kwestii uregulowania rzeki, udało się rozwiązać problem. 

Lekcja płynąca z tej opowieści jest jasna i klarowna. Współpraca pozwala podejmować największe wyzwania i wychodzić z nich zwycięsko. Dla mnie podobnym do wylewającego Nilu problemem jest poziom edukacji publicznej. Im większa miejscowość, tym większa rozbieżność w poziomie nauczania szkół. Przypuszczam, że możliwe byłoby graficzne zobrazowanie sytuacji za pomocą krzywej Gaussa, gdzie mielibyśmy do czynienia z małą grupą bardzo dobrych szkół oraz bardzo kiepskich szkół, a także z pozostałymi szkołami umieszczonymi w stanie średnim.

Jak zmienić ten stan rzeczy? Na razie sytuacja jest nie do ruszenia. Słabe szkoły nie mają odpowiedniego przywództwa, środków i kadry do tego by zmienić swoją pozycję. Świetne szkoły pracują na maksymalnych obrotach, ale nie są w stanie pociągnąć całej oświaty na własną rękę. Pozostają jeszcze średnie szkoły z potencjałem do rozwoju, które dzisiaj go nie wykorzystują w pełni. Moim pomysłem na poprawę sytuacji jest to o czym mówił Harari. Szkoły powinny dobrać się w teamy na podstawie kompetencji, które posiadają tak by poszczególni członkowie uzupełniali się. Podstawowe założenie jest takie, że wykorzystując wspólnie dostępne zasoby szkoły mogą odnieść korzyść ze współpracy w postaci zwiększenia poziomu nauczania, wypracowania procedur profilaktyczno-wychowawczych, udziału w projektach edukacyjnych, również dofinansowanych z zewnątrz. 

Jakim kluczem miałby odbywać się dobór teamów? Czynniki decydujące o doborze mogłyby wyglądać następująco:

  • wyniki egzaminów zewnętrznych
  • specjalizacja szkoły
  • udział w projektach z zewnętrznym finansowaniem
  • średni próg punktowy w rekrutacji do szkoły
  • opis typowych problemów wychowawczych
  • wyposażenie szkoły
  • kompetencje miękkie nauczycieli
  • wielkość szkoły
  • lokalizacja
Ze względu na finanse, najlepiej byłoby gdyby szkoły dobierały się w teamy w obrębie jednego organu prowadzącego. To ułatwi dzielenie się zasobami. Należy również zadbać o to by szkoły nie były z dwóch różnych krańców spektrum, bo nie będzie możliwe nawiązanie dialogu pomiędzy nimi. Lepiej dokonać doboru szkół, które nie są oddalone od siebie mocno w kwestii dotykających je problemów. Procedura doboru mogłaby wyglądać następująco:

1. Szkoły wypełniają ankietę online sporządzoną na podstawie wymienionych czynników
2. OP zbiera ankiety i analizuje wyniki
3. Szkoły będące pod względem wyników egzaminów w pierwszych 50 procentach mogą być ze sobą dobierane w teamy. Szkoły z przedziału 51-100 procent mogą również być ze sobą w teamach.
4. Teamy powinny mieć od 4-6 szkół, żeby można w miarę elastycznie zarządzać pracami teamów
5. w dalszej kolejność bierze się pod uwagę kompetencje kierownictwa szkół oraz nauczycieli i na tej podstawie dobiera się szkoły na zasadzie uzupełniania
6. Następnie patrzy się na wyposażenie poszczególnych szkół i bierze się je pod uwagę na zasadzie uzupełniania

Po stworzeniu teamów, OP powinien stworzyć zespół przedstawicieli szkół i jednego pracownika OP jako leadera teamu. Na podstawie problemów i dostępnych zasobów, teamy indywidualnie określają plan działań mających na celu uczenie się od siebie i korzystanie z zasobów dla rozwoju uczniów. Oczywiście, żeby nie rozwalać zupełnie funkcjonowania szkół, działania musiałyby odbywać się cyklicznie z przerwami. Można również wziąć pod uwagę takie okresy jak ferie i wakacje. Szkoły mogłyby realizować wspólnie inicjatywy dla lokalnych społeczności, wydarzenia szkolne, wyjazdy. Możliwe byłoby też omawianie i opracowywanie rozwiązań problemów, oczywiście w atmosferze wzajemnego szacunku i bez karania za to, że dana sytuacja w ogóle zaistniała. Szkoły w danym teamie mogłyby również dzielić się dobrymi praktykami i tworzyć nowe standardy funkcjonowania. Jeśli na przykład jedna ze szkół wprowadzałaby zwinne podejście do edukacji, inne, chcąc zrobić to samo, mogłyby uczyć się na doświadczeniach członka teamu.

Współpraca buduje i to jest hasło przewodnie mojego pomysłu. Nawiązanie dialogu to pierwszy krok na drodze do poprawy jakości polskich szkół. Co sądzicie o tym wszystkim? Dajcie znać w komentarzach :-)


Kompetencje współczesnego ucznia

Co powinien umieć uczeń w dzisiejszych czasach?


W ostatniej części minicyklu kompetencyjnego chciałbym skupić się na tym co powinien potrafić współczesny uczeń. Jeśli chcecie również poczytać o kompetencjach nauczyciela oraz rodzica, gorąco do tego zachęcam. Umiejętności ucznia stanowią dla mnie bardzo istotną część i długo myślałem nad doborem trzech kluczowych kompetencji dla dzisiejszych uczniów. Zanim zaczniemy, chciałbym żebyś pod pojęciami uczeń oraz uczniowie rozumiał zarówno chłopców jak i dziewczyny. Orientację pomijam zupełnie, jako aspekt niewpływający na rozmyślania.

Pierwszą umiejętnością, którą powinni opanować uczniowie jest branie odpowiedzialności za proces uczenia się. Patrząc na moje doświadczenia mogę powiedzieć, że niektórzy moi uczniowie po otrzymaniu swobody w procesie nauczania potrafili odnaleźć się w nowej sytuacji, ale w czasie refleksji przyznali, że odpowiedzialność za uczenie się jest o wiele bardziej angażująca niż tradycyjne uczenie się. W związku z tym, woleli powrócić do metod stosowanych poprzednio, gdzie wiedza podana jest na talerzu i wystarczy ją zakuć. Efektywność tradycyjnych metod jest dość niska, stąd uczniowie powinni mieć świadomość, że branie odpowiedzialności za swoją naukę zwiększy efektywność całego procesu. Czy wiąże się to z większym wysiłkiem? Tak, szczególnie na początku, kiedy uczeń uczy się ustalać priorytety, planować naukę i sprawdzać czy to co umie spełnia wcześniej ustalone kryteria akceptacji. Ale kiedy uczniowie przekonają się do odpowiedzialności za naukę, ich uczenie się będzie skuteczne. Eduscrum jest przykładem podejścia, w którym uczeń bierze odpowiedzialność za proces uczenia się. Warto o tym więcej poczytać. 

Drugą kompetencją, którą chciałbym przedstawić jest zapamiętywanie treści. Być może brzmi to dziwnie w dzisiejszych czasach, bo wszyscy odchodzą od uczenia się na pamięć. Chodzi mi jednak o coś innego. Jest różnica pomiędzy bezmyślnym zakuwaniem na pamięć oraz opanowywaniem podstawowego zestawu informacji do sprawnego poruszania się w danej sytuacji. Mam wrażenie, że dzisiaj coraz trudniej jest uczniom zapamiętać niezbędne minimum wiedzy potrzebne do zrozumienia omawianego aspektu lub do zastosowania nowych umiejętności w praktyce. Często problem wynika z braku czasu wywołanego natłokiem aktywności. Dobrą wiadomością jest to, że możemy wyćwiczyć zapamiętywanie treści. Poza mnemotechnikami możemy poszukać technik pozwalających na zwiększenie skupienia. Moje ulubione ćwiczenia pochodzą z obszaru mindfulness ale możecie stosować szereg innych rozwiązań, które bardziej wam odpowiadają. 

Ostatnią umiejętnością kluczową dla współczesnego ucznia jest myślenie systemowe. Świadomość połączeń istniejących między poszczególnymi osobami, sytuacjami i wyborami jest bezcenna w dzisiejszym szybko pędzącym życiu. Jeśli uczeń staje przed wyborem czy ma się uczyć na sprawdzian, czy ma dołączyć do kolegów/koleżanek w grze by pomóc zrealizować quest, musi zdawać sobie sprawę ze skutków swojej decyzji, zarówno natychmiastowych jak i długofalowych. To co jest dla niego ważniejsze w skali całego życia będzie dominowało w procesie decyzyjnym. Uczniowie często nie mają motywacji by zatrzymać się na chwilę i przemyśleć konsekwencje swoich wyborów. Myślenie systemowe jest również świetną umiejętnością w kontekście rozwijania i utrzymywania relacji z ludźmi, ponieważ wprowadza element empatii, tak ważny w dzisiejszych czasach. Zrozumienie drugiego człowieka jest trudne, ale ćwiczenie czyni mistrzem i warto być cierpliwym by później lepiej dogadywać się z otaczającym światem. 

Co jeszcze jest istotne dla uczniów w dzisiejszych czasach? Zapraszam do dzielenia się swoimi spostrzeżeniami by uzupełnić obraz nakreślony przeze mnie w tym wpisie. Możesz pisać na blogu w komentarzu lub na profilach Koncepcji Edukacji w mediach społecznościowych. Jesteśmy w kontakcie!


Kompetencje współczesnego rodzica

Co dzisiaj powinien umieć rodzic

Współcześni rodzice, stając w obliczu zadania wychowania swoich dzieci, często mają skojarzenia z takimi postaciami jak mitologiczny Syzyf, biblijny Dawid, czy literacki Don Kichot. Rodzice są zaangażowani do granic możliwości. W dzisiejszych czasach trudności w wychowaniu dzieci wynikają z dezaktualizowania się tradycyjnych form wychowania. To co jeszcze trzydzieści lat temu sprawdzało się doskonale, dzisiaj nie tylko nie daje efektów, ale jest wręcz piętnowane. 

Do tego dochodzą całkiem nowe wyzwania, wcześniej niespotykane, takie jak przebywanie dzieci w mediach społecznościowych, granie w gry w sieci w czasie rzeczywistym, izolacja dzieci od siebie w rzeczywistym świecie, brak spontanicznych kontaktów, rosnące zagrożenia wobec dzieci, nowe cyfrowe strefy wpływu na osobowość naszych pociech. Kandydatów na współczesne wyzwania jest znacznie więcej, natomiast nie wydaje się istnieć rosnąca liczba dobrych praktyk i zachowań, których rodzice mogliby się nauczyć, by odpowiedzieć na potrzeby współczesnych dzieci.

Rodzice, tak samo jak nauczyciele, potrzebują ciągle rozwijać swój zasób kompetencji wychowawczych, tak by ich działania były zrozumiałe i efektywne dla ich dzieci. Co dzisiaj stanowi zestaw kluczowych umiejętności rodzica? Trudno odpowiedzieć jednoznaczenie na to pytanie, bo każde dziecko wymaga nieco innego podejścia. Skupiam się na kwestiach ważnych z mojej perspektywy, ale nie każdy musi się z nimi zgadzać. Zachęcam do komentowania i dzielenia się waszymi obserwacjami.

Jedną z najważniejszych umiejętności jaką powinien posiadać rodzic jest zdolność do aktywnego słuchania. Szczególnie przy szybkim tempie życia, ogromnej ilości zadań do wykonania w pracy i poza nią, bardzo łatwo można nie zauważyć istotnego wątku poruszonego przez dziecko. A nawet jak się go zauważy, to nasza reakcja może być bardzo powierzchowna i w rezultacie będzie pokazywać postawę lekceważącą dziecko. Aktywne słuchanie, poparte odzwierciedlaniem tego co mówi druga osoba, pytaniami o kwestie niezrozumiałe dla nas i podejmowaniem konkretnych działań w ustalonym czasie daje dziecku poczucie bycia wysłuchanym. To rodzi szacunek, który ma szansę być odwzajemniony w zachowaniu dziecka. Aktywne słuchanie zajmuje tylko trochę więcej czasu, ale jest to inwestycja dająca bardzo dobre efekty dla wszystkich w rodzinie.

Drugą umiejętnością jaką powinien wykazać się rodzic jest przekazywanie odpowiedzialności dziecku. O co w tym chodzi? Bardzo często rodzice wyręczają dzieci w wykonywaniu najróżniejszych czynności, ponieważ zależy im na czasie i pieniądzach, które mogą oszczędzić robiąc coś szybciej i lepiej niż dziecko. Komunikat jaki wysyła takie podejście jest jednoznaczny: "Do niczego się nie nadajesz, jesteś życiową kaleką, która nie potrafi nic zrobić!" Może po jednej takiej sytuacji, dziecko nie będzie załamane, ale po sześćdziesięciu jego pewność siebie spadnie. Nie bójmy się przekazywać odpowiedzialności dzieciom za niektóre dorosłe sprawy. Pokażmy co jest do zrobienia, jak można to zrobić i po czym dziecko pozna, że zadanie zostało wykonane. W ten sposób, my zachowujemy pewną dozę kontroli, jednocześnie darząc dziecko zaufaniem, co może spowodować wzrost jego pewności siebie i gotowość do podejmowania się coraz ambitniejszych zadań.

Trzecią sprawą jest umiejętność wspierania swojej pociechy. W mojej dotychczasowej karierze nauczyciela spotkałem się z najróżniejszymi formami okazywania wsparcia i motywacji do pracy od systemu kar, poprzez system kija i marchewki, aż do zalewania dziecka prezentami za nawet najdrobniejszy sukces. Skąd wiem o tym, jakie systemy mają rodzice? Bo rodzice mówią o nich zawsze wtedy kiedy dziecko ma problemy z nauką w szkole. Rodzice mówią, że nie wiedzą już co zrobić, że dla dobra dziecka zabrali mu wszystkie urządzenia mobilne, odcieli internet, albo żeby zmotywować dziecko obiecali mu kilkudniowy wyjazd do Włoch jeśli dostanie czwórkę z kartkówki z języka obcego na poziomie podstawowym. Wsparcie to nie zalewanie prezentami ani wojskowo-więzienna musztra. Wsparcie to zbudowanie świadomości, że dziecko może popełniać błędy i rodzice będą nadal je kochać i pomagać. Istotna jest rozmowa z dzieckiem po odniesionej porażce, prowadzona za pomocą pytań otwartych w taki sposób, żeby dziecko samo uświadomiło sobie przyczynę porażki i zaplanowało działania na przyszłość. Wsparcie rodziców nie jest umiejętnością, którą da sie włączyć jak telewizor. By wzbudzić zaufanie dziecka, rodzic musi być konsekwentny w swoich zachowaniach, ponieważ będzie wielokrotnie testowany czy potrafi być wspierającym rodzicem. 

Trzy kompetencje, dzięki którym możemy nawiązać relację z dzieckiem i poprowadzić jego rozwój bez mikrozarządzania. Jak bardzo jest to istotne dla funkcjonowania dziecka zarówno w domu jak i w szkole musiałbym pisać jeszcze przez kilka stron ale mam na uwadze wasz wzrok. Chciałbym powiedzieć jeszcze tylko jedną rzecz. Istnieją prywatne i publiczne programy mające na celu wykształcenie takich kompetencji w rodzicach. Zapytajcie szkolnego psychologa, pedagoga lub dyrektora szkoły czy mógłby zorganizować dla was takie przedsięwzięcie. Można tę kwestię podjąć na zebraniu Rady Rodziców, co będzie miało lepszy efekty. Jednym z rekomendowanych progamów jest Szkoła dla Rodziców i Wychowawców od której możecie zacząć.

Dla niektórych opisanie tylko trzech kompetencji może być niewystarczające i macie rację. Zachęcam do dzielenia się w komentarzach swoimi spostrzeżeniami co jeszcze odgrywa kluczową rolę w kontaktach rodziców z dziećmi.