Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nauka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nauka. Pokaż wszystkie posty

Jak osiągnąć sukces w nauce? 3 nazwiska: Shanker, Feynman i Rosenshine!


To dziecko nie chce się uczyć!


W dzisiejszej szkole bardzo często słychać opinie o braku umiejętności uczenia się przez dzieci i młodzież. Nauczyciele twierdzą, że uczniowie nie wiedzą czy się czegoś nauczyli, robią sobie intensywne, wielogodzinne sesje nauki do późnej nocy, które nie dają pożądanych efektów i nie potrafią skupić się na czynności uczenia przez ciągłe rozproszenie technologią. Rodzice też to widzą i chcąc pomóc swoim pociechom, decydują się zabrać im komórkę, tablet, komputer, lub przewód zasilający do komputera i czasami posuwają się do bardzo ekstremalnych rozwiązań takich jak zamknięcie ucznia w pustym pokoju  ze stołem, krzesłem i książką na sesję nauki w trybie "Nie wyjdziesz stąd, dopóki się nie nauczysz!" Jednak ani prośba, ani groźba nie wydają się dzisiaj być skutecznymi narzędziami nakłaniania uczniów do nauki. 


Jest problem, ale jak go rozwiązać?


Co możemy w tej sytuacji zrobić? Niestety, nie ma jednej nieomylnej i uniwersalnej metody działającej na wszystkich. Natomiast patrząc na wyniki badań naukowych w kwestii efektywności uczenia się można wyróżnić trzy aspekty, o których powinniśmy mówić w kontekście efektywnego podejścia do uczenia się: stworzenie odpowiednich warunków do nauki, technika Feynmana oraz zasady nauczania Baraka Rosenshine'a.


Po pierwsze - warunki do nauki


Pierwszą rzeczą jest stworzenie warunków, w których dziecko może uczyć się bez rozpraszania swojej uwagi. Oznacza to, że powinniśmy zadbać o wyeliminowanie wszelkich potencjalnych stresorów na poziomie biologicznym zgodnie z podejściem self-reg Stuarta Shankera. Zadbajmy o odpowiednie, jasne i ciepłe światło, które jednocześnie nie będzie spełniało funkcji lampy do opalania. Stwórzmy pokój z neutralnymi kolorami ścian, mogą one być białe, lub w jasnych pastelowych odcieniach kolorów. Intensywne barwy, wzory na ścianach, pozawieszane grafiki, obrazy, plakaty itp. mogą odciągać uwagę dziecka od nauki. 

Kolejną ważną kwestią jest stanowisko pracy. Często uczymy się w różnych pozycjach i miejscach, zależnie od przyzwyczajeń, pory dnia, lub nastroju. Dzieci mają tak samo i dlatego my jako ich opiekunowie powinniśmy zapewnić im odpowiednie warunki niezależnie od ich dyspozycji danego dnia. Tutaj dobrze jest zaangażować dziecko w wybór stopnia komfortu koniecznego do zaspokojenia jego potrzeb. Niektórzy wolą miękką kanapę i wielkie poduchy, inni preferują szerokie biurko i fotel lotniczy, jeszcze inni najlepiej uczą się na ziemi na pufach lub materacach. Dajmy dziecku to czego potrzebuje, ale zadbajmy o aspekty, o których nasza pociecha nie zawsze jest w stanie  pomyśleć, np. wybierzmy tkaninę do obicia kanapy zamiast skóry, ponieważ generuje mniej hałasu i jest bardziej przyjazna w dotyku, szczególnie gdy jest ciepło. Jeśli szukacie fotela, sprawdźcie jakie ma kółka, czy są gumowe czy plastikowe, czy ma pełną regulację i czy nie skrzypi gdzieś w trakcie siedzenia. Wasze zakupy nie muszą być super drogie i designerskie ale to co kupicie powinno być ergonomiczne, estetyczne, łatwe w utrzymaniu i najlepiej wybrane z udziałem dziecka.

