Co z tym polskim? Jak przywrócić skamielinę do stanu używalności


Flashback do czasów szkolnych


Pamiętam to, jak wczorajszą noc. Godziny spędzone na koszmarnie nudnych lekturach, wyuczonych na pamięć, bez realnego przełożenia na lekcje życiowe. Pamiętam brak zrozumienia dlaczego mam napisać więcej, niż tak naprawdę mam do powiedzenia. Nikt też nie potrafił do końca wytłumaczyć mi jak napisać wnioski, po co jest rozprawka, dlaczego mam umieć pisać charakterystykę bohatera literackiego. Czytanie poezji w wieku kilkunastu lat? To był dla mnie żart, przecież nie miałem na tyle dużego doświadczenia życiowego i wiedzy, żeby choć docenić kunszt autora, nie wspominając o osobistej więzi z emocjami i przemyśleniami w wierszach. 

Przedmiotowa skamielina


Język polski jest w tej chwili najbardziej skostniałym przedmiotem w zestawie. Uczy treści i umiejętności które w osiemdziesięciu procentach są totalnie nieprzydatne w życiu nastolatka i dorosłego. Marnujemy potencjał przedmiotu, który powinien być jednym z najpopularniejszych w szkole. Komunikacja w języku ojczystym jest dzisiaj bardziej istotna niż kiedykolwiek, a nauka języka ojczystego w obecnej formie to wydmuszka.

Czy można inaczej?


Gdybym miał moc sprawczą do zmiany tego przedmiotu.. Czego chciałbym nauczyć nowe pokolenia? Zacząłbym od umiejętności pisania współczesnych tekstów. W krajach anglojęzycznych nauka pisania już dawno przeistoczyła się w rzemiosło, którego nauczenie jest bardzo proste. U nas w dalszym ciągu nauczanie pisania to ulotna i pełna niedopowiedzeń sztuka. Ocena prac jest subiektywna, a uczeń często nie ma możliwości poprawy swojego warsztatu, bo nie wie co w jego pisaniu jest złe. Dzisiejsze warunki i internetowa rzeczywistość nie pozwalają na stosowanie kwiecistego stylu i komponowanie długich wypowiedzi. Ekonomia języka jest kluczowa. Natomiast na lekcjach języka polskiego nauczyciele nadal wymagają od uczniów tworzenia wypowiedzi rozwlekłych i przez to niezrozumiałych. Dlatego dla mnie podstawą w dzisiejszych czasach jest nauka copywritingu. To zasady copywritingu wyznaczają standardy współczesnych tekstów w firmach, blogach i na stronach internetowych. Idąc z duchem czasu, powinniśmy tworzyć teksty dla ludzi żyjących teraz, a nie dwieście lat temu. Nauczmy się tworzyć teksty zwięzłe, na temat i bez zbędnych ozdobników utrudniających zrozumienie.

Komunikacja jest kluczem!


Kolejny bardzo istotny aspekt to rozwijanie kompetencji komunikacyjnych. Język polski daje nam ogromne możliwości w tym obszarze. Możemy zacząć od podstaw, które pojawiają się na każdym szkoleniu z komunikacji dla początkujących, takich jak wzrost świadomości jak wysyłany komunikat może być odbierany przez różne osoby, czy stosowanie języka faktów. Później możemy przejść do zagadnień związanych tworzeniem wypowiedzi ustnych za pomocą zrozumiałych struktur takich jak wstęp trzy argumenty z zdaniem wstępu, rozwinięciem, przykładem i podsumowanie, albo podejście dwutorowe, porównywanie (co to jest tertium comparationis i jak je wykorzystać w praktyce). Po wyćwiczeniu umiejętności przemawiania publicznie możemy przejść do poziomu zaawansowanego, na którym ćwiczymy zabiegi retoryczne, by rozumieć język polityków i osób publicznych. Efektywna komunikacja to również znajomość systemu, z którego korzystamy, więc zasady ortografii i gramatyki języka polskiego powinny być wspierane na każdym kroku. 

Mamy też ogromne braki w ćwiczeniu dykcji, co szczególnie widać u młodych youtuberów, często mówiących szybko, ale niezrozumiale. Potrzebujemy zajęć ćwiczących dykcję i emisję głosu. Częściowo można je zrobić na języku polskim a częściowo na muzyce. Warto wzmocnić ten aspekt ze względu na współczesne potrzeby ludzi doby szybkiego tworzenia treści multimedialnych. Ponadto, nauka netykiety to sprawa kluczowa przy komunikacji internetowej. Jak bardzo jest ona potrzebna świadczy styl komunikacji pokoleń, które nigdy nie przeszły szkolenia z netykiety i używają nadmiernych ilości wielkich liter, wykrzykników oraz znaków zapytania, zupełnie nie czując jak duży ładunek emocjonalny niosą ze sobą te znaki. 

Lektury..


Tym co szczególnie trawi mnie od środka, jest zestaw lektur szkolnych. Moje pokolenie nie miało zbyt dobrej relacji z lekturami szkolnymi, bo już my nie rozumieliśmy często przekazu wielkiego dzieła, a co dopiero dzisiejsza młodzież! Czy mamy czytać wielkie dzieła bo są wielkie? Jaki jest cel znajomości lektur szkolnych? Po co mamy je czytać? Czytając lektury, szukałem w nich lekcji życiowych dla siebie. Często jednak historie i język utworów literackich były tak oderwane od mojej rzeczywistości, że nie znajdowałem w nich nic wartościowego. Dzisiaj mam inną perspektywę, ale to wiąże się z innym doświadczeniem życiowym. Nastolatki nie widzą świata oczami dorosłych, więc dlaczego miałyby czytać książki, które poruszają serca osób w średnim wieku?

Co w takim razie powinni czytać w zamian? Zdecydowanie książki, które dają im inspirację do działania, pozwalają wyrobić opinię o otaczającym nas świecie, lub oferują ważne lekcje życiowe o funkcjonowaniu we współczesnej rzeczywistości. Bez większego zastanowienia mogę wymienić kilka pozycji, spełniających powyższe kryteria. Po pierwsze, trylogia Yuvala Noah Harari ("Sapiens" "Homo Deus" "21 Lekcji na XXI wiek"), książki inspirujące do myślenia, dające perspektywę na to co kieruje nami jako ludźmi, jak może wyglądać nasza przyszłość i o czym dyskutuje współczesny świat. Po drugie, Aleks Barszczewski ("Sukces w relacjach międzyludzkich"), o tym jak nie być totalnym boomerem w globalnej wiosce. Po trzecie, Stephen Covey ("7 nawyków skutecznego działania"), pokazujący jakie nastawienie może nam pomóc być lepszymi ludźmi. Po czwarte David Allen ("Getting Things Done") czyli biblia zarządzania czasem. Naszym dzieciom potrzeba również wyraźnych wskazówek jak komunikować się za pomocą tekstu. Dla mnie świetnym początkiem może być książka "Magia Słów", której autorką jest Joanna Wrycza-Bekier. Jest to wprowadzenie do pisania tekstów, nad którymi autor może mieć kontrolę. Autorka pokazuje jak operować językiem by precyzyjnie i ciekawie przekazać nasze myśli. Patrząc z innej perspektywy, często narzekamy, że dzieci nie mają żadnych autorytetów. Ale dzieci nie mają nawet okazji o nich poczytać. Dajmy im okazję dowiedzieć się o ludziach, którzy byli ciekawymi postaciami. Najlepiej zacząć od własnego podwórka. Na języku polskim często uczymy się o pokoleniu Kolumbów, ale czy wiemy skąd bierze się ta nazwa i o co chodziło z Kolumbem? Książka "Sen Kolumba" Emila Marata to świetny przykład inspirującej biografii człowieka, który jest zarazem znany i nieznany. Ponadto właśnie z tej książki dowiemy się, dlaczego całe pokolenie zyskało nazwę pochodzącą od pseudonimu jednej osoby.

Nie każdy bohater, to bohater wojenny


Mogę wymieniać jeszcze długo książki, które są w kontakcie z dzisiejszą rzeczywistością, ale na dłuższą metę będzie to monotonne. Bardzo istotne jest dla mnie również to, by uczniowie inspirowali się przykładami ludzi z różnych sfer życia. Bohaterowie wojenni są świetni, ale w czasach spokoju przyda się ktoś, kto odniósł sukces bez najeźdźcy stojącego u bram. Dlatego na języku polskim powinniśmy przedstawiać osoby, które odniosły sukces życiowy i zrobiły coś dobrego dla społeczeństwa w różnych dziedzinach. Czy dzisiaj szeroko mówi się o Józefie Żychlińskim, Hipolicie Cegielskim, Tadeuszu Tańskim, Leopoldzie Kronenbergu, czy Izrazelu Poznańskim? Niezależnie od ich narodowości, oraz metod pracy, działali oni na terenie naszego kraju i znacząco przyczynili się do jego postępu.  Inspirujmy młodych by chciało im się coś zrobić ze swoim życiem. Język polski może w tym pomóc jeśli się go doprowadzi do stanu używalności dla współczesnych ludzi. 

Kończąc


Język polski to nie tylko literatura. Język ojczysty to potężne narzędzie komunikacji dające władzę, szczęście, sukces, emocje, zrozumienie, postęp. Chciałbym, żeby moje dziecko mogło uczyć się tego języka w formie, która przede wszystkim będzie zrozumiała dla niego. Im lepiej poznajemy swój język, tym precyzyjniej jesteśmy w stanie przekazać to co jest w nas. Starajmy się robić to językiem, który jest nam bliski. Niektóre wielkie dzieła zasługują na emeryturę, bo ich czas już minął. Możemy je podziwiać i czytać dla przyjemności, ale wartość edukacyjna płynie dzisiaj z innego źródła. Dlatego powinniśmy dążyć do uwspółcześnienia nauki o jednym z najważniejszych elementów naszej tożsamości narodowej.

Zwinne podejście w szkole - droga eduScrum mastera



Najtrudniejszy pierwszy krok..


Nigdy nie sądziłem, że odważę się na ten krok. Pracuję w miejscu, które hołduje tradycyjnemu podejściu do edukacji, gdzie metoda kija i marchewki jest powtarzana jak mantra. Zanim wszystko się zaczęło, byłem zwykłym nauczycielem, realizującym podstawę programową na lekcji. Półtora roku temu, któregoś dnia, szukałem w internecie materiałów, które pomogłyby mi rozwinąć się osobowościowo. Zrezygnowany, po wielu wyszukiwaniach, w pewnym momencie trafiłem na książkę, która zmieniła moje życie. Scrum - The Art of Doing Twice the Work in Half the Time odmieniło mnie i wrzuciło na tory zwinnej rewolucji. 

Cała filozofia scruma przygwoździła moją uwagę i chłonąłem każdy najmniejszy jej pierwiastek. Najbardziej utkwił we mnie jeden mało wyróżniający się podrozdział o zastosowaniu scruma w edukacji. Kiedy go przeczytałem, wiedziałem, że to jest to co chcę robić przez najbliższe lata. Wyruszyłem na misję, dzięki której miałem stać się eduScrum masterem. 

Scrumowe początki


Po pierwszych optymistycznych krokach, przeczytaniu Scrum Guide i eduScrum Guide napotkałem na trudności. Miałem mnóstwo pytań o implementację scrumowego podejścia, lecz nie znałem nikogo, kto mógłby na nie odpowiedzieć. Ponadto, samodzielne próby wprowadzenia eduScrum skończyły się marnie. Totalne fiasko, zrażenie uczniów do zmiany i spadek zaangażowania u mnie to szkody, które wyrządziłem bawiąc się narzędziem, o którym wiedziałem tak naprawdę niewiele. 

To był grudniowy wieczór kiedy znalazłem pierwsze szkolenie ze z scruma w edukacji. Niestety był to również pierwszy falstart. Szukałem wskazówek jak zacząć scrumować, a dostałem podstawy filozofii scruma, które miałem na tym etapie opanowane. Kontynuowałem poszukiwania i po tygodniu, zupełnie przypadkiem trafiłem na podcast Menedżer Plus, Mariusza Chrapko, gdzie w 69. odcinku Mariusz rozmawiał z siostrami Orbitowskimi, Martą i Pauliną o scrumie w edukacji. Kiedy dowiedziałem się, że współpracują z twórcą eduScrum Willym Wijnandsem i są certyfikowanymi trenerkami eduScrum, poczułem że muszę się do nich zgłosić i być może wreszcie uzyskam odpowiedzi na świdrujące dziurę w brzuchu pytania.

Szkolenie eduScrum okazało się być wyzwaniem pod względem finansowym. Dla mnie 700zł plus weekend w stolicy to duży koszt, na który nie mogę sobie pozwolić w każdej chwili. Zwróciłem się do dyrektora mojej szkoły z prośbą o wsparcie. Przedstawiłem zalety eduScrum i zwróciłem uwagę na potrzebę zmiany, która już się zaczyna w najbardziej progresywnych szkołach w kraju i Europie. Dyrektor był bardzo pozytywnie nastawiony do mojej inicjatywy. Powiedział, że wyśle na szkolenie razem ze mną jeszcze dwie osoby. Niestety, szkolenia eduScrumowe odbywają się rzadko.  Zgranie mojego kalendarza i dwóch osób, które nie do końca wiedzą po co miałyby jechać uczyć się o scrumowaniu, o którym po prostu za mało wiedzą, okazało się zbyt dużym wyzwaniem. 

Zapłon i do pracy!


Po niepowodzeniu w marciu oraz sierpniu, zrezygnowałem ze wsparcia szkoły. Do tego czasu zdołałem również uskładać kwotę, dzięki której mogłem sam wyruszyć na jedno z najbardziej wartościowych szkoleń jakie odbyłem w karierze nauczyciela. Zapisałem się i ostatni weekend września spędziłem w Warszawie, zgłębiając tajniki eduScrum z grupą przeciekawych nauczycielek z całego kraju. Była również z nami nauczycielka z Niemiec oraz dyrektorka szkoły z Ukrainy. Grupa, miejsce i przede wszystkim prowadzące szkolenie dały mi prąd rozruchowy do rozpoczęcia eduScrumowej przygody na serio. Pełen entuzjazmu i z głową wypakowaną nowymi pomysłami, wracałem w niedzielę do Poznania pociągiem przez cztery godziny bez miejsca siedzącego. Kto by pomyślał, że akurat w ten weekend Taco Hemingway i Dawid Podsiadło zrobią koncert na PGE Narodowym! 

Moja żona nie była tak zachwycona ideą eduScrum jak ja. Nie do końca wierzyła w wartość, jaką może dać zwinne podejście do życia. Nie dziwię się jej, ponieważ ona naturalnie wytworzyła zwinne mechanizmy w swoim życiu. Za to ja nie jestem taki mądry i potrzebowałem kogoś, kto mnie tego nauczy. Mimo wszystko, powrót był szczęśliwy, bo oboje się stęskniliśmy za sobą nawzajem, nie wspominając o mojej córeczce

Kolejne questy wypełnione


Na szkoleniu dowiedziałem się, że popełniłem kardynalny błąd, mówiąc uczniom o tym, że będziemy robić eduScrum. To było najgorsze co mogłem zrobić, bo świadomość nadchodzącej nieuniknionej zmiany, którą chce wprowadzić nawiedzony nauczyciel od razu stawia uczniów w stan podwyższonej gotowości do odparcia ataku. Zgodnie z tym czego nauczyły mnie moje mistrzynie, wprowadziłem eduScrum podstępnie, lecz tym razem, skutecznie.

Scenariusze, które były omawiane przez Martę i Paulinę oraz to co przeczytałem lub wysłuchałem na temat implementacji scrum/eduScrum okazały się bardzo pomocne. Pierwsza grupa, w której wprowadziłem eduScrum podręcznikowo zaliczyła wszystkie etapy przechodzenia przez zwinną zmianę. Entuzjazm spowodowany nowością, pierwszy opór, trudności, radzenie sobie z problemami, dostosowywanie się do nowego trybu pracy to fazy, przez które przeszły dzieci z siódmej klasy. Te potyczki były łatwe do opanowania.

Boss Battle!


Jednak najważniejsze starcie było dopiero przede mną. Kiedy grupa osiągnęła punkt krytyczny, przyszedł zmasowany atak. Po kolejnym sprincie w czasie retrospektywy wylały się wszystkie żale dzieci. Uczniowie narzekali, że muszą sami planować pracę, że mają różne zadania do wykonania i muszą współpracować, a nie każdy chce pracować tak jak oni by tego chcieli. Co więcej, uczniowie zdali sobie sprawę, że sami nie są w stanie wszystkiego zrobić i potrzebują pomocy nauczyciela. Wcześniej nie potrafili o nią poprosić, choć byłem w gotowości do pomocy i często im przypominałem o takiej możliwości. Z drugiej flanki ruszyli na mnie rodzice, dzieląc się swoimi obawami o rezultaty egzaminów zewnętrznych ich dzieci, a egzaminy przecież już w przyszłym roku szkolnym. Rodzice podkreślali fakt, jak bardzo zmęczone są ich pociechy, bo konieczne jest by byli odpowiedzialni za swój proces uczenia się i za swoją pracę. Padały sugestie, żebym ograniczył scrumowanie i dawał więcej gotowej wiedzy do zapamiętania, bo tak będzie dzieciom łatwiej. 

Co zrobiłem w obliczu ataku? Najpierw skupiłem się na osobach z obu grup, rodzicielskiej i uczniowskiej, które popierały zwinne podejście do nauki. One stały się głosem równowagi w starciu. Ich pozytywne doświadczenia i nowe kompetencje, które zdobyli stały się punktem zahaczenia dla mnie w rozmowach z uczniami i rodzicami. Rodzice przekonali się do pozytywów szybciej niż uczniowie. To właśnie z dziećmi musiałem spędzić kilka godzin dyskutując o ich potrzebach, odczuciach i nowym kształcie naszej współpracy. Ustaliliśmy, że potrzebujemy mieć minimum teorii z nowej gramatyki plus ćwiczenia całą grupą zanim ruszymy z projektem. Ponadto ustaliliśmy, które źródła do nauki słownictwa są warte korzystania. Po trzecie, doszliśmy do wniosku, że potrzebny jest dłuższy sprint by zrealizować złożony projekt, więc zwiększyliśmy horyzont kolejnych sprintów z ośmiu do dziesięciu lekcji. Dla mnie było to w porządku bo i tak robiliśmy wszystko półtora tygodnia szybciej niż tradycyjnie. Ale punktem kulminacyjnym było przełamanie bariery komunikacyjnej między uczniami a mną. Uczniowie przestali bać się otwarcie mówić o swoich obserwacjach, uwagach, problemach, co pozwoliło nam nie tylko oczyścić atmosferę, ale również zacząć budować zupełnie nową jakość relacji.

W przeciwieństwie do wielu opowieści, w mojej wersji bohater do samego końca nie był sam w swoich zmaganiach z wprowadzeniem eduScrum. Miałem do dyspozycji grupę eduscrumową na FB, byłem w kontakcie z Martą i Pauliną, a nawet miałem okazję porozmawiać o moich problemach z samym Willym Wijnandsem! Przy takim wsparciu było mi łatwiej rozegrać główne dotychczas starcie. 

Epilog


Nie jest to jednak koniec opowieści. W epilogu pojawia się zdradliwy korona wirus, który zamknął szkoły i zmusił dzieci oraz nauczycieli do pozostania w domu. Scrumowanie na odległość jest możliwe w dorosłym świecie przy bogatym wyposażeniu sprzętowo-software'owym. W szkole istnieją większe wyzwania, bo oprócz różnie działających platform i narzędzi komunikacyjnych proponowanych przez szkołę, jest też kwestia RODO przy wyborze alternatywnych narzędzi, nawał pracy ze strony pozostałych nauczycieli, problemy z przepływem informacji i zrozumieniem. Ale droga eduScrum mastera nigdy nie jest usłana płatkami róż, więc tworzę już sytuacje, w których grupa może z powrotem działać pracując w teamach. A już niedługo szykuje się... wielki powrót eduScrum! Tym razem w wersji zdalnej :)

Trzymajcie się i czekajcie na dalsze losy wojownika eduScrum na ścieżce ciemności edukacyjnej. Podzielcie się komentarzami i pytajcie jeśli również chcielibyście kroczyć drogą eduScrum mastera.

Co będzie potem? X lekcji dla edukacji po koronie

zdalna nauka

Skarbnica wiedzy


Live'y to w tej chwili jedna z najefektywniejszych metod otrzymywania od uczniów informacji zwrotnej. Każde dziecko i nastolatek przeżywa nową sytuację i  postrzega ją indywidualnie. W wielu przypadkach nasi podopieczni są gotowi podzielić się spostrzeżeniami. Po co mielibyśmy ich słuchać? W ostatnich dniach w czasie moich zajęć na żywo pytałem uczniów jak wygląda ich praca zdalna, czy mają dużo pracy, jak to wygląda organizacyjnie. 

Co powiedziały maluchy?


Odpowiedzi piątoklasistów były zgodne z trendami widocznymi w internecie. Młodzi narzekali na ilość pracy do zrobienia, nawał materiału i goniące terminy. Nowa sytuacja jest dla nich przytłaczająca i wymaga dużego zaangażowania rodziców. Dzieci w piątej klasie w mojej szkole nie mają jeszcze odpowiednich umiejętności oraz przygotowania emocjonalnego by samodzielnie radziły sobie ze szkolnymi wyzwaniami. 

Co powiedzieli licealiści?


Odpowiedzi licealistów znalazły się na drugim końcu skali. Dla nich nauczanie zdalne w postaci samodzielnej pracy na platformie, połączonej z zajęciami live. jest najlepszą rzeczą jaka spotkała ich w tym roku szkolnym. Uczniowie drugiej klasy liceum argumentowali, że nie tylko robią więcej niż wcześniej, bo przejęli odpowiedzialność za swoją naukę, ale dzięki planowaniu pracy indywidualnie, mają czas dla siebie po zajęciach. Wcześniej uczniowie narzekali na brak czasu na cokolwiek poza nauką, teraz robią co trzeba i czują się zrelaksowani. Zrelaksowani! Zauważam niesamowitą zmianę podejścia do uczenia się szczególnie wśród osób z wypakowanym planem tygodnia. Są to młodzi ludzie, którzy oprócz szkoły działają społecznie, uczęszczają na zajęcia rozwijające umiejętności artystyczne, lub biorą udział w przygotowaniach do lokalnych, wojewódzkich i krajowych zawodów sportowych. Sztywny tygodniowy plan zajęć przeszkadza im w normalnym funkcjonowaniu. Dzisiaj, oprócz szkoły, ci młodzi, ambitni ludzie mają czas na organizowanie pomocy dla potrzebujących, zajęcia dodatkowe, treningi. Wszystko odbywa się zdalnie i w domu, ale to tylko potwierdza ich obserwacje, że nowy tryb pracy wpływa na ich życie pozytywnie.

Co powiedziały scrumujące dzieci?


Jednak największe zaskoczenie przyszło ze środka skali. Uczniowie z klasy siódmej przyznali, że choć tęsknią za szkołą, ich praca, w porównaniu z normą, nie zmieniła się wiele. Dlaczego? Przecież dzieci w siódmej klasie mają dwanaście, trzynaście lat, to jeszcze dzieci i powinny narzekać prawie tak samo jak piątoklasiści. Jednak grupa, o której piszę, jest wyjątkowa. Od tego roku szkolnego, siódmoklasiści realizują zwinne podejście do uczenia się. W tym czasie zdobyli kompetencje, które pozwalają im bardzo efektywnie uczyć się nowych rzeczy samodzielnie. Chcecie przykład? Dzieci w siódmej klasie po obejrzeniu serii klipów i zrobieniu kilku zadań, swobodnie używają mowy zależnej. Na ostatnich zajęciach live chciałem im to wytłumaczyć, bo wcześniej nie mieliśmy takiej konstrukcji. Okazało się, że dzieci same opanowały nowy materiał, bez mojego prowadzenia. Czy miały pomoc z zewnątrz? Pewnie tak, ale o to chodzi w nowoczesnej edukacji. Dzieci mają korzystać ze wszystkich dostępnych źródeł i form pomocy by zwiększyć szanse na sukces.

Punkt widzenia nauczycieli


Praca zdalna to również kopalnia nowych doświadczeń dla nauczycieli. Sporo z nas miało dotychczas do czynienia z blended learning, zajęciami przez Skype, czy na innych platformach. Nigdy jednak nie pracowaliśmy zdalnie na taką skalę. Nowa rzeczywistość uświadomiła wielu nauczycielom, że wkraczamy w kolejny etap rozwoju systemu edukacji i oprócz umiejętności cyfrowych potrzebnych do tworzenia materiałów i testów, obsługi platform i komunikatorów, potrzebujemy czegoś więcej. Przede wszystkim w zajęciach zdalnych wypłynęły problemy z komunikacją. Nauczyciele często instruują uczniów zbyt lakonicznie. W rezultacie, nauczycielskie skróty myślowe prowadzą do nieporozumień i blokują uczniów. Drugą sprawą była ilość zadań do zrobienia samodzielnie. Nauczyciele początkowo przyjęli, że uczniowie powinni być w stanie samodzielnie zrobić tyle samo co na lekcji w szkole. Problem w tym, że nauczyciele przecenili umiejętność samodzielnego uczenia się dzieci. Do tego doszła przypadkowo wytworzona lawina śnieżna w postaci ogromu zadań zrzuconych przez nauczycieli na uczniów na raz. Jednak najbardziej zaskakujące dla nauczycieli były wizyty nieoczekiwanych gości na live'ach, którzy w ramach uatrakcyjniania lekcji puszczali filmy porno i komentowali wygląd nauczycieli używając języka prosto z Ślepnąc od świateł. 

Wezwanie do działania!

Opisałem tylko wybór obserwacji z ostatnich tygodni. Pewnie macie ich znacznie więcej i jeśli chcecie się nimi podzielić, zostawcie swoje przemyślenia w komentarzu. Zakładam, że wpis będzie początkiem księgi dobrych praktyk na przyszłość. Postaram się aktualizować zbiór praktyk, odnotowując autorów sprawdzonych rozwiązań na przyszłość.


Stworzyłem zestaw dobrych praktyk i zaleceń w oparciu o retrospektywę zrobioną z uczniami oraz rozmowy z nauczycielami z ostatnich trzech tygodni.

1. Zwiększaj autonomię uczniów, tak by byli w stanie samodzielnie wykonywać zadania i uczyć się. Wprowadź zwinne podejście do nauczania

2. Wprowadzaj unifikację narzędzi dla ułatwienia pracy uczniów i nauczycieli

3. Wybieraj usługi do live'ów, które mają screen sharing, auto mute, dzielenie na pokoje do pracy grupowej i zabezpieczenia przed wejściem osób niepowołanych na spotkania.

4. Szkoło! Używaj jednej platformy dla wszystkich uczniów i nauczycieli, gdzie można wrzucać materiały i zadania oraz je oceniać i dawać informację zwrotną

5. Twórzmy w zespołach przedmiotowych grupy do komunikacji i wymiany narzędzi oraz materiałów do pracy online

6. Weź pod uwagę, że czasoprzestrzeń wirtualna działa inaczej niż rzeczywista. Czas w wirtualu płynie szybciej i praca jest bardziej męcząca. Dostosuj ilość i rodzaj zadań do wirtualnej czasoprzestrzeni.

7. Najlepszym rozwiązaniem dla uczniów jest blended learning z częścią zadań do zrobienia samodzielnie (zadane na platformie) przeplataną zajęciami live dla wyjaśnienia niedociągnięć i rozszerzenia wiedzy oraz polepszenia umiejętności mówienia.

8. Wykorzystaj narzędzia i nabyte kompetencje do prowadzenia zajęć online w innych kontekstach. Po ustaniu wirusa możemy wykorzystać live'y i platformy np. we współpracy z uczniami, którzy mają nauczanie indywidualne spowodowane problemami zdrowotnymi.

9. Spraw by zajęcia live służyły do omawiania nowych aspektów i do ćwiczeń angażujących od razu całą grupę, np. za pomocą narzędzi takich jak kahoot. 

10. Pracujmy zgodnie z mottem: We're in this together!

Gorąco zachęcam do dzielenia się swoimi obserwacjami, dobrymi praktykami i zastosowaniami wirtualnego nauczania dla dobra przyszłej edukacji! 





Zwinne nauczanie - edukacyjny lek przeciwwirusowy!



Houston, mamy problem


W którym momencie popełniliśmy błąd? Czy wtedy kiedy każdy nauczyciel trzy tygodnie temu miał swój pomysł na zdalne nauczanie i stworzył się chaos? Czy może wtedy kiedy uczniowie dostali mnóstwo zadań z wszystkich przedmiotów, łącznie z wychowaniem fizycznym, i byli tym wszystkim onieśmieleni? Czy może jeszcze wcześniej, kiedy, nieświadomi nadciągającej burzy, spokojnie płynęliśmy edukacyjnym żaglowcem przez meandry historii, biologii, chemii, fizyki, matematyki, języków obcych lub ojczystych? To musiało się tak skończyć. Żaglowiec w XXI wieku nie ma większych szans w starciu z rzeczywistością. 

Kompetencje? Ale o co chodzi?

W tym roku szkolnym dużo mówi się o kluczowych kompetencjach w nauczaniu. Jest to jeden z priorytetów w oświacie. Przypomnijmy sobie jakie kompetencje UE w zaleceniu z 2018 uznała za najważniejsze:

— kompetencje w zakresie rozumienia i tworzenia informacji, 

— kompetencje w zakresie wielojęzyczności, 

— kompetencje matematyczne oraz kompetencje w zakresie nauk przyrodniczych, technologii i inżynierii, 

— kompetencje cyfrowe, 

— kompetencje osobiste, społeczne i w zakresie umiejętności uczenia się, 

— kompetencje obywatelskie, 

— kompetencje w zakresie przedsiębiorczości, 

— kompetencje w zakresie świadomości i ekspresji kulturalnej.


Jak pokazały ostatnie tygodnie zarówno nauczyciele, jak i rodzice oraz uczniowie mają sporo do nadrobienia w zakresie kompetencji. Szczególnie istotną rolę w tym momencie odgrywają wytłuszczone przeze mnie trzy kompetencje: rozumienie i tworzenie informacji, kompetencje cyfrowe oraz osobiste, społeczne i w zakresie umiejętności uczenia się. 

Zwycięskiego składu się nie zmienia?


Kiedy rok szkolny toczył się normalnym trybem, nikt nie zwracał specjalnie uwagi na to by dzieci potrafiły się porozumiewać w ojczystym języku, obsłużyć coś więcej niż grę w telefonie, czy umiały wykonać coś i nauczyć się tego samodzielnie. Dziś widzimy skutki zaniedbań z przeszłości. W serwisie YouTube roi się od klipów pokazujących słabość naszego systemu edukacji. Widzimy uczniów przeklinających na lekcji online w obecności nauczycielki, widzimy lakoniczne polecenia nauczycieli do zadań dla małych dzieci, widzimy frustrację rodziców, dzieci, edukatorów i rosnące konflikty i wreszcie widzimy Ministerstwo Edukacji Narodowej desperacko próbujące załatać tę ogromną dziurę w systemie, oferując materiały online i zajęcia w telewizji, których jedynym celem wydaje się dyskredytacja zawodu nauczyciela.

Po prostu trzeba to powiedzieć


To moja wina! Muszę to powiedzieć jako nauczyciel! Nie przygotowałem wszystkich swoich uczniów na to co dzisiaj się dzieje. Być może inni nauczyciele, podobnie jak ja, czują się teraz niczym Mufasa próbujący ze wszystkich sił wydobyć się z wąwozu poprzez zrzucenie odpowiedzialności na Ministra, na dyrekcję, na rodziców, na niesamodzielność uczniów. Prawda jednak jest inna. Uczniowie nie potrafią się odnaleźć w nowej rzeczywistości, bo nikt ich do niej nie przygotował. 

The beacon of hope

Jest jednak promyk nadziei. W edukacyjnej ciemności, która nas ogarnęła, na końcu tunelu, jest światełko. W jednej z grup, które w tym roku mam przyjemność uczyć, wprowadziałem eduScrum. Jest to zwinne podejście do edukacji, które przenosi na uczniów odpowiedzialność za uczenie się. Kiedy zaczęliśmy scrumować uczniowie mieli wiele trudności z ogarnięciem pracy. Brakowało im pewnych... kompetencji. Jednak po kilku miesiącach nauczyli się czym jest praca w grupach, jak analizować złożone opisy projektów, jak przekształcać opis na zadania do wykonania, jak oceniać poziom trudności zadań, komu je przydzielić zgodnie z jego kompetencjami oraz jak monitorować postępy w pracy przy pomocy tablicy kanbanowej. Analizując które z moich grup będą w stanie sobie najlepiej poradzić z nową rzeczywistością, byłem pewien, że sukces osiągną dzieci z siódmej klasy, które potrafią scrumować. 

Dlaczego scrumuję tylko w jednej grupie? Powodów jest wiele, ale przede wszystkim dla mnie jest to również coś nowego i cały czas uczę się pracować scrumowo z uczniami. Poza tym, część moich podopiecznych odrzuciła pomysł  przeniesienia odpowiedzialności za uczenie się na nich. Więcej na ten temat możesz przeczytać na blogu

Czas działać!

Czy chciałbym rozszerzyć scrumowanie na inne grupy? Po ostatnich doświadczeniach, mówię z pełnym przekonaniem: Tak! Dla mnie eduScrum jest w tej chwili jedyną ścieżką rozwoju dla uczniów, która da im kompetencje potrzebne do zmagania się ze współczesnymi wyzwaniami. Czas przesiąść się z żaglowca do autonomicznego samolotu przyszłości, przyszłości, która czeka na nas już jutro. 



Szkoły bez podstawy programowej, szkoły rewolucyjne!



A gdyby tak.. pozbyć się podstawy programowej?


Staś wraca do domu ze szkoły. Mama pyta go jak spędził dzień. Staś opowiada co robił w szkole. Dziś był wielki dzień, ponieważ Staś mógł wreszcie połączyć w całość elementy, których się ostatnio uczył. Staś opublikował wpis na blogu o sposobach kontroli prywatnych wydatków. Wcześniej uczył się jak tworzyć blog, jak konstruować wpis na blogu oraz w jaki sposób spisywać wydatki i zabezpieczyć sobie płynność finansową. Czy chciałbyś/chciałabyś chodzić do szkoły, która uczy umiejętności potrzebnych w otaczającym nas świecie i w przyszłości? Wyobraź sobie, że w Twoim mieście każda szkoła podstawowa i każda szkoła średnia ma zupełną swobodę decydowania o tym czego uczyć, kiedy i w jakich ilościach. Każda szkoła komponuje swój zestaw treści do nauczenia, bez przymuszania uczniów do nauki tego co jest im niepotrzebne w danej chwili lub czego nie są w stanie jeszcze zrozumieć. Wyobraź sobie szkołę, gdzie co roku to uczeń w porozumieniu z rodzicami decyduje jakie kursy będzie realizować. A kiedy dziecko rozwinie nowe zainteresowania np. w szkole średniej, o których wcześniej się nie uczyło, żeby mogło wrócić do szkoły podstawowej w nowym roku szkolnym i odbyć dany kurs potrzebny mu teraz. 

Pełna elastyczność dla wszystkich!


Czy taka bajka jest możliwa do zrealizowania? Spróbujmy prześledzić co może się zadziać w szkole bez podstawy programowej. Gdybym miał możliwość pokierowania taką szkołą, chciałbym zacząć od zaprojektowania zestawu umiejętności i wiedzy potrzebnych do przetrwania w dzisiejszych czasach. W tym celu użyłbym podejścia zwinnego, np. Design Thinking, żeby iteracyjnie dojść do najlepszej kombinacji treści do nauczenia. Obecnie spora część z tego co jest zawarte w podstawach programowych jest bardzo przestarzała i nie przydaje się w aktualnej rzeczywistości. Zebranie potrzeb, zdefiniowanie co jest do wykonania, wybór metod osiągnięcia celu, konstrukcja prototypu, testowanie i poprawki to efektywny sposób na stworzenie możliwie najlepszej oferty dla uczniów. Uczenie się na błędach w edukacji dzieci może brzmieć kontrowersyjnie, ale w momencie kiedy nie mamy specjalnie innej formy weryfikacji skuteczności działania prototypu, jest to jedyne wyjście.

Dwa filary to podstawa!


Stworzenie zestawu umiejętności i wiedzy potrzebnego współczesnym dzieciom i nastolatkom to pierwszy filar. Drugim filarem jest wspomniane kształcenie ustawiczne. Niezależna konstrukcja kursów połączona z ich aktualizacją co kilka lat mogłaby stanowić wartość również dla ludzi dorosłych, jeśli mogliby skorzystać z takich samych kursów. Oznacza to możliwość zdobywania wiedzy w instytucji oświatowej przez całe życie. Oferta kursów w szkole dla lokalnej społeczności może mieć bezpośredni wpływ na rozwój okolicy. Pytanie brzmi: czy jest potrzeba takiego rozwoju? Mogę odpowiedzieć na to pytanie tylko ze swojej perspektywy i na podstawie tego co przeczytałem o sytuacji w USA.

Odkąd skończyłem szkołę miałem pewien niedosyt wiedzy w kwestii matematyki, informatyki oraz fizyki, które realizowałem na poziomie podstawowym. Jestem świadomy istnienia kursów różnego rodzaju, darmowych i płatnych w tych dziedzinach, ale jakoś nigdy nie zapisałem się na żaden z nich z powodu obaw o jakość oferowanych zajęć. Gdyby jednak wspomniane zajęcia były prowadzone przez wykwalifikowaną kadrę w godzinach po pracy być może chętniej bym się na nie zapisał. Moja mama z kolei chętnie zapisałaby się już teraz na jakiś kurs, ale nie chce narobić sobie wstydu np. uczestnicząc w Uniwersytecie Trzeciego Wieku, bez posiadania doświadczenia i wykształcenia wyższego. Chociaż nieraz jej tłumaczyłem o co w tym chodzi, to i tak nie jest w stanie zmienić swojego zdania. Co innego szkoła, która jest dla niej bardziej znanym środowiskiem

W USA z podobnymi pomysłami wychodzi coraz więcej uczelni wyższych. Ich oferta jest jednak skierowana głównie do absolwentów uczelni. W naszym przypadku adresatami oferty mogliby być wszyscy ludzie, którzy chodzili do szkoły. Oczywiście pozostaje kwestia finansowania zajęć dla dorosłych oraz uczęszczających do szkół wyższego stopnia. Rozwiązanie dla dzieci w wieku szkolnym jest proste. Skoro pieniądze idą za uczniem, wystarczy, że damy uczniowi możliwość bardziej swobodnego decydowania o dysponowaniu kwotą przeznaczoną na jego edukację. Oznacza to, że w nowej rzeczywistości moglibyśmy wybierać nie klasy, nie szkoły, a kursy. Konsekwencją takiego rozwiązania byłoby uczęszczanie przez uczniów do kilku szkół jednocześnie, tak by mogli najbardziej elastycznie dobrać swój indywidualny grafik zajęć. Logistyka takiego rozwiązania jest łatwa do zorganizowania przy pomocy odpowiedniego oprogramowania i decyzji, która szkoła byłaby szkołą - matką, odpowiedzialną za przyjmowanie, przechowywanie i wydawanie dokumentów uczniów. 

W kwestii osób dorosłych, konieczne byłoby pobieranie opłat, ponieważ nasz budżet państwowy nie byłby w stanie wesprzeć wszystkich w zakresie dokształcania się. Z drugiej strony, dzisiaj istnieje wiele programów wsparcia dla milionów Polaków, które można by przekierować na edukację. Inicjatywy rozwojowe pozwoliłyby na efektywniejsze spożytkowanie cennych środków z budżetu państwa. Niestety, nie zmienia to faktu, że wiedza i umiejętności kosztują, więc nawet przy dotowaniu zajęć dla dorosłych przez państwo potrzebne byłyby opłaty za kursy. Sama myśl, że ktoś ma możliwość dokształcić się w obszarach, których nigdy nie opanował jako dziecko, albo w zupełnie nowych, współczesnych aspektach, np. związanych z technologią, jest dla mnie fascynująca. 

Wyzwania, wyzwania..


Pozostaje jeszcze sprawa bezpieczeństwa uczniów w wieku szkolnym. W momencie, kiedy byłaby możliwość uczęszczania na zajęcia w różnych szkołach w ciągu dnia, transport i bezpieczeństwo stanowiłyby wyzwanie, szczególnie na niższych poziomach edukacji. Jednym z rozwiązań mogłoby być ograniczenie mobilności uczniów poprzez ograniczenie możliwości przebywania na zajęciach tylko w jednej szkole w ciągu danego dnia. Innym rozwiązaniem byłoby stworzenie sieci transportu publicznego dla uczniów do przemieszczania się między szkołami.

Czy proponowane rozwiązanie ma jakieś wady? Na pewno wzbudza szereg pytań i wątpliwości. Po pierwsze, w jaki sposób uczeń ma się przygotować do matury lub testu ósmoklasisty jeśli będzie brał tylko kursy odpowiadające jego zainteresowaniom? Po drugie, co jeśli uczeń zmieni ścieżkę życiową w trakcie nauki? Co z aspektem społecznym szkoły? Czy uczeń będzie czuł jakiś związek z miejscem i ludźmi jeśli będzie zmieniał je tak często? Czy taki system wprowadzi więcej wyboru, ale również więcej chaosu? Jak skoordynować oceny i postępy uczniów? Kto ma się tym zająć?... Pytania można mnożyć, chciałbym jednak zająć się kluczowymi kwestiami, zostawiając pozostałe na inną dyskusję.

Wybór i odpowiedzialność


Jeśli chodzi o egzaminy zewnętrzne, przygotowanie do matury czy testu ósmoklasisty jest priorytetem dla wielu ludzi, ale nie dla wszystkich. Są osoby, dla których matura jest stratą czasu i nie potrzebują one posiadać takiego zaświadczenia. Dla nich liczą się tylko umiejętności, które są w stanie pokazać na żywo. Z drugiej strony, jest duża grupa ludzi, dla których matura jest przepustką na studia i do wymarzonej pracy. Z reguły wiąże się to z profesjami zaufania publicznego. System, który proponuję po pierwsze daje możliwość wyboru ścieżki rozwoju ucznia, biorąc pod uwagę jego plany na przyszłość. Po drugie, ten system motywuje do podejmowania odpowiedzialnych decyzji i myślenia o swojej przyszłość, ponieważ jeśli ktoś chce być lekarzem, to bez matury z chemii czy biologii, będzie miał marne szanse na realizację swojego marzenia. Lecz bycie na przykład programistą nie wiąże się posiadaniem świadectwa z paskiem czy wysokich wyników na maturze, liczą się realne umiejętności.

Zmiana ścieżki życiowej w nowym systemie byłaby jeszcze łatwiejsza niż dzisiaj, ponieważ oprócz możliwości przystępowania do egzaminu maturalnego i poprawiania go po ukończeniu szkoły, doszłaby również opcja przygotowania się do egzaminów w szkole wyboru, gdzie moglibyśmy liczyć na solidną jakość usług. Z takim wsparciem, zmiana naszych kwalifikacji mogłaby stać się jeszcze łatwiejsza.

Perspektywa społeczna


Aspekt społeczny szkoły jest jednym z największych wyzwań dla nowego systemu, ponieważ uczniowie nie mogliby poczuć tak mocno przynależności do grupy szkolnej, jak ma to miejsce obecnie. Z drugiej strony, możliwość integracji z większą ilością ludzi daje nam szansę na bardziej rozwiniętą sieć znajomości w świecie rzeczywistym. Co więcej, uczniowie zostaliby uwolnieni od przymusu przebywania z osobami, których nie tolerują np. z powodu ich zachowania. Wiemy doskonale, że w obecnym systemie więzi, które dzieci zawierają między sobą nie są zawsze na takim samym poziomie. Znalezienie sobie przyjaciół jest niezależne od tego z kim przebywamy w ciągu dnia w szkole. A tych z was, którzy nie są przekonani co do mojej propozycji zachęcam do zaznajomienia się z systemem zajęć w różnych grupach międzyoddziałowych, który często funkcjonuje i sprawdza się w szkołach w USA.

Kto da uczniom świadectwa?


Kolejnym wyzwaniem jest ocenianie i wystawianie świadectw na podstawie ocen. Gdybyśmy stworzyli jednolity system dla wszystkich szkół objętych nowym podejściem, w którym nauczyciele zapisywaliby postępy uczniów, nie byłoby problemu z koordynacją ich wyników i ocen. Krajowy edziennik dałby możliwość zapisu na zajęcia oraz wystawiania ocen z przedmiotów zaliczonych przez daną osobę. Instytucją odpowiedzialną za wystawienie świadectw mogłoby być CKE oraz OKE, które mają doświadczenie w wystawianiu świadectw maturalnych na masową skalę.

Kultura... fizyczna głupcze!


Ostatnim ważnym aspektem, wcześniej pominiętym, jest wychowanie fizyczne, które dzisiaj często jest omijane przez uczniów szerokim łukiem. Dla mnie lekcje wf-u były bardzo niejednorodne, to znaczy, że np. lubiłem, kiedy graliśmy w sporty drużynowe i ćwiczyliśmy technikę gry oraz zagrania z danej dyscypliny, żeby być lepszymi w niej, ale nie cierpiałem biegania na dystans oraz różnych dziwnych ćwiczeń na drabinkach takich jak wymyk i odmyk. Wiadomo, że nie każdy ma takie podejście do kultury fizycznej jak ja, dlatego po raz kolejny jestem za daniem uczniom wyboru co chcieliby w danym roku lub semestrze trenować w ramach lekcji wf-u. Istotne jest, żeby uczniowie czerpali przyjemność z uprawiania sportu, tak by ich organizmy mogły rozwijać się prawidłowo.

Podsumowanie


Moja propozycja jest do pewnego stopnia rewolucyjna, ale biorąc pod uwagę możliwości techniczne oraz dzisiejsze trendy i potrzeby społeczeństwa, jest to również wykonalna wizja przyszłości edukacji. Zachęcam Cię do podzielenia się obserwacjami na temat mojej propozycji, a jeśli masz swoją wersję tego jak mógłby wyglądać nasz system edukacyjny, podziel się swoim pomysłem z innymi, bo warto dzielić się dla dobra naszych dzieci.





Rola psychologa w szkole - jak mogłaby wyglądać?



Problem psychologiczny



Praca psychologa szkolnego jest bardzo trudna i złożona. Musi on wypełniać sterty papierologii, wykonywać swoje zadania i polecenia przełożonego jak każdy pracownik szkoły, ale oprócz tego spoczywa na nim ogromna odpowiedzialność za stan psychiczny uczniów, szczególnie Polecamy relację z wykładu prof. Vetulaniego o czynnikach wpływających na rozwój mózgu:

https://www.pulshr.pl/edukacja/jerzy-vetulani-jak-usprawnic-mozg-nastolatka,31857.htmlwymagających specjalnego podejścia. Od czasu do czasu w różnego rodzaju mediach pojawia się problem braku psychologów szkolnych zatrudnionych na etat. Częściej są to albo osoby zatrudnione na kilka godzin, albo w ogóle nie ma kogoś takiego w szkole. Żądamy obowiązku zatrudniania psychologów w każdej szkole, bo widzimy, że jest potrzeba kontaktu ze specjalistą. Z drugiej strony, często zdarza się tak, że kiedy psycholog znajdzie się na pokładzie, jednym z jego głównych zadań staje się łatanie dziur kadrowych w szkole, z racji bycia dostępnym. W związku z tym, po raz kolejny stajemy w obliczu propozycji zmian, które bez odpowiedniego wsparcia mogą okazać się nieudanym i kosztownym kaprysem, raczej niż efektywnym sposobem pomocy współczesnym dzieciom. 

Dzisiaj zadania psychologa regulują Karta Nauczyciela oraz Ustawa Prawo Oświatowe i Rozporządzenie ws. pomocy psychologiczno-pedagogicznej. Serwis epedagogika podaje na ich podstawie następujący zakres działań psychologa szkolnego:

  • prowadzenie badań i działań diagnostycznych uczniów, w tym diagnozowanie indywidualnych potrzeb rozwojowych i edukacyjnych oraz możliwości psychofizycznych uczniów w celu określenia mocnych stron, predyspozycji, zainteresowań i uzdolnień uczniów oraz przyczyn niepowodzeń edukacyjnych lub trudności w funkcjonowaniu uczniów, w tym barier i ograniczeń utrudniających funkcjonowanie ucznia i jego uczestnictwo w życiu przedszkola, szkoły i placówki,
  • diagnozowanie sytuacji wychowawczych w przedszkolu, szkole lub placówce w celu rozwiązywania problemów wychowawczych stanowiących barierę i ograniczających aktywne i pełne uczestnictwo ucznia w życiu przedszkola, szkoły i placówki,
  • udzielanie uczniom pomocy psychologiczno-pedagogicznej w formach odpowiednich do rozpoznanych potrzeb,
  • podejmowanie działań z zakresu profilaktyki uzależnień i innych problemów dzieci i młodzieży,
  • minimalizowanie skutków zaburzeń rozwojowych, zapobieganie zaburzeniom zachowania oraz inicjowanie różnych form pomocy w środowisku przedszkolnym, szkolnym i pozaszkolnym uczniów,
  • inicjowanie i prowadzenie działań mediacyjnych i interwencyjnych w sytuacjach kryzysowych,
  • pomoc rodzicom i nauczycielom w rozpoznawaniu i rozwijaniu indywidualnych możliwości, predyspozycji i uzdolnień uczniów,
  • wspieranie nauczycieli, wychowawców grup wychowawczych i innych specjalistów w: rozpoznawaniu indywidualnych potrzeb rozwojowych i edukacyjnych oraz możliwości psychofizycznych uczniów w celu określenia mocnych stron, predyspozycji; zainteresowań i uzdolnień uczniów oraz przyczyn niepowodzeń edukacyjnych lub trudności w funkcjonowaniu uczniów, w tym barier i ograniczeń utrudniających funkcjonowanie ucznia i jego uczestnictwo w życiu przedszkola, szkoły i placówki; udzielaniu pomocy psychologiczno-pedagogicznej.
Zakres działań tutaj wymienionych jest opisany dość ogólnie, co z jednej strony daje możliwość większej elastyczności w pracy psychologa, ale z drugiej strony daje możliwość dowolnej interpretacji tego zakresu przez dyrektora. Dlatego chciałbym zaproponować uszczegółowienie co może być zrobione w odniesieniu do konkretnych punktów, by pomoc psychologa była efektywna dla współczesnych dzieci i młodzieży.

Diagnoza potrzeb



Głównym źródłem informacji do diagnozy potrzeb jest analiza opinii lub orzeczeń z poradni psychologiczno-pedagogicznej. Są to dokumenty dające nam zalecenia co zrobić by dany uczeń mógł lepiej funkcjonować w szkole. Bardzo istotnym elementem jest tutaj kontakt psychologa z nauczycielem. Samo przekazanie zaleceń nauczycielowi nie gwarantuje, że nauczyciel będzie pamiętał o nich, ponieważ w każdej grupie lub klasie jest co najmniej kilka osób z różnymi dostosowaniami. Lepszym rozwiązaniem byłoby dodanie do edziennika modułu, który pozwalałby psychologom zasygnalizować specyficzne potrzeby ucznia z możliwością szybkiego rozwinięcia przez najechanie na zaznaczonego w określony sposób ucznia. Dla nauczyciela taka informacja może być bardzo przydatna. Gdyby opinie z poradni mogły zostać unowocześnione, np. poprzez dodanie qrcode'ów na papierowej wersji, uzupełnianie profilu ucznia w edzienniku mogłoby zająć chwilę. Wystarczyłby skaner i oprogramowanie. Nie wiem jak inne edzienniki, ale Vulcan już teraz ma moduł czytający kod z urządzenia mobilnego i można go wykorzystać do innych czynności. Dobrze byłoby, gdyby taki system był obecny w całym kraju, lub chociaż w większym rejonie. 

Diagnoza sytuacji wychowawczych



Kluczowym problemem w przypadku diagnozy tego co dzieje się na bieżąco w klasach jest brak przepływu informacji. I nie chodzi tu o dostęp do środków, bo często jest on zagwarantowany. Mamy możliwość kontaktu mailowego, mamy komunikatory, mamy edziennik, kontakt osobisty, ale te narzędzia są bezużyteczne jeśli nie wykonamy wysiłku i nie nawiążemy rozmowy z psychologiem. Lepszym rozwiązaniem mogłoby być zachęcenie do dzielenia się obserwacjami zachowań w klasie. Mogłoby to być w formie ankiety z kilkoma pytaniami, którą wychowawca mógłby zrobić w minutę. Ankieta wysyłałaby się co tydzień i dawałaby możliwość kontaktu wychowawców z psychologiem. Czy brzmi to jak dokładanie kolejnego obowiązku wychowawcom? Nie ma co do tego wątpliwości, ale podejrzewam, że bez takiego narzędzia wychowawca może nie zgłosić danej sprawy z różnych względów, zarówno zewnętrznych jak i wewnętrznych. Natomiast wywołanie przepływu informacji i możliwość szybkiej analizy poszczególnych rodzajów zachowań pokazuje psychologom możliwe kierunki działania i poprawia efektywność ich działań. Czy wszyscy wychowawcy będą sumiennie wypełniać takie mini raporty co tydzień? Pewnie nie, ale to już zależy jak zostanie przedstawiony temat na wprowadzeniu. Co więcej, nawet wzrost raportowania sytuacji o dziesięć procent da efekty na dużą skalę.

Udzielanie pomocy psychologiczno-pedagogicznej



Pomoc dzieciom zgodnie z zaleceniami z opinii lub orzeczeń może przybierać różne formy. Mogą to być zajęcia korekcyjno-kompensacyjne, logopedyczne, lub wyrównawcze z przedmiotów, lub też inne wskazane w opinii/orzeczeniu. Problem w tym, że często propozycje pomocy są skierowane na ćwiczenie konkretnych umiejętności, a pomijają nastawienie mentalne do całego procesu uczenia się, lub nawet do rzeczywistości. Dopiero zagłębienie się w to co boli dziecko na poziomie biologicznym, emocjonalnym, poznawczym, społecznym i prospołecznym może doprowadzić do wzrostu szans na zadziałanie propozycji z opinii i orzeczeń. Takie działania wymagają jednak czasu i wielu rozmów, więc są trudne do zrealizowania w dzisiejszych warunkach. Dlatego bardzo ważną rolę powinno odgrywać uczenie dzieci metod self-regowych oraz NVC w kontekście interakcji oraz radzenia sobie z wewnętrznymi rozterkami. Jeśli dzieci dostaną narzędzia do regulacji tego co przeżywają, jest większa szansa na to, że sami będą w stanie sobie poradzić z częścią swoich problemów.

Profilaktyka uzależnień 



Mam wrażenie, że większość szkół popiera wersję wydarzeń, w której jako główny środek profilaktyczny stosuje się strach. Szkoły zapraszają policję, byłych narkomanów i innych przestępców na rozmowy o tym, że narkotyki, papierosy, alkohol i inne używki są złe i wyniszczają organizm. Jednak skuteczność tych działań jest wątpliwa, ponieważ problem używek wśród nastolatków rośnie. Współczesny psycholog mógłby spróbować dotrzeć wraz z uczniami do motywacji stojących za sięganiem po używki. Takie kwestie jak akceptacja w grupie, imponowanie rówieśnikom, czy inicjacja w nowym środowisku wywierają ogromną presję na młodych ludziach.Czasami forma jaką przybiera dany rodzaj nacisku jest pozornie niegroźna, ale robienie coś dla żartów, albo zakład z kolegą/koleżanką, że coś się zrobi, może mieć groźne konsekwencje. Niestety dotarcie do prawdziwych motywacji za sięganiem po używki jest bardzo trudne, nie tylko dlatego, że młodzież dobrze ukrywa fakt, że ma doświadczenia z używkami, ale również dlatego, że często młodzi ludzie nie są sami do końca świadomi swoich decyzji i wyborów. W konsekwencji, potrzebny jest czas, żeby doprowadzić daną sprawę do końca. Co więcej, nie jest łatwo pokazać uczniom co może popchnąć je do sięgnięcia po używki i jakie mogą być konsekwencje ich decyzji. 

Działania związane z zaburzeniami zachowania



Zarówno łagodzenie skutków zaburzeń zachowania, jak i prewencja w tym aspekcie to duże wyzwanie dla psychologów. Bez wsparcia rodziców i innych osób, z którymi dzieci wchodzą w interakcje sam psycholog nie jest w stanie zdziałać wiele. Tylko połączenie sił i przepływ informacji mogą dać efekt poprawy zachowania dziecka. Pamiętajmy, że zazwyczaj dziecko nie jest odizolowaną jednostką zamkniętą w pustej przestrzeni bez kontaktu z innymi ludźmi. Jest częścią społecznego systemu i właśnie tak jak sugeruje myślenie systemowe, powinniśmy patrzeć na nie z szerszej perspektywy Jego zachowanie wpływa na innych oraz zachowanie innych odbija się na dziecku. Jednak, żeby rodzice i nauczyciele mogli wesprzeć psychologa w działaniach łagodzących lub prewencyjnych, oni sami muszą nabrać świadomości jak to co mówią i robią w odniesieniu do dziecka jest przez nie odbierane. Otwartość rodziców i nauczycieli jest w tym aspekcie kluczowa i najtrudniejsza do uzyskania. Rolą psychologa mogłoby być zorganizowanie szkolenia dla rodziców otwierającego ich na takie tematy jak stres u dziecka, emocje, komunikacja, porozumienia bez przemocy, empatia. 


Mediacje i interwencje



Psycholog jest nieocenioną osobą w sytuacji spornej, szczególnie jeśli pozostałe strony konfliktu nie mają kompetencji pozwalających na efektywne porozumienie się. Należy jednak zorganizować proces mediacyjny i interwencyjny w sposób niezakłócający realizacji pozostałych zadań psychologa. Jest to istotne, ponieważ często sytuacje konfliktowe nie kończą się na jednym spotkaniu. Nawet jeśli uda się opanować daną sytuację, możliwe, że jako forma odwetu, z drugiej strony będą pojawiać się kolejne problematyczne zachowania prowadzące do kolejnych interwencji. Mamy wtedy do czynienia z błędnym kołem, które nie jest łatwo przerwać, ponieważ każda ze stron domaga się sprawiedliwości dla swojego dziecka. Psycholog potrzebuje w tym momencie wsparcia dyrekcji, która może ustalić porządek i ramy czasowe spotkania i wesprzeć je formalnym autorytetem, żeby były respektowane. Oznacza to, że dyrekcja musi być również świadoma jak wygląda proces mediacyjny/interwencyjny oraz posiadać wiedzę dotyczącą dotychczasowego przebiegu danej sprawy. 

Pomoc w rozwijaniu predyspozycji uczniów



Odkrycie talentu u dziecka jest pewnego rodzaju wyzwaniem i wiąże się czasami ze znalezieniem w sobie woli do akceptacji danej zdolności u naszej pociechy. Rodzice, patrząc codziennie na swoje maleństwa, snują wizje jak może wyglądać ich przyszłość, kiedy zostaną ważnymi osobami, z dobrze płatną pracą lub własną firmą i odniosą sukces w życiu jako prawnicy, lekarze, informatycy, finansiści, bankierzy itp. Kiedy jednak okazuje się, że zamiast lubić matematykę, biologię, fizykę lub wiedzę o społeczeństwie dziecko tylko wyśmienicie rysuje, gra na gitarze elektrycznej lub o zgrozo, czerpie przyjemność z uczenia innych, dla rodziców może to być szok, z którym ciężko będzie im sobie poradzić. Psycholog powinien służyć rodzicom wsparciem i pomóc im uświadomić sobie, że nie zawsze to co sobie założymy zostanie spełnione przez dziecko. Z drugiej strony, dziecko również potrzebuje wsparcia w zaakceptowaniu, że jest dobrym w danym obszarze, ale nie jest to koniecznie rzecz, o której marzyło. Być może coachingowe podejście jest w stanie tutaj sprawdzić się najlepiej, ale wymaga ono konkretnych umiejętności od psychologa, szczególnie w odniesieniu do dziecka. 

Bariery edukacyjne i poznawcze



Mam wrażenie, ze coraz więcej uczniów staje wobec niemożliwego do przeskoczenia muru w postaci braku umiejętności uczenia się. Ale kiedy człowiek zagłębi się w temat, okazuje się, że dzieci często poświęcają mnóstwo czasu na opanowanie materiału np. na sprawdzian i mają wiedzę, która w magiczny sposób umyka jak tylko zaczyna się sprawdzian. Jednak nie magia jest odpowiedzialna za ten stan rzeczy, a stres, który, jeśli jest odpowiednio duży, potrafi zmusić nasz mózg do wyłączenia świadomego myślenia i przełączenia się w tryb walki lub ucieczki. To stres powoduje zaniki w pamięci na testach u uczniów. Psycholog może pomóc uczniowi oraz nauczycielowi zidentyfikować źródło tego stresu. Nie jest to łatwe zadanie, ponieważ często czynnik wywołujący zdenerwowanie, strach, smutek, czy agresję działa podświadomie. Pomocne może tu być pięć obszarów stresu z self-regulation. 

Czym nie powinien się zajmować psycholog?



Jest cała masa czynności nie wchodzących bezpośrednio w zakres obowiązków psychologa. Znajdują się wśród nich często takie czynności jak kupowanie nagród książkowych dla uczniów na zakończenie roku szkolnego, chodzenie na opieki z uczniami z powodu braków kadrowych, opieka nad uczniami w czasie wyjść szkolnych, również integracyjnych, praca w zespołach nadzorujących egzaminy, czy opieka nad uczniami w czasie kilkudniowych wycieczek szkolnych. Większość tych zadań leży w gestii nauczycieli i psycholog nie powinien poświęcać na nie swojego czasu, ponieważ jak wynika z tego co napisałem wcześniej, zakres zadań psychologa w szkole jest ogromny. Rzeczywistość pokazuje jednak, że praca psychologa jest postrzegana jako ważna, ale niekoniecznie pilna do wykonania i jego zadania można odkładać na później.


Podsumowanie



Równowaga psychiczna, poczucie bezpieczeństwa i dobra atmosfera to czynniki, od których warto zacząć budowanie społeczności szkolnej. Bez tego uczniowie nie będą w stanie uczyć się efektywnie i będą podatni na porażki szkolne, które tylko przyczynią się do pogłębiania problemu. Dzisiaj, metody, którymi próbuje się uleczyć polską szkołę działają jak maść na ból pleców, niwelują objawy, ale nie leczą przyczyny problemu. Takie pomysły jak brak zadań domowych, brak ocen, czy nauka wyłącznie metodą projektową powodują, że uczniowie mogą mieć więcej czasu po szkole, ale efektywność ich procesu uczenia się będzie o wiele niższa. Jak pokazują badania, bardziej efektywne metody nie muszą wiązać się z wywróceniem całego systemu do góry nogami. Warto jest wzmocnić pozycję psychologów szkolnych, tak żeby mogli porządnie wykonywać swoją pracę i przyczyniać się do lepszych osiągnięć oraz łatwiejszego przyswajania wiedzy przez uczniów w połączeniu z dobrym samopoczuciem.

Oczywiście wszystko o czym tu napisałem jest mocno subiektywne. Jeśli masz inne spojrzenie na poruszane przeze mnie tematy, napisz proszę o tym w komentarzu. A jeśli jesteś psychologiem szkolnym, zostaw swoją opinię o tekście.





Jak osiągnąć sukces w nauce? 3 nazwiska: Shanker, Feynman i Rosenshine!


To dziecko nie chce się uczyć!


W dzisiejszej szkole bardzo często słychać opinie o braku umiejętności uczenia się przez dzieci i młodzież. Nauczyciele twierdzą, że uczniowie nie wiedzą czy się czegoś nauczyli, robią sobie intensywne, wielogodzinne sesje nauki do późnej nocy, które nie dają pożądanych efektów i nie potrafią skupić się na czynności uczenia przez ciągłe rozproszenie technologią. Rodzice też to widzą i chcąc pomóc swoim pociechom, decydują się zabrać im komórkę, tablet, komputer, lub przewód zasilający do komputera i czasami posuwają się do bardzo ekstremalnych rozwiązań takich jak zamknięcie ucznia w pustym pokoju  ze stołem, krzesłem i książką na sesję nauki w trybie "Nie wyjdziesz stąd, dopóki się nie nauczysz!" Jednak ani prośba, ani groźba nie wydają się dzisiaj być skutecznymi narzędziami nakłaniania uczniów do nauki. 


Jest problem, ale jak go rozwiązać?


Co możemy w tej sytuacji zrobić? Niestety, nie ma jednej nieomylnej i uniwersalnej metody działającej na wszystkich. Natomiast patrząc na wyniki badań naukowych w kwestii efektywności uczenia się można wyróżnić trzy aspekty, o których powinniśmy mówić w kontekście efektywnego podejścia do uczenia się: stworzenie odpowiednich warunków do nauki, technika Feynmana oraz zasady nauczania Baraka Rosenshine'a.


Po pierwsze - warunki do nauki


Pierwszą rzeczą jest stworzenie warunków, w których dziecko może uczyć się bez rozpraszania swojej uwagi. Oznacza to, że powinniśmy zadbać o wyeliminowanie wszelkich potencjalnych stresorów na poziomie biologicznym zgodnie z podejściem self-reg Stuarta Shankera. Zadbajmy o odpowiednie, jasne i ciepłe światło, które jednocześnie nie będzie spełniało funkcji lampy do opalania. Stwórzmy pokój z neutralnymi kolorami ścian, mogą one być białe, lub w jasnych pastelowych odcieniach kolorów. Intensywne barwy, wzory na ścianach, pozawieszane grafiki, obrazy, plakaty itp. mogą odciągać uwagę dziecka od nauki. 

Kolejną ważną kwestią jest stanowisko pracy. Często uczymy się w różnych pozycjach i miejscach, zależnie od przyzwyczajeń, pory dnia, lub nastroju. Dzieci mają tak samo i dlatego my jako ich opiekunowie powinniśmy zapewnić im odpowiednie warunki niezależnie od ich dyspozycji danego dnia. Tutaj dobrze jest zaangażować dziecko w wybór stopnia komfortu koniecznego do zaspokojenia jego potrzeb. Niektórzy wolą miękką kanapę i wielkie poduchy, inni preferują szerokie biurko i fotel lotniczy, jeszcze inni najlepiej uczą się na ziemi na pufach lub materacach. Dajmy dziecku to czego potrzebuje, ale zadbajmy o aspekty, o których nasza pociecha nie zawsze jest w stanie  pomyśleć, np. wybierzmy tkaninę do obicia kanapy zamiast skóry, ponieważ generuje mniej hałasu i jest bardziej przyjazna w dotyku, szczególnie gdy jest ciepło. Jeśli szukacie fotela, sprawdźcie jakie ma kółka, czy są gumowe czy plastikowe, czy ma pełną regulację i czy nie skrzypi gdzieś w trakcie siedzenia. Wasze zakupy nie muszą być super drogie i designerskie ale to co kupicie powinno być ergonomiczne, estetyczne, łatwe w utrzymaniu i najlepiej wybrane z udziałem dziecka.

Czego warto unikać? Przede wszystkim jaskrawych barw, zbyt dużej ilości mebli oraz niepotrzebnych generatorów hałasu. W tę ostatnią kategorię powinniśmy włączyć również wszelkiego rodzaju urządzenia audio-wizualne, takie jak głośniki, telewizory, słuchawki, a nawet, jeśli to możliwe, telefony, tablety i komputery.  Interaktywne urządzenia elektroniczne rozpraszają naszą uwagę. Ci z Was, którzy lubią się uczyć przy muzyce, lub mają dziecko lubiące uczyć się przy przyjaznych dźwiękach powinni zmienić swój pogląd na pozytywny związek muzyki i nauki, ponieważ istnieje naukowy dowód na to, że nasz mózg odczytuje wszystkie bodźce na jednakowej płaszczyźnie. To jest trochę jak z autami jadącymi autostradą. Kiedy ilość aut jest rozsądna, ruch odbywa się płynnie, ale kiedy jest ich za dużo, istnieje ryzyko utworzenia się zatoru. Oczywiście kiedy obok naszego auta przejedzie jakiś pięknie brzmiący i wyglądający bolid mclarena uatrakcyjni to w pewien sposób naszą podróż, ale przepływ aut nie ulegnie dzięki temu poprawie. Podobnie jest z bodźcami docierającymi do mózgu, im więcej ich jest, niezależnie od ich jakości, tym trudniej jest je przyswoić. Bodźce mogą być najróżniejsze i mogą pochodzić ze wszystkich zmysłów, dlatego zwróćmy uwagę czy nie ma żadnych wkurzających rozpraszaczy w przestrzeni do nauki naszego dziecka.


Po drugie - naucz dziecko sprawdzać ile już wie


Kiedy przestrzeń jest gotowa, nasza pociecha może w niej spokojnie się uczyć. Co jednak, jeśli swoje przygotowanie do sprawdzianu z chemii kończy po dwudziestu minutach? Czy białe ściany i miękka kanapa robią takie cuda z umiejętnościami uczenia się dzieci? Raczej jest to wątpliwe. Efekty takiego uczenia mogą być niezadowalające, a dziecko będzie zawiedzione, że cudowny pokój w ogóle się nie sprawdził w jego przypadku. Jak pomóc dziecku nauczyć się weryfikować stan wiedzy? Dla mnie jednym z najlepszych sposobów jest technika wymyślona przez Richarda Feynmana, bardzo znanego profesora, zwanego czasami Einsteinem drugiej połowy XX wieku. Technika Feynmana jest bardzo prosta, a pięknie ilustruje ją poniższy clip:



W skrócie technika Feynmana to cztery kroki do sukcesu:
  1. Wybierz temat do nauki i zapisz go na środku kartki
  2. Uprość maksymalnie język tematu, tak by był zrozumiały dla każdego człowieka i naucz się go na pamięć
  3. Spróbuj wytłumaczyć temat komuś, lub udawaj, że tłumaczysz komuś i zanotuj elementy, gdzie Twoja wiedza nie jest jeszcze utrwalona wystarczająco dobrze
  4. Wróć do tematu, naucz się tego czego nie umiałeś upraszczając jeszcze bardziej język tematu

Dla mnie jest to najlepszy sposób sprawdzenia wiedzy z każdego tematu. Poszczególne kroki powinny być powtarzane do uzyskania pożądanego poziomu wiedzy. Warto podkreślić, że technika Feynmana może być użyta do nauki praktycznie każdego rodzaju wiedzy i dzięki temu jest możliwa do zastosowania w bardzo szerokim zakresie.


Po trzecie - Barak Rosenshine!


Ostatnim elementem tworzącym trójnóg sukcesu w uczeniu się są zasady nauczania Baraka Rosenshine'a. Zestaw dobrych praktyk wypracowany przez Rosenshine'a został stworzony w oparciu o badania naukowe dotyczące tego jak się uczy mózg, jakie praktyki nauczycieli dają największe postępy wśród uczniów oraz jakie działania prowadzą do rozwinięcia strategii uczenia się u uczniów. Moja wiedza na temat zasad nauczania Rosenshine'a płynie wyłącznie z publikacji Evidence Institute Polska, ponieważ tylko ta organizacja zajmuje się aktywnym promowaniem w naszym kraju opartych o naukowe dowody efektywności praktyk w edukacji. Poniżej przedstawiam grafiki obrazujące zasady Rosenshine'a zaczerpnięte z publikacji Evidence Institute. Zamieszczam również link do całej publikacji, jeśli chcecie się dowiedzieć jeszcze więcej.















Powyższe zasady zostały opisane z perspektywy nauczyciela, ale dobrze byłoby gdyby uczniowie również byli świadomi jak działa proces zapamiętywania oraz co mogą zrobić, żeby efektywniej uczyć się samodzielnie w szkole oraz w domu.


Podsumowanie


Odpowiednie warunki, umiejętność sprawdzenia swojego stanu wiedzy i dobre praktyki wzmacniające proces uczenia się to solidne podstawy dające dzieciom w wieku szkolnym szansę nie tylko na poprawę swoich osiągnięć w testach, ale również wpływające na realny wzrost wiedzy w długoterminowej perspektywie. Edukacyjne serwisy często starają się pokazać techniki szybkiego zapamiętywania by lepiej wypaść w testach, ale nie pokazują jak trwale zapamiętać wiedzę, by móc z niej korzystać w przyszłości. Trójnóg, który proponuję, ma działanie zarówno w krótkiej jak i w długiej perspektywie. W edukacji rzadko kiedy zmiany zaczynają działać z dnia na dzień, więc należy uzbroić się w cierpliwość jeśli chodzi o efekty wysuniętych propozycji. Ale warto podjąć wyzwanie by potem móc cieszyć się długotrwałą wiedzą i umiejętnościami.