Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zwinna edukacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zwinna edukacja. Pokaż wszystkie posty

Zwinne podejście w szkole - droga eduScrum mastera



Najtrudniejszy pierwszy krok..


Nigdy nie sądziłem, że odważę się na ten krok. Pracuję w miejscu, które hołduje tradycyjnemu podejściu do edukacji, gdzie metoda kija i marchewki jest powtarzana jak mantra. Zanim wszystko się zaczęło, byłem zwykłym nauczycielem, realizującym podstawę programową na lekcji. Półtora roku temu, któregoś dnia, szukałem w internecie materiałów, które pomogłyby mi rozwinąć się osobowościowo. Zrezygnowany, po wielu wyszukiwaniach, w pewnym momencie trafiłem na książkę, która zmieniła moje życie. Scrum - The Art of Doing Twice the Work in Half the Time odmieniło mnie i wrzuciło na tory zwinnej rewolucji. 

Cała filozofia scruma przygwoździła moją uwagę i chłonąłem każdy najmniejszy jej pierwiastek. Najbardziej utkwił we mnie jeden mało wyróżniający się podrozdział o zastosowaniu scruma w edukacji. Kiedy go przeczytałem, wiedziałem, że to jest to co chcę robić przez najbliższe lata. Wyruszyłem na misję, dzięki której miałem stać się eduScrum masterem. 

Scrumowe początki


Po pierwszych optymistycznych krokach, przeczytaniu Scrum Guide i eduScrum Guide napotkałem na trudności. Miałem mnóstwo pytań o implementację scrumowego podejścia, lecz nie znałem nikogo, kto mógłby na nie odpowiedzieć. Ponadto, samodzielne próby wprowadzenia eduScrum skończyły się marnie. Totalne fiasko, zrażenie uczniów do zmiany i spadek zaangażowania u mnie to szkody, które wyrządziłem bawiąc się narzędziem, o którym wiedziałem tak naprawdę niewiele. 

To był grudniowy wieczór kiedy znalazłem pierwsze szkolenie ze z scruma w edukacji. Niestety był to również pierwszy falstart. Szukałem wskazówek jak zacząć scrumować, a dostałem podstawy filozofii scruma, które miałem na tym etapie opanowane. Kontynuowałem poszukiwania i po tygodniu, zupełnie przypadkiem trafiłem na podcast Menedżer Plus, Mariusza Chrapko, gdzie w 69. odcinku Mariusz rozmawiał z siostrami Orbitowskimi, Martą i Pauliną o scrumie w edukacji. Kiedy dowiedziałem się, że współpracują z twórcą eduScrum Willym Wijnandsem i są certyfikowanymi trenerkami eduScrum, poczułem że muszę się do nich zgłosić i być może wreszcie uzyskam odpowiedzi na świdrujące dziurę w brzuchu pytania.

Szkolenie eduScrum okazało się być wyzwaniem pod względem finansowym. Dla mnie 700zł plus weekend w stolicy to duży koszt, na który nie mogę sobie pozwolić w każdej chwili. Zwróciłem się do dyrektora mojej szkoły z prośbą o wsparcie. Przedstawiłem zalety eduScrum i zwróciłem uwagę na potrzebę zmiany, która już się zaczyna w najbardziej progresywnych szkołach w kraju i Europie. Dyrektor był bardzo pozytywnie nastawiony do mojej inicjatywy. Powiedział, że wyśle na szkolenie razem ze mną jeszcze dwie osoby. Niestety, szkolenia eduScrumowe odbywają się rzadko.  Zgranie mojego kalendarza i dwóch osób, które nie do końca wiedzą po co miałyby jechać uczyć się o scrumowaniu, o którym po prostu za mało wiedzą, okazało się zbyt dużym wyzwaniem. 

Zapłon i do pracy!


Po niepowodzeniu w marciu oraz sierpniu, zrezygnowałem ze wsparcia szkoły. Do tego czasu zdołałem również uskładać kwotę, dzięki której mogłem sam wyruszyć na jedno z najbardziej wartościowych szkoleń jakie odbyłem w karierze nauczyciela. Zapisałem się i ostatni weekend września spędziłem w Warszawie, zgłębiając tajniki eduScrum z grupą przeciekawych nauczycielek z całego kraju. Była również z nami nauczycielka z Niemiec oraz dyrektorka szkoły z Ukrainy. Grupa, miejsce i przede wszystkim prowadzące szkolenie dały mi prąd rozruchowy do rozpoczęcia eduScrumowej przygody na serio. Pełen entuzjazmu i z głową wypakowaną nowymi pomysłami, wracałem w niedzielę do Poznania pociągiem przez cztery godziny bez miejsca siedzącego. Kto by pomyślał, że akurat w ten weekend Taco Hemingway i Dawid Podsiadło zrobią koncert na PGE Narodowym! 

Moja żona nie była tak zachwycona ideą eduScrum jak ja. Nie do końca wierzyła w wartość, jaką może dać zwinne podejście do życia. Nie dziwię się jej, ponieważ ona naturalnie wytworzyła zwinne mechanizmy w swoim życiu. Za to ja nie jestem taki mądry i potrzebowałem kogoś, kto mnie tego nauczy. Mimo wszystko, powrót był szczęśliwy, bo oboje się stęskniliśmy za sobą nawzajem, nie wspominając o mojej córeczce

Kolejne questy wypełnione


Na szkoleniu dowiedziałem się, że popełniłem kardynalny błąd, mówiąc uczniom o tym, że będziemy robić eduScrum. To było najgorsze co mogłem zrobić, bo świadomość nadchodzącej nieuniknionej zmiany, którą chce wprowadzić nawiedzony nauczyciel od razu stawia uczniów w stan podwyższonej gotowości do odparcia ataku. Zgodnie z tym czego nauczyły mnie moje mistrzynie, wprowadziłem eduScrum podstępnie, lecz tym razem, skutecznie.

Scenariusze, które były omawiane przez Martę i Paulinę oraz to co przeczytałem lub wysłuchałem na temat implementacji scrum/eduScrum okazały się bardzo pomocne. Pierwsza grupa, w której wprowadziłem eduScrum podręcznikowo zaliczyła wszystkie etapy przechodzenia przez zwinną zmianę. Entuzjazm spowodowany nowością, pierwszy opór, trudności, radzenie sobie z problemami, dostosowywanie się do nowego trybu pracy to fazy, przez które przeszły dzieci z siódmej klasy. Te potyczki były łatwe do opanowania.

Boss Battle!


Jednak najważniejsze starcie było dopiero przede mną. Kiedy grupa osiągnęła punkt krytyczny, przyszedł zmasowany atak. Po kolejnym sprincie w czasie retrospektywy wylały się wszystkie żale dzieci. Uczniowie narzekali, że muszą sami planować pracę, że mają różne zadania do wykonania i muszą współpracować, a nie każdy chce pracować tak jak oni by tego chcieli. Co więcej, uczniowie zdali sobie sprawę, że sami nie są w stanie wszystkiego zrobić i potrzebują pomocy nauczyciela. Wcześniej nie potrafili o nią poprosić, choć byłem w gotowości do pomocy i często im przypominałem o takiej możliwości. Z drugiej flanki ruszyli na mnie rodzice, dzieląc się swoimi obawami o rezultaty egzaminów zewnętrznych ich dzieci, a egzaminy przecież już w przyszłym roku szkolnym. Rodzice podkreślali fakt, jak bardzo zmęczone są ich pociechy, bo konieczne jest by byli odpowiedzialni za swój proces uczenia się i za swoją pracę. Padały sugestie, żebym ograniczył scrumowanie i dawał więcej gotowej wiedzy do zapamiętania, bo tak będzie dzieciom łatwiej. 

Co zrobiłem w obliczu ataku? Najpierw skupiłem się na osobach z obu grup, rodzicielskiej i uczniowskiej, które popierały zwinne podejście do nauki. One stały się głosem równowagi w starciu. Ich pozytywne doświadczenia i nowe kompetencje, które zdobyli stały się punktem zahaczenia dla mnie w rozmowach z uczniami i rodzicami. Rodzice przekonali się do pozytywów szybciej niż uczniowie. To właśnie z dziećmi musiałem spędzić kilka godzin dyskutując o ich potrzebach, odczuciach i nowym kształcie naszej współpracy. Ustaliliśmy, że potrzebujemy mieć minimum teorii z nowej gramatyki plus ćwiczenia całą grupą zanim ruszymy z projektem. Ponadto ustaliliśmy, które źródła do nauki słownictwa są warte korzystania. Po trzecie, doszliśmy do wniosku, że potrzebny jest dłuższy sprint by zrealizować złożony projekt, więc zwiększyliśmy horyzont kolejnych sprintów z ośmiu do dziesięciu lekcji. Dla mnie było to w porządku bo i tak robiliśmy wszystko półtora tygodnia szybciej niż tradycyjnie. Ale punktem kulminacyjnym było przełamanie bariery komunikacyjnej między uczniami a mną. Uczniowie przestali bać się otwarcie mówić o swoich obserwacjach, uwagach, problemach, co pozwoliło nam nie tylko oczyścić atmosferę, ale również zacząć budować zupełnie nową jakość relacji.

W przeciwieństwie do wielu opowieści, w mojej wersji bohater do samego końca nie był sam w swoich zmaganiach z wprowadzeniem eduScrum. Miałem do dyspozycji grupę eduscrumową na FB, byłem w kontakcie z Martą i Pauliną, a nawet miałem okazję porozmawiać o moich problemach z samym Willym Wijnandsem! Przy takim wsparciu było mi łatwiej rozegrać główne dotychczas starcie. 

Epilog


Nie jest to jednak koniec opowieści. W epilogu pojawia się zdradliwy korona wirus, który zamknął szkoły i zmusił dzieci oraz nauczycieli do pozostania w domu. Scrumowanie na odległość jest możliwe w dorosłym świecie przy bogatym wyposażeniu sprzętowo-software'owym. W szkole istnieją większe wyzwania, bo oprócz różnie działających platform i narzędzi komunikacyjnych proponowanych przez szkołę, jest też kwestia RODO przy wyborze alternatywnych narzędzi, nawał pracy ze strony pozostałych nauczycieli, problemy z przepływem informacji i zrozumieniem. Ale droga eduScrum mastera nigdy nie jest usłana płatkami róż, więc tworzę już sytuacje, w których grupa może z powrotem działać pracując w teamach. A już niedługo szykuje się... wielki powrót eduScrum! Tym razem w wersji zdalnej :)

Trzymajcie się i czekajcie na dalsze losy wojownika eduScrum na ścieżce ciemności edukacyjnej. Podzielcie się komentarzami i pytajcie jeśli również chcielibyście kroczyć drogą eduScrum mastera.

Koniec fińskiego cudu edukacyjnego?


Edukacja w Finlandii jest bee..?


Kiedy wprowadzasz nowość i praca idzie zgodnie z planem, wszyscy biją Ci brawo. Kiedy napotkasz problemy, wszyscy wieszają na Tobie psy. To częsta sytuacja w edukacji nie tylko w naszym kraju. W sierpniu internet obiegł artykuł krytykujący do tej pory wychwalany system edukacji w Finlandii. Była to relacja jednej uczennicy oraz jej rodziców, którzy twierdzili, że szkoła Pontus, która jako pierwsza w pełni wprowadziła nową podstawę programową, zawiodła oczekiwania. Uczniowie niczego nie nauczyli się przez pierwszy rok, a zamiast atmosfery nauki, dało się odczuć stres i chaos. 

Czy to znaczy, że Finlandia przestała być światowym cudem edukacyjnym? Zacznijmy od tego, że nigdy nim nie była. To jakimi metodami nauczyciele pracują z uczniami oraz czego uczy się w fińskich szkołach jest rezultatem systemowych zmian wprowadzanych etapami. Bardzo istotne jest również to, że do tej pory zmiany były wprowadzane jednocześnie odgórnie i oddolnie, w skoordynowany sposób, by zachować pewną dozę kontroli i dać swobodę działania szkołom na poziomie lokalnym. Co w takim razie zmieniło się w ostatnim czasie, że pojawiają się głosy krytyki?

Odgórne zmiany = oddolny opór


Problem wynika z pominięcia jednej elementarnej kwestii często omawianej na szkoleniach z zarządzania zmianą. Wszelkie innowacje wprowadzane tylko odgórnie mają nikłe szanse na powodzenie, a bardzo duże szanse na opór ze strony wykonawców zmian. Tak też dzieje się obecnie w Finlandii. Serwis BigThink opisał krótko w artykule wprowadzenie nowego podejścia do edukacji w Finlandii. Głównym założeniem innowacji jest odejście od klasycznego podziału na przedmioty w szkole na rzecz interdyscyplinarnych projektów i zadań, w których planowanie i realizację aktywnie włączeni będą uczniowie. Takie podejście jest w zgodzie ze wszelkimi najnowszymi trendami dotyczącymi zwinnej edukacji. Jednak mimo wspaniałości pomysłów oraz odwagi rządzących jest jasne, że fińskie społeczeństwo nie jest gotowe na tak radykalne zmiany. Już w tym krótkim tekście widać, że jedyną zaangażowaną stroną jest strona rządowa. Szkoły są tylko zobligowane do wykonania konkretnych zadań w konkretnym czasie. Nie widać ich kontrybucji do rozwoju nowego systemu.  Ponadto, rodzice oraz uczniowie nie mają świadomości na jakich założeniach opiera się zwinna edukacja. W związku z tym, nie potrafią zapewnić wsparcia swoim dzieciom w domu i, z obawy o dobro swoich pociech, wyrażają coraz bardziej dosadnie sprzeciw wobec nowości wprowadzonych przez fiński rząd. 

Co wynika z Przykładu Finlandii?


Jaka lekcja płynie dla innych z pierwszego etapu systemowych zmian prowadzących do zwinnej edukacji w Finlandii? Po pierwsze, żadna duża zmiana nie ma większych szans na powodzenie jeśli jej wykonawcy nie będą aktywnie zaangażowani w jej projektowanie. Oznacza to, że szkoły nie mogą mieć narzuconych odgórnie metod pracy. Nie wszędzie jest odpowiednia atmosfera i okoliczności do tego, żeby wprowadzić zwinność. Istnieje mnóstwo czynników takich jak: kompetencje kadry, elastyczność zespołu, lokalizacja szkoły, specyfika nauczania szkoły, kompetencje rodziców, poziom świadomości istnienia nowych trendów wśród interesariuszy szkoły, częstotliwość wprowadzania zmian, czy elastyczność kierownictwa szkoły, które mogą być decydujące w kwestii wprowadzania zwinnego podejścia. Po drugie, zanim radykalne zmiany będą mogły być wprowadzone, potrzebna jest społeczna kampania informacyjna, mająca na celu podniesienie poziomu świadomości istoty innowacji w całym społeczeństwie. Taka kampania obniży poziom obaw dotyczących nowych nieznanych praktyk szkolnych oraz, poprzez przekazanie komunikatu o potrzebie zmiany wynikającej z dynamicznie rozwijającej się rzeczywistości, uświadomi ludziom jak pilnie potrzebne jest nowe podejście, żeby dzisiejsze dzieci mogły funkcjonować w przyszłej rzeczywistości.

Nie popełnia błędów ten, kto nic nie robi. Możemy uczyć się na przykładzie Finlandii jak złożonym procesem jest wprowadzanie zwinnej edukacji na poziomie całego kraju. W niedługim czasie przekonamy się, czy resort edukacji w Finlandii podejmie kroki mające na celu uspokojenie społeczeństwa i pokazanie zasadności wprowadzenia innowacji w ich kraju. Warto bacznie obserwować co będzie się działo w najbliższych miesiącach, ponieważ z tej odważnej inicjatywy będziemy mogli wyciągnąć jeszcze wiele cennych lekcji.


Wakacje do zmiany, last minute!

2 miesiące wakacji to stanowczo za dużo

Wakacyjna nuda

Pod koniec roku szkolnego miałem okazję zapytać moich uczniów o ich plany wakacyjne. Oprócz standardowych odpowiedzi takich jak wyjazdy, pobyt w domu przy komputerze, czy udział w inicjatywach wolontariackich, spora część uczniów liceum oświadczyła, że będą pracować zarobkowo w lipcu lub sierpniu. Na moje pytanie czy nie wolą odpocząć przez najbliższe dwa miesiące, uczniowie odpowiadali, że dodatkowa kasa zawsze się przyda, ale przede wszystkim robią to z nudy, bo już nie wiedzą co ze sobą zrobić po jednym miesiącu wolnego. 

Sprawdzam temat

Postrzeganie wakacji przez uczniów było dla mnie zaskakujące, biorąc pod uwagę ilość  ich narzekań na nadmiar obowiązków i pracy w ciągu roku szkolnego. Było to również motywacją dla mnie do spojrzenia na kwestię czasu wolnego od szkoły z bardziej globalnej perspektywy. Na stronie https://www.master-and-more.eu/en/top-10-countries-with-the-best-education-systems-in-the-world-for-2019/ znalazłem ranking 10 krajów z najlepszymi systemami edukacji na świecie. Przyjąłem ten ranking za punkt wyjścia, ponieważ bierze pod uwagę szereg kryteriów takich jak uwzględnienie wszystkich poziomów edukacji, frekwencja, perspektywy rozwoju itd. 

Spośród krajów wymienionych w rankingu moją uwagę przykuły trzy: Zjednoczone Królestwo Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej, Japonia oraz Australia. Tam organizacja roku szkolnego różni się od systemu polskiego. W UK rok szkolny rozpoczyna się 1 września i trwa do ok 20-23 lipca.  Rok  jest podzielony na trymestry z pięciodniowymi przerwami pomiędzy trymestrami oraz jedną w czerwcu a także dwutygodniowymi przerwami w okolicy Bożego Narodzenia oraz Świąt Wielkiej Nocy. Na letnie wakacje pozostaje więc 6 tygodni. W Japonii rok szkolny zaczyna się pierwszego kwietnia. W maju jest tygodniowa przerwa, 1 trymestr kończy się w lipcu, po nim jest 40 dni wakacji. Drugi trymestr zaczyna się we wrześniu i kończy w grudniu. Między drugim a trzecim trymestrem jest dwa tygodnie ferii zimowych. ostatni wolny czas jest po zakończeniu trzeciego trymestru i są to dwa tygodnie. W Australii rok szkolny zaczyna się pod koniec stycznia i podzielony jest na 4 okresy. Każdy z nich trwa ok 10 tygodni a w sumie 40  tygodni. Pomiędzy okresami są dwutygodniowe ferie. Rok szkolny kończy się w połowie grudnia, następnie uczniowie mają sześć tygodni wakacji.

Co z tego wynika?

Po co o tym wszystkim piszę? Wspomniane przykłady służą za inspirację do myślenia o rozkładzie roku szkolnego w odmienny sposób. Jeśli nasi uczniowie nudzą się w czasie wakacji mając do dyspozycji 10 tygodni latem, a jednocześnie narzekają na brak odpoczynku w czasie roku szkolnego, może warto coś z tym zrobić? 

Skąd wzięły się dwumiesięczne wakacje?

Jeśli zastanawiacie się, dlaczego wakacje w Polsce są rozplanowane w taki a nie inny sposób, powiem wam co udało mi się wyczytać w Internetach. Otóż, najbardziej popularna wersja głosi, że dwumiesięczne letnie wakacje zostały zaplanowane po to by dzieci mogły w czasie żniw pomagać w gospodarstwach. Być może miało to uzasadnienie jeszcze kilkadziesiąt lat temu. Dzisiaj jednak sytuacja jest inna, co pokazuje poniższy wykres:
Źródło: https://bit.ly/2FD9DAj





W związku z dynamicznym rozwojem sektora usług, powinniśmy zastanowić się nad zasadnością utrzymywania skostniałego schematu organizacji roku szkolnego. Odpowiedzią na dzisiejsze potrzeby uczniów byłby model z częstszymi, ale krótszymi przerwami. Jakie płyną z tego korzyści? 

Co zyskamy dzięki zmianie?

Po pierwsze, uczniowie są mniej przemęczeni, bo mogą liczyć na częstsze przerwy. Po drugie, uczniowie nie cierpią już na syndrom wakacyjnej amnezji, z którego muszą leczyć się cały wrzesień. Po trzecie, uczniowie mogą bardziej efektywnie zaplanować swój czas wolny i nie muszą cierpieć na nudę. Kolejną zaletą jest to, że przy odpowiednim podziale na okresy, uczniowie nadal mogą zajmować się pracą zarobkową, np. w okresach przedświątecznych kiedy potrzeba pomocy do sprawnego obsłużenia klientów robiących przedświąteczne zakupy. 

Korzyści z nowego systemu odczują też nauczyciele, którzy mogą na bieżąco wprowadzać poprawki do swojego warsztatu pracy, a w konsekwencji, lepiej wykonywać swoją pracę. Mają też czas na odpoczynek w ciągu roku szkolnego, co pozwala im się zregenerować i skorzystać z przed- i posezonowych promocji wakacyjnych, których nie mogą teraz odżałować.


Kolejną grupą, która ma okazję zyskać na zmianach są przedsiębiorcy związani z turystyką dla dzieci. Więcej wolnego poza wysokim sezonem pozwala im na uzyskanie dodatkowego dochodu, ponieważ dzieci często chcą spędzać czas wolny aktywnie, a rodzice nie są w stanie wygospodarować wystarczająco dużo czasu dla swoich pociech.


Skoro mowa o rodzicach, to w ich przypadku sytuacja również ulega poprawie. Na pierwszy rzut oka można pomyśleć, że wprowadzenie zmian pogarsza sytuację rodziców, bo więcej razy w ciągu roku muszą organizować opiekę dla swoich dzieci. Ale z drugiej strony, nie dosyć, że przerwy w trakcie roku będą trwały maksymalnie dwa tygodnie, to rodzice będą mieli jeszcze wsparcie szkół w postaci półkolonii oferowanych w czasie wolnym od lekcji. Ponadto, znacznie łatwiej jest znaleźć opiekę dla dziecka na 30 dni niż na 60 w trakcie wakacji

Mamy WHY, ale co z HOW?

Jak mógłby wyglądać nowy podział czasu wolnego? Najpierw zastanówmy się nad obecną sytuacją. Pomijając pojedyncze dni wolne, w ciągu roku szkolnego rozpoczynającego się 1 września mamy ok. 10 dni wolnych na święta Bożego Narodzenia i Nowy Rok w drugiej połowie grudnia. Następnie w okresie od stycznia do końca lutego, uczniowie z poszczególnych województw mają dwutygodniowe ferie zimowe. Potem, jest sześć dni na Wielkanoc oraz 10 tygodni wakacji rozpoczynających się pod koniec czerwca. Do tego dochodzą dni dyrektorskie (6-10 w zależności od typu szkoły), dni egzaminów zewnętrznych i pojedyncze święta. Dla ułatwienia rachunku przyjmijmy, że uczniowie mają w ciągu roku około 100 dni wolnych wliczając w to wakacje i ferie zimowe. 

Przyjmijmy również organizację roku szkolnego na 40 tygodni co jest obecnie standardem w wielu krajach z światowej czołówki edukacyjnej. Najdłuższe okresy czasu wolnego spowodowane świętami są w okolicach Świąt Bożego Narodzenia i Nowego Roku oraz Wielkiej Nocy. Oprócz tego są pojedyncze święta zarówno w pierwszym jak i w drugim semestrze. Problematyczne są również okresy egzaminów zewnętrznych, szczególnie w zespołach szkół SP i LO.


Zakładamy początek roku szkolnego 1 września. Pierwszy okres mógłby trwać od września do połowy grudnia. To daje nam 16 tygodni nauki bez pojedynczych dni świąt takich jak Wszystkich Świętych czy Dzień Niepodległości. Po tym okresie moglibyśmy mieć zimowe ferie trwające od 21 grudnia do 6 stycznia. Drugi okres mógłby trwać 11 tygodni po czym miałaby miejsce przerwa Wielkanocna trwająca od wielkiego Czwartku przez dwa tygodnie. Czyli na razie mamy wykorzystane 27 tygodni nauki. Następny okres mógłby trwać 13 tygodni do końca lipca z wyłączeniem czwartku i piątku na Boże Ciało. Razem daje nam to 40 tygodni szkoły po których mamy 30 dni wakacji letnich aż do końca sierpnia.


Taka organizacja roku szkolnego pozwala na kilkukrotną regenerację w trakcie roku szkolnego oraz pozwala uczniom na efektywniejsze wykorzystanie czasu spędzonego w szkole. Co więcej, Nauczyciele również mogą odpocząć lub przeznaczyć ten czas na doskonalenie zawodowe, a kadra zarządzająca ma czas na przeprowadzanie remontów, szkolenia i inne czynności wykonywane wtedy kiedy nie sprawuje się opieki nad dziećmi. Ponadto, proponowany przeze mnie system sprzyja zwinnemu podejściu do uczenia się, ponieważ daje czas na refleksję i wprowadzanie zmian w trakcie roku szkolnego. Co więcej, po przerwie wiosennej lub w jej trakcie byłaby możliwość przeprowadzenia egzaminów zewnętrznych dla SP i szkół średnich. 

Pole do dyskusji i działania 

Oczywiście, moja propozycja wygląda dobrze na papierze i wymaga wielu poprawek, konsultacji i uwzględnienia realiów, z których nie zdaję sobie sprawy, ale i tak jest to opcja warta rozważenia, ponieważ odpowiada na potrzeby współczesnych uczniów, nauczycieli i rodziców.