Czego warto unikać? Przede wszystkim jaskrawych barw, zbyt dużej ilości mebli oraz niepotrzebnych generatorów hałasu. W tę ostatnią kategorię powinniśmy włączyć również wszelkiego rodzaju urządzenia audio-wizualne, takie jak głośniki, telewizory, słuchawki, a nawet, jeśli to możliwe, telefony, tablety i komputery.  Interaktywne urządzenia elektroniczne rozpraszają naszą uwagę. Ci z Was, którzy lubią się uczyć przy muzyce, lub mają dziecko lubiące uczyć się przy przyjaznych dźwiękach powinni zmienić swój pogląd na pozytywny związek muzyki i nauki, ponieważ istnieje naukowy dowód na to, że nasz mózg odczytuje wszystkie bodźce na jednakowej płaszczyźnie. To jest trochę jak z autami jadącymi autostradą. Kiedy ilość aut jest rozsądna, ruch odbywa się płynnie, ale kiedy jest ich za dużo, istnieje ryzyko utworzenia się zatoru. Oczywiście kiedy obok naszego auta przejedzie jakiś pięknie brzmiący i wyglądający bolid mclarena uatrakcyjni to w pewien sposób naszą podróż, ale przepływ aut nie ulegnie dzięki temu poprawie. Podobnie jest z bodźcami docierającymi do mózgu, im więcej ich jest, niezależnie od ich jakości, tym trudniej jest je przyswoić. Bodźce mogą być najróżniejsze i mogą pochodzić ze wszystkich zmysłów, dlatego zwróćmy uwagę czy nie ma żadnych wkurzających rozpraszaczy w przestrzeni do nauki naszego dziecka.


Po drugie - naucz dziecko sprawdzać ile już wie


Kiedy przestrzeń jest gotowa, nasza pociecha może w niej spokojnie się uczyć. Co jednak, jeśli swoje przygotowanie do sprawdzianu z chemii kończy po dwudziestu minutach? Czy białe ściany i miękka kanapa robią takie cuda z umiejętnościami uczenia się dzieci? Raczej jest to wątpliwe. Efekty takiego uczenia mogą być niezadowalające, a dziecko będzie zawiedzione, że cudowny pokój w ogóle się nie sprawdził w jego przypadku. Jak pomóc dziecku nauczyć się weryfikować stan wiedzy? Dla mnie jednym z najlepszych sposobów jest technika wymyślona przez Richarda Feynmana, bardzo znanego profesora, zwanego czasami Einsteinem drugiej połowy XX wieku. Technika Feynmana jest bardzo prosta, a pięknie ilustruje ją poniższy clip:



W skrócie technika Feynmana to cztery kroki do sukcesu:
  1. Wybierz temat do nauki i zapisz go na środku kartki
  2. Uprość maksymalnie język tematu, tak by był zrozumiały dla każdego człowieka i naucz się go na pamięć
  3. Spróbuj wytłumaczyć temat komuś, lub udawaj, że tłumaczysz komuś i zanotuj elementy, gdzie Twoja wiedza nie jest jeszcze utrwalona wystarczająco dobrze
  4. Wróć do tematu, naucz się tego czego nie umiałeś upraszczając jeszcze bardziej język tematu

Dla mnie jest to najlepszy sposób sprawdzenia wiedzy z każdego tematu. Poszczególne kroki powinny być powtarzane do uzyskania pożądanego poziomu wiedzy. Warto podkreślić, że technika Feynmana może być użyta do nauki praktycznie każdego rodzaju wiedzy i dzięki temu jest możliwa do zastosowania w bardzo szerokim zakresie.


Po trzecie - Barak Rosenshine!


Ostatnim elementem tworzącym trójnóg sukcesu w uczeniu się są zasady nauczania Baraka Rosenshine'a. Zestaw dobrych praktyk wypracowany przez Rosenshine'a został stworzony w oparciu o badania naukowe dotyczące tego jak się uczy mózg, jakie praktyki nauczycieli dają największe postępy wśród uczniów oraz jakie działania prowadzą do rozwinięcia strategii uczenia się u uczniów. Moja wiedza na temat zasad nauczania Rosenshine'a płynie wyłącznie z publikacji Evidence Institute Polska, ponieważ tylko ta organizacja zajmuje się aktywnym promowaniem w naszym kraju opartych o naukowe dowody efektywności praktyk w edukacji. Poniżej przedstawiam grafiki obrazujące zasady Rosenshine'a zaczerpnięte z publikacji Evidence Institute. Zamieszczam również link do całej publikacji, jeśli chcecie się dowiedzieć jeszcze więcej.















Powyższe zasady zostały opisane z perspektywy nauczyciela, ale dobrze byłoby gdyby uczniowie również byli świadomi jak działa proces zapamiętywania oraz co mogą zrobić, żeby efektywniej uczyć się samodzielnie w szkole oraz w domu.


Podsumowanie


Odpowiednie warunki, umiejętność sprawdzenia swojego stanu wiedzy i dobre praktyki wzmacniające proces uczenia się to solidne podstawy dające dzieciom w wieku szkolnym szansę nie tylko na poprawę swoich osiągnięć w testach, ale również wpływające na realny wzrost wiedzy w długoterminowej perspektywie. Edukacyjne serwisy często starają się pokazać techniki szybkiego zapamiętywania by lepiej wypaść w testach, ale nie pokazują jak trwale zapamiętać wiedzę, by móc z niej korzystać w przyszłości. Trójnóg, który proponuję, ma działanie zarówno w krótkiej jak i w długiej perspektywie. W edukacji rzadko kiedy zmiany zaczynają działać z dnia na dzień, więc należy uzbroić się w cierpliwość jeśli chodzi o efekty wysuniętych propozycji. Ale warto podjąć wyzwanie by potem móc cieszyć się długotrwałą wiedzą i umiejętnościami.

Szkolny teamwork, czyli związki międzyszkolne

Yuval Noah Harari w książce 21 lekcji na XXI wiek podaje przykład podejścia do rozwiązywania dużych problemów odnosząc się do czasów starożytnego Egiptu. Przez setki lub tysiące lat na terenie dzisiejszego Egiptu, wokół Nilu żyło wiele autonomicznych plemion. Nil był również wtedy życiodajną rzeką, ale od czasu do czasu wychodził z brzegów, niszcząc plony lokalnych plemion. Żadne z tych plemion nie było ani na tyle zamożne, ani na tyle wpływowe by samodzielnie rozwiązać problem wylewającej się rzeki. Dopiero kiedy wszystkie plemiona porozumiały się w kwestii uregulowania rzeki, udało się rozwiązać problem. 

Lekcja płynąca z tej opowieści jest jasna i klarowna. Współpraca pozwala podejmować największe wyzwania i wychodzić z nich zwycięsko. Dla mnie podobnym do wylewającego Nilu problemem jest poziom edukacji publicznej. Im większa miejscowość, tym większa rozbieżność w poziomie nauczania szkół. Przypuszczam, że możliwe byłoby graficzne zobrazowanie sytuacji za pomocą krzywej Gaussa, gdzie mielibyśmy do czynienia z małą grupą bardzo dobrych szkół oraz bardzo kiepskich szkół, a także z pozostałymi szkołami umieszczonymi w stanie średnim.

Jak zmienić ten stan rzeczy? Na razie sytuacja jest nie do ruszenia. Słabe szkoły nie mają odpowiedniego przywództwa, środków i kadry do tego by zmienić swoją pozycję. Świetne szkoły pracują na maksymalnych obrotach, ale nie są w stanie pociągnąć całej oświaty na własną rękę. Pozostają jeszcze średnie szkoły z potencjałem do rozwoju, które dzisiaj go nie wykorzystują w pełni. Moim pomysłem na poprawę sytuacji jest to o czym mówił Harari. Szkoły powinny dobrać się w teamy na podstawie kompetencji, które posiadają tak by poszczególni członkowie uzupełniali się. Podstawowe założenie jest takie, że wykorzystując wspólnie dostępne zasoby szkoły mogą odnieść korzyść ze współpracy w postaci zwiększenia poziomu nauczania, wypracowania procedur profilaktyczno-wychowawczych, udziału w projektach edukacyjnych, również dofinansowanych z zewnątrz. 

Jakim kluczem miałby odbywać się dobór teamów? Czynniki decydujące o doborze mogłyby wyglądać następująco:

  • wyniki egzaminów zewnętrznych
  • specjalizacja szkoły
  • udział w projektach z zewnętrznym finansowaniem
  • średni próg punktowy w rekrutacji do szkoły
  • opis typowych problemów wychowawczych
  • wyposażenie szkoły
  • kompetencje miękkie nauczycieli
  • wielkość szkoły
  • lokalizacja
Ze względu na finanse, najlepiej byłoby gdyby szkoły dobierały się w teamy w obrębie jednego organu prowadzącego. To ułatwi dzielenie się zasobami. Należy również zadbać o to by szkoły nie były z dwóch różnych krańców spektrum, bo nie będzie możliwe nawiązanie dialogu pomiędzy nimi. Lepiej dokonać doboru szkół, które nie są oddalone od siebie mocno w kwestii dotykających je problemów. Procedura doboru mogłaby wyglądać następująco:

1. Szkoły wypełniają ankietę online sporządzoną na podstawie wymienionych czynników
2. OP zbiera ankiety i analizuje wyniki
3. Szkoły będące pod względem wyników egzaminów w pierwszych 50 procentach mogą być ze sobą dobierane w teamy. Szkoły z przedziału 51-100 procent mogą również być ze sobą w teamach.
4. Teamy powinny mieć od 4-6 szkół, żeby można w miarę elastycznie zarządzać pracami teamów
5. w dalszej kolejność bierze się pod uwagę kompetencje kierownictwa szkół oraz nauczycieli i na tej podstawie dobiera się szkoły na zasadzie uzupełniania
6. Następnie patrzy się na wyposażenie poszczególnych szkół i bierze się je pod uwagę na zasadzie uzupełniania

Po stworzeniu teamów, OP powinien stworzyć zespół przedstawicieli szkół i jednego pracownika OP jako leadera teamu. Na podstawie problemów i dostępnych zasobów, teamy indywidualnie określają plan działań mających na celu uczenie się od siebie i korzystanie z zasobów dla rozwoju uczniów. Oczywiście, żeby nie rozwalać zupełnie funkcjonowania szkół, działania musiałyby odbywać się cyklicznie z przerwami. Można również wziąć pod uwagę takie okresy jak ferie i wakacje. Szkoły mogłyby realizować wspólnie inicjatywy dla lokalnych społeczności, wydarzenia szkolne, wyjazdy. Możliwe byłoby też omawianie i opracowywanie rozwiązań problemów, oczywiście w atmosferze wzajemnego szacunku i bez karania za to, że dana sytuacja w ogóle zaistniała. Szkoły w danym teamie mogłyby również dzielić się dobrymi praktykami i tworzyć nowe standardy funkcjonowania. Jeśli na przykład jedna ze szkół wprowadzałaby zwinne podejście do edukacji, inne, chcąc zrobić to samo, mogłyby uczyć się na doświadczeniach członka teamu.

Współpraca buduje i to jest hasło przewodnie mojego pomysłu. Nawiązanie dialogu to pierwszy krok na drodze do poprawy jakości polskich szkół. Co sądzicie o tym wszystkim? Dajcie znać w komentarzach :-)


Kompetencje współczesnego rodzica

Co dzisiaj powinien umieć rodzic

Współcześni rodzice, stając w obliczu zadania wychowania swoich dzieci, często mają skojarzenia z takimi postaciami jak mitologiczny Syzyf, biblijny Dawid, czy literacki Don Kichot. Rodzice są zaangażowani do granic możliwości. W dzisiejszych czasach trudności w wychowaniu dzieci wynikają z dezaktualizowania się tradycyjnych form wychowania. To co jeszcze trzydzieści lat temu sprawdzało się doskonale, dzisiaj nie tylko nie daje efektów, ale jest wręcz piętnowane. 

Do tego dochodzą całkiem nowe wyzwania, wcześniej niespotykane, takie jak przebywanie dzieci w mediach społecznościowych, granie w gry w sieci w czasie rzeczywistym, izolacja dzieci od siebie w rzeczywistym świecie, brak spontanicznych kontaktów, rosnące zagrożenia wobec dzieci, nowe cyfrowe strefy wpływu na osobowość naszych pociech. Kandydatów na współczesne wyzwania jest znacznie więcej, natomiast nie wydaje się istnieć rosnąca liczba dobrych praktyk i zachowań, których rodzice mogliby się nauczyć, by odpowiedzieć na potrzeby współczesnych dzieci.

Rodzice, tak samo jak nauczyciele, potrzebują ciągle rozwijać swój zasób kompetencji wychowawczych, tak by ich działania były zrozumiałe i efektywne dla ich dzieci. Co dzisiaj stanowi zestaw kluczowych umiejętności rodzica? Trudno odpowiedzieć jednoznaczenie na to pytanie, bo każde dziecko wymaga nieco innego podejścia. Skupiam się na kwestiach ważnych z mojej perspektywy, ale nie każdy musi się z nimi zgadzać. Zachęcam do komentowania i dzielenia się waszymi obserwacjami.

Jedną z najważniejszych umiejętności jaką powinien posiadać rodzic jest zdolność do aktywnego słuchania. Szczególnie przy szybkim tempie życia, ogromnej ilości zadań do wykonania w pracy i poza nią, bardzo łatwo można nie zauważyć istotnego wątku poruszonego przez dziecko. A nawet jak się go zauważy, to nasza reakcja może być bardzo powierzchowna i w rezultacie będzie pokazywać postawę lekceważącą dziecko. Aktywne słuchanie, poparte odzwierciedlaniem tego co mówi druga osoba, pytaniami o kwestie niezrozumiałe dla nas i podejmowaniem konkretnych działań w ustalonym czasie daje dziecku poczucie bycia wysłuchanym. To rodzi szacunek, który ma szansę być odwzajemniony w zachowaniu dziecka. Aktywne słuchanie zajmuje tylko trochę więcej czasu, ale jest to inwestycja dająca bardzo dobre efekty dla wszystkich w rodzinie.

Drugą umiejętnością jaką powinien wykazać się rodzic jest przekazywanie odpowiedzialności dziecku. O co w tym chodzi? Bardzo często rodzice wyręczają dzieci w wykonywaniu najróżniejszych czynności, ponieważ zależy im na czasie i pieniądzach, które mogą oszczędzić robiąc coś szybciej i lepiej niż dziecko. Komunikat jaki wysyła takie podejście jest jednoznaczny: "Do niczego się nie nadajesz, jesteś życiową kaleką, która nie potrafi nic zrobić!" Może po jednej takiej sytuacji, dziecko nie będzie załamane, ale po sześćdziesięciu jego pewność siebie spadnie. Nie bójmy się przekazywać odpowiedzialności dzieciom za niektóre dorosłe sprawy. Pokażmy co jest do zrobienia, jak można to zrobić i po czym dziecko pozna, że zadanie zostało wykonane. W ten sposób, my zachowujemy pewną dozę kontroli, jednocześnie darząc dziecko zaufaniem, co może spowodować wzrost jego pewności siebie i gotowość do podejmowania się coraz ambitniejszych zadań.

Trzecią sprawą jest umiejętność wspierania swojej pociechy. W mojej dotychczasowej karierze nauczyciela spotkałem się z najróżniejszymi formami okazywania wsparcia i motywacji do pracy od systemu kar, poprzez system kija i marchewki, aż do zalewania dziecka prezentami za nawet najdrobniejszy sukces. Skąd wiem o tym, jakie systemy mają rodzice? Bo rodzice mówią o nich zawsze wtedy kiedy dziecko ma problemy z nauką w szkole. Rodzice mówią, że nie wiedzą już co zrobić, że dla dobra dziecka zabrali mu wszystkie urządzenia mobilne, odcieli internet, albo żeby zmotywować dziecko obiecali mu kilkudniowy wyjazd do Włoch jeśli dostanie czwórkę z kartkówki z języka obcego na poziomie podstawowym. Wsparcie to nie zalewanie prezentami ani wojskowo-więzienna musztra. Wsparcie to zbudowanie świadomości, że dziecko może popełniać błędy i rodzice będą nadal je kochać i pomagać. Istotna jest rozmowa z dzieckiem po odniesionej porażce, prowadzona za pomocą pytań otwartych w taki sposób, żeby dziecko samo uświadomiło sobie przyczynę porażki i zaplanowało działania na przyszłość. Wsparcie rodziców nie jest umiejętnością, którą da sie włączyć jak telewizor. By wzbudzić zaufanie dziecka, rodzic musi być konsekwentny w swoich zachowaniach, ponieważ będzie wielokrotnie testowany czy potrafi być wspierającym rodzicem. 

Trzy kompetencje, dzięki którym możemy nawiązać relację z dzieckiem i poprowadzić jego rozwój bez mikrozarządzania. Jak bardzo jest to istotne dla funkcjonowania dziecka zarówno w domu jak i w szkole musiałbym pisać jeszcze przez kilka stron ale mam na uwadze wasz wzrok. Chciałbym powiedzieć jeszcze tylko jedną rzecz. Istnieją prywatne i publiczne programy mające na celu wykształcenie takich kompetencji w rodzicach. Zapytajcie szkolnego psychologa, pedagoga lub dyrektora szkoły czy mógłby zorganizować dla was takie przedsięwzięcie. Można tę kwestię podjąć na zebraniu Rady Rodziców, co będzie miało lepszy efekty. Jednym z rekomendowanych progamów jest Szkoła dla Rodziców i Wychowawców od której możecie zacząć.

Dla niektórych opisanie tylko trzech kompetencji może być niewystarczające i macie rację. Zachęcam do dzielenia się w komentarzach swoimi spostrzeżeniami co jeszcze odgrywa kluczową rolę w kontaktach rodziców z dziećmi.

Czy ostatnie zmiany w oświacie mają jakieś zalety?

Czy najnowsza reforma oświaty ma jakieś plusy?

Praktycznie wszystkie grupy zaanagażowane w oświatę w Polsce powiedziały do tej pory o każdym negatywnym aspekcie najnowszej reformy oświaty jaki można wymyślić. Skrytykowane były najdrobniejsze detale i główne elementy od ilości godzin religii w siatce do zmiany sieci szkół w gminach. 

Czy jest w takim razie chociaż jeden aspekt reformy, który wyjdzie jakiejś grupie związanej z edukacją na dobre? Po chwili namysłu przychodzą mi do głowy dwa pozytywne elementy. Pierwszym jest wzrost konkurencyjności na rynku edukacyjnym wynikający z rosnącej popularności niepublicznych szkół. Wystarczająco zamożni rodzice częściej niż wcześniej znajdują motywację do posłania swoich pociech do szkół niepublicznych wierząc, że w ten sposób uchronią dzieci od negatywnych skutków reformy. Mimo, że tego typu decyzje są często emocjonalnie nacechowane i ich skutki niekoniecznie mogą być zgodne z przewidywaniami rodziców, nie zmienia to faktu, że szkoły niepubliczne wzmocniły swoją pozycję na rynku i zaistniały w świadomości szerszej części społeczeństwa. Nawet jeśli trend posyłania dzieci do szkół niepublicznych nie utrzyma się długo to rodzice i ich pociechy będą obserwować co proponują szkoły niepubliczne i będą chcieli, żeby rozwiązania ze szkół prywatnych przechodziły do szkół publicznych. Wzrost świadomości istnienia alternatywy dla szkół publicznych jest także bezcenny w kontekście poprawiania jakości edukacji oferowanej w publicznej oświacie.

Drugim pozytywnym elementem reformy jest nowa energia tchnięta w szkoły podstawowe. Szczególnie w dużych miastach istnieje wiele szkół zarówno na terenie blokowisk jak i w centrach, które w wyniku poprzedniej reformy edukacji stały się przechowalniami dzieci. Błędy ze strony kierownictwa szkół, samorządów, kuratoriów i innych organów sprawujących formalnie i społecznie nadzór nad szkołami spowodowały, że niektóre szkoły nie były w stanie zaoferować uczniom nic poza podstawą programową i podstawową opieką. Brak istotnych egzaminów zewnętrznych również nie pomagał w motywowaniu uczniów do poszerzania wiedzy i umijętności w szkole. Dzisiaj, szkoły podstawowe niebędące w zespołach szkół stoją u progu wielkiej szansy. Rodzice, nie mając wiszącego nad nimi przymusu zmiany szkoły dziecka po szóstej klasie, częściej zostawiają swoje dzieci do końca edukacji podstawowej w szkole rejonowej lub pierwszego wyboru. Oznacza to nie tylko dwa lata więcej uczenia każdego rocznika w szkole podstawowej, ale również wzrost prestiżu szkół podstawowych, w których muszą być przeprowadzone egzaminy zewnętrzne decydujące o przysłości dzieci. 

Wzrost prestiżu to także wzrost odpowiedzialności za los uczniów. Nie ma już gimnazjów, które mogłyby wyrównać braki w edukacji dzieci ze szkoły podstawowej. W związku z tym, rosną wymagania rodziców i w konsekwencji mamy do czynienia z aktywizacją większej liczby szkół w skali kraju. To z kolei, w dłuższej perspektywie, przyczyni się do poprawy poziomu wiedzy uczniów uczęszczających do szkół osiedlowych i szkół w centrach dużych miast ze szczególnym uwzględnieniem poziomu opanowania podstaw. 

Niestety, zmiana rozkładu sił na rynku powszechnej edukacji w Polsce powoduje, że dotychczasowe szkoły podstawowe i gimnazja przekształcone w szkoły podstawowe, które bazowały na uczniach napływających z zewnątrz cierpią z powodu coraz mniejszej ilości uczniów. Jeśli uda im się wzmocnić swoją bazę uczniów w klasach 1-3 i 4-6 to wrócą do dawnej pozycji. Jeśli nie, czeka je marny los zrównania z pozostałymi szkołami podstawowymi. Potencjał renomowanych szkół marnuje się w tej chwili bo nie ma obowiązkowego naboru przed końcem ósmej klasy. 

Mimo pewnych negatywnych zabarwień płynących z treści o których piszę, należy bez wątpienia przyznać, że, w skali kraju, dwa elementy opisane przeze mnie są pozytywnymi skutkami reformy edukacji. Pytanie brzmi, czy nowowytworzony potencjał szkół podstawowych będzie wykorzystany przez szkoły średnie i branżowe. Co z tego, że będziemy mieli zdolniejszych ludzi po szkole podstawowej, jeśli nie będzie dla nich oferty dostosowanej do ich możliwości i zainteresowań. Po drugie, jak duży będzie wpływ szkolnictwa niepublicznego w dłuższej perspektywie. Czy docelowo przejmą one rolę dawnych wyróżniających się gimnazjów? I po trzecie, co stanie się z dorobkiem wypracowanym przez dotychczas przodujące gimnazja i szkoły podstawowe. Czy zostanie to przekreślone czy uda się odbudować to co zostało zniszczone przez reformę? Czas pokaże w jakim kierunku będzie się rozwijać sytuacja